Rewolwerowcy

Chciałam zacząć ten tekst pytaniem, czy jest ktoś, kto nie lubi westernów, ale w międzyczasie okazało się, że naprawdę istnieją tacy ludzie (Rude recenzuje, pozdrawiam ;-)). Ja z kolei od kiedy pamiętam miałam sentyment do tych czasów i takiego klimatu. I chyba nawet wiem, skąd to się wzięło – wszystko przez Winnetou i Old Shatterhanda. I prawdopodobnie od nich rozpoczęła się również moja wielka słabość do takich bohaterów, jak ja ich nazywam, z efektem wow. Takich niepozornych, po których rzadko czegoś można się spodziewać, a jak przychodzi co do czego, okazują się niepokonani, wszystko potrafią, pięknie się mszczą, robią, co chcą, z nikim się nie liczą. Są oczywiście inteligentni albo wręcz geniuszami i kierują się moralnym kodeksem, który sprawia, że nie ważne ile osób zabiją, zawsze są postaciami pozytywnymi. No lubię takich buntowników, co poradzić 😉 I Lisbeth Salander, i Pielgrzym i ostatnio odkryty John Donovan z gry Mafia 3 są właśnie takimi bohaterami.

Butch Cassidy i the Sundance Kid

Rewolwerowcy też mieszczą się w tej kategorii i doskonale do niej pasują, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Taki obraz utrwaliły również seriale i filmy. Kiedy pomyślimy o Dzikim Zachodzie przed oczami staje nam twardy mężczyzna w długim płaszczu, z rewolwerami na biodrze, oczywiście szlachetny i walczący w słusznej sprawie. W rzeczywistości (jak to zazwyczaj bywa) sprawy miały się trochę inaczej. Oczywiście, ci szlachetni też się zdarzali, ale przeważająca większość tych, którzy zapisali się na kartach historii była co najmniej dwuznacznie moralna albo z moralnością raczej nie miała w ogóle nic do czynienia. Dziki Zachód to był bezkompromisowy świat, w którym jeśli nie było się twardym (i szybkim) człowiekiem, na pewno nie żyło się w nim długo, nie mówiąc już o zapisaniu się w historii. A słowo rewolwerowiec na pewno nie jest synonimem bohatera pozytywnego.

James Reasoner umożliwia nam zajrzenie w ten świat. W swojej książce zebrał najsłynniejsze strzelaniny Dzikiego Zachodu. Są takie, o których na pewno słyszeliście, ale też duża ilość wydarzeń, sytuacji i bohaterów, które będą dla Was nowe. Dla mnie to było bardzo ekscytujące, bo w końcu Dziki Zachód nie będzie mi się kojarzył tylko z Jesse Jamesem czy Billym Kidem. Pomył na tekst wydaje się bardzo przemyślany. Najpierw przeczytamy o słynnych pojedynkach, potem przejdziemy do całych band, pościgów i napadów. Na koniec poznamy historie zdrady i strzałów w plecy oraz wszelakich wypadków i pomyłek. To wszystko sprawia, że książkę można czytać strona po stronie, ale można też czytać wyrywkowo i nie po kolei.  I o ile taki układ porządkuje treść, jednocześnie ustawia książkę trochę w kategorii słownika czy encyklopedii rewolwerowców. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby autor podszedł do tego z trochę większym rozmachem. Bo czyta się to dobrze, ale mam wrażenie, że mogłoby się czytać lepiej. To w końcu Dziki Zachód, strzelaniny, pościgi, napady, złoto i śmierć za każdym rogiem! Tyle emocji, a w tekście tego nie widać. 

Rewolwerowcy pod względem informacyjnym spisują się świetnie. Jeśli jednak spodziewacie się porywającej opowieści o Dzikim Zachodzie, być może czeka Was rozczarowanie. Autor niestety nie pokusił się o stworzenie całościowego obrazu, zebrał po prostu w jednym miejscu biografie najsłynniejszych rewolwerowców. Nie wiem, czy zabrakło mu pomysłu, czy może umiejętności, by oddać ten szalony, ale przecież tak fascynujący świat. Myślę, że dla osób które kochają Dziki Zachód to i tak obowiązkowa lektura, jeśli jednak chcecie w kimś taką miłość dopiero wywołać, to może lepiej mu włączyć Red Dead Redemption.

Red Dead Redemption to jedna z najlepszych gier w ogóle. Wspaniale odwzorowany Dziki Zachód, oszałamiające krajobrazy, niezapomniany John Marston, absolutnie zaskakująca fabuła, pięknie napisana historia i galeria przebogatych postaci. Jeśli chcecie poczuć ducha Dzikiego Zachodu, musicie w to zagrać.

Na koniec jeszcze zdanie o kwestiach formalnych – na wielki plus zasługuje to, że książka jest bogato zilustrowana. Zdjęcia oglądałam z wielką przyjemnością i zainteresowaniem – co innego czytać o rewolwerowcach, a co innego spojrzeć im w oczy. Minusem jest jedynie spis treści napisany czcionką rodem z Dzikiego Zachodu. Rozumiem stylizację, i o ile przy tytułach rozdziałów jeszcze się to sprawdza, o tyle przy spisie treści, gdzie czcionka jest o wiele mniejsza – zupełnie już nie. Spis treści jest małym koszmarkiem, od którego bolą oczy.

Za możliwość przeczytania dziękujęnieprzeczytane.pl, księgarnia, ksiazki, recenzja

 
  • „Nie ma żadnych świadectw potwierdzających to, że na Dzikim Zachodzie kiedykolwiek dwóch ludzi stanęło naprzeciwko siebie na środku ulicy z rewolwerami w dłoni”.
    R. Keyes „Czas postprawdy. Nieszczerość i oszustwa w codziennym życiu” 😉

  • Ola

    Należę do tego procentu ludzi którzy nie fascynują się westernami. Przynajmniej tak było kiedyś… z wiekiem coraz przychylniej spoglądam na tematy które mnie odrzucały, nudziły itp. Może nie na tyle żeby zakupić tą pozycję ale na pewno jak tylko zobaczę na półce w bibliotece to sobie wypożyczę 🙂