• Brzmi całkiem fajnie, aczkolwiek wolę czytać o badaczach ze swojej dziedziny, z których tekstami spotykam się na studiach i mogę spojrzeć na nich z dwojakiej perspektywy – prywatnej i naukowej.
    Czasami to nawet urocze, gdy czytasz jakiś artykuł i wiesz, że napisała go para zakochanych naukowców, trochę w formie żartu, na temat lekko absurdalny, i nagle zaczynasz wierzyć, że oni też są ludźmi którzy też mają poczucie humoru i normalne problemy. Nawet jeżeli potem ty masz przez nich problem, bo nie rozumiesz zagadnienia i oblewasz sesję 😛

    • Hahahahah 😀 No nieźle! Na szczęście ja już czytam takie rzeczy tylko teoretycznie i nikt mnie z nich nie egzaminuje 😀 A ludzka strona naukowców zawsze mnie fascynowała 🙂

  • Ech, to trochę smutne, że to tak wybitny naukowiec, a pewnie niemal nikt o nim nie słyszał. Ja nie słyszałem, nie będę ukrywał. Książka pewnie drastycznie tego stanu rzeczy nie zmieni znacznie, ale zawsze to coś.

    • Ja właśnie też nie słyszałam, stąd chęć zmiany tego stanu. Jakoś wielkiej chemii między nami nie ma, ale przynajmniej jak kiedyś usłyszę nazwisko, to będę wiedziała, kto to 😀

  • Dzień później

    Właśnie skończyłam tę książkę i nie jestem nią zachwycona. Jak to dyplomatycznie ujęłaś „pozostawia pewien niedosyt”. Nazwisko Trivers też było dla mnie obce, ale po lekturze tej biografii wiem o nim niewiele więcej, poza tym, że mieszka na Jamajce (btw. informacje o Jamajce przydałyby mi sie w zeszłym roku, kiedy tam byłam) i że prowadził rozrywkowe życie. Tylko, że czytając to, zadawałam sobie nieraz pytanie: „ale co mnie obchodzi, że na Jamajce napadli jakiegoś gościa?”. Natomiast fragmenty o teoriach biologicznych, które stworzył autor, są napisane takim językiem, że nie da się tego czytać… Nie każdy jednak ma smykałkę do pisania, nawet jeśli jest wybitnym naukowcem.