Ile kosztuje mnie kultura?

To będzie bardzo spontaniczny wpis spowodowany chęcią posprzątania domu. Mam nową kanapę, więc przydałoby się jakieś małe przemeblowanie. Będę miała gości, więc trzeba posprzątać. A przy okazji posłuchałabym czegoś. Audiobooki pojawiają się u mnie na tapecie na chwilę, a potem znikają. Ostatnio wysłuchałam całej książki Grishama podczas grania w Minecrafta! Byłam zachwycona! Nie mam jednak w sobie nawyku słuchania – bardzo lubię ciszę i do większości czynności nie potrzebuję gadającego tła. Ale czasami sobie myślę, że to jednak trochę strata jest – takie sprzątanie wydaje się idealną okazją do poznania jakiejś historii. Takiej, którą chciałam przeczytać, ale na pewno nie znajdę na nią czasu i która nie wymaga ode mnie mocnego skupienia. To zaprowadziło mnie do Storytel, a to z kolei do myśli, że to kolejna rzecz w abonamencie, za którą będę płacić. I pomyślałam, że ciekawie to będzie wszystko podsumować.

Poza tym wkurzyła mnie jedna rzecz (w ogóle dochodzę do wniosku, że piszę takie teksty dopiero wtedy, jak mnie coś wkurzy). Na jednej z czarnobylskich grup na Facebooku ktoś szukał serialu Czarnobyl. Jasne było,  że ktoś pyta, skąd go można pobrać za darmo. I opadły mi wtedy ręce. Bo po pierwsze – pierwszy miesiąc na HBO GO jest bezpłatnie. Wystarczy, żeby obejrzeć Czarnobyl i masę innych rzeczy. Po drugie – założenie konta jest łatwiejsze i szybsze niż szukanie w Internecie nielegalnej kopii!! Po trzecie – abonament kosztuje 19.90. To samo w sobie nie jest żadnym kosztem, biorąc pod uwagę zawartość. Ale przecież możemy się z kimś dogadać  konto może być zarejestrowane na 5 urządzeniach, ale jednocześnie można oglądać na 2. Więc albo płacisz 10 zł z kimś na spółkę albo 4 zł (powtarzam 4 zł!!) i dogadujecie się, kiedy kto ogląda. 

Zapotrzebowanie na filmy i seriale dopełnia u mnie Netflix. Nie mam w ogóle czasu go oglądać, ale sama świadomość, że jak zechcę, to siadam i oglądam, jest warta swojej ceny. Podstawowy pakiet kosztuje 34 zł, ale ja w tym momencie trochę oszukuję, bo akurat za Netflixa nie płacę, korzystam z czyjegoś. Ale gdybym nie miała takiej możliwości, po prostu bym płaciła. Nie wyobrażam sobie inaczej.

Najważniejszą aplikacją w tym momencie jest dla mnie Legimi. Nie wyobrażam już sobie czytania bez niej, czy to na czytniku, czy na telefonie. Mam ją w abonamencie z telefonem, płacę miesięcznie 19.90, więc myślę, że to też całkiem rozsądne pieniądze. Dzięki Legimi czytam kilka książek w miesiącu więcej – oszczędność jest widoczna gołym okiem! Niestety nie mam tam dostępu do audiobooków, więc to doprowadziło mnie do kolejnej aplikacji – Storytel. Nic więcej o nie powiem, bo dopiero ją zainstalowałam i idę testować przy sprzątaniu. Miesięczny abonament kosztuje 29,90 – więcej niż książkowy, a ja audiobooków słucham mniej. Zobaczymy, czy przetrwa, na razie jestem na bezpłatnym dwutygodniowym okresie.

No i gry. Kiedyś nie wyobrażałam sobie dać kilkaset złoty za grę, teraz nie wyobrażam sobie zgrywać pirata. Po prostu czekam na promocję. Wersje cyfrowe gier to złoto – nie zajmują miejsca, ma się do nich dostęp zawsze i wszędzie. Konto Xbox Live Gold kosztuje 249 zł rocznie, czyli wychodzi 20 zł miesięcznie. W tym mam od 2 do 4 gier w miesiącu za darmo plus całkiem fajne zniżki, tak zwane Deals with Gold. Opłaca się totalnie! Do tego wykupiłam Xbox Game Pass, gdzie za 40 zł miesięcznie mam dostęp do ponad 100 gier, czasem naprawdę bardzo fajnych i drogich, których normalnie sama bym nie kupiła.

Wygląda to tak:

Łącznie miesięcznie znika mi około 120 zł. Za praktycznie nieograniczony dostęp do filmów, książek, audiobooków i gier. A przecież nie trzeba korzystać z tego wszystkiego, można wybrać to, co jest najważniejsze, jeśli się nie chce inwestować zbyt dużych pieniędzy. Nie chcę oceniać, czy 120 zł to dużo czy mało, czy kogoś stać czy nie, bo to wtedy byłby zupełnie inny wpis. Tak samo inny byłby o darmowej kulturze, bo taka też jest. Wiem jedynie, że zawsze można zrezygnować z czegoś na rzecz czegoś innego. Biorąc pod uwagę, że 120 zł to często jedno wyjście do kina (w weekend w Warszawie) dla dwóch osób, ja wybieram nie chodzenie w weekend do kina. Wolę miesiąc rozrywki w domu. 

A jak to jest u Was? Macie jakieś stałe abonamenty, za które płacicie co miesiąc?