• Ja nie przeczytałam jeszcze wszystkiego Murakamiego, ale również go uwielbiam i też zwykłam mówić, że czytałam go zanim to było modne. 😉 Choć możliwe, że nie całkiem tak było i siedem lat temu był już modny, ale ja o tym nie wiedziałam i w moim środowisku tylko ja go czytałam, stąd takie moje przekonanie. 😉
    Mnie także, jak i Ciebie, zawsze bardzo ciągnęło do Murakamiego, choć z trochę innych powodów – taki typowy bohater jego książek to po prostu osoba, z którą mogłabym się zaprzyjaźnić, a w czasach, gdy byłam samotnym nerdem nieznającym blogosfery oraz innych nerdów spoza niej, czułam, że czytanie jego książek jest jak spotkanie z przyjacielem, którego wtedy nie miałam. To mi dużo dawało i nadal, gdy mam zły humor, dużo daje.
    Ach, wychodzi na to, że Murakami ma naprawdę mądre podejście do życia – koniecznie muszę tę książkę przeczytać. 😉

    • Też mam podobnie. Nie mam pojęcia, co jest w książkach Murakamiego, ale trafiają bezbłędnie 🙂 Spodoba Ci się ta książka 🙂

  • Zajawka Na marginesie

    Herbert?? Heeerbert??
    Przyznaję, że bardzo mnie tym zaskoczyłaś 😉 ogólnie nie lubię prozy Murakamiego, chociaż co jakiś czas robię kolejne podejścia (ostatnio były to opowiadania „Mężczyźni bez kobiet”, taknamarginesie.wordpress.com/2017/09/01/w-poszukiwaniu-kompasu-haruki-murakami-men-without-women/)… i wcale nie zamierzałam czytać „Zawód: powieściopisarz”, bo mogłoby to okazać się kolejnym zawodem… Za to przytoczony przez Ciebie cytat zachęcił mnie do lektury „Tańcz, tańcz, tańcz” ;D i kto wie, może to będzie coś łatwiej dla mnie strawnego.
    Pozdrawiam!

    • Bo w Murakamim można znaleźć coś dla siebie – myślę, że każdy by mógł. Ale ma specyficzny sposób pisania, który potrafi odstraszyć 🙂 I tak, w środku jest wzmianka o Herbercie 😉

  • Ja pozostanę przy czytaniu recenzji tej akurat książki. Murakamiego lubię, bardzo lubię lub uwielbiam (zależnie od książki), ale jakoś nie chcę go aż tak dobrze poznawać. Ale „Tańcz, tańcz, tańcz” to chyba moja ulubiona książka tegoż autora. A Twoje jakie są?

    Zaczynałem od „Norwegian Wood” – akurat, gdy powoli zaczynała się moda. Miałem tę przewagę, że wpadł też przyjaciel i po angielsku dużo go czytaliśmy.

    • O, a wiesz, jakoś nie pomyślałam, że akurat Ty możesz go uwielbiać (nie pytaj dlaczego!). Myślę, że możesz spokojnie ją przeczytać – może mówi o sobie trochę, ale ciągle czuć dystans i to, że nie zdradza wszystkiego. Dalej pozostaje tajemniczy i trochę nieokreślony, tak mi się wydaje…

      A ulubione książki? To trudne pytanie, bo większość czytałam dawno temu. Zaczęłam od „Przygody z owcą” i mam do niej olbrzymi sentyment. Najbardziej chyba lubię „Tańcz, tańcz, tańcz”, „Norwegian Wood”, „Kronika ptaka nakręcacza” 🙂