Polskie Archiwum X

Na temat tego, dlaczego zło fascynuje ludzi można by napisać niejedną książkę. Dużo osób próbuje zrozumieć to zjawisko, a książki pod tytułami Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje albo Efekt Lucyfera mają bardzo wielu czytelników. Ale to działa nie tylko od strony psychologicznej. Kiedy ostatnio czytałam kolejne kryminały Chrisa Cartera myślałam sobie trochę o tym, co musi mieć w głowie pisarz, żeby pisać takie książki. A co ważniejsze – co musi mieć w głowie czytelnik, żeby takie książki czytać. I to jeszcze dla przyjemności. Na tę samą półkę wskakują też wszelkie pozycje non-fiction – biografie morderców, opisy kryminalnych spraw, książki o tym, jak działa policja. U mnie na blogu znajdziecie trochę takich książek – przyznaję się do tej fascynacji bez bicia.

Dlatego przy okazji pojawienia się drugiego tomu Polskiego Archiwum X od razu sięgnęłam po pierwszy – czytanie po kolei to moje natręctwo. Jestem już po lekturze obydwu i powiem Wam, że jeśli dzielicie ze mną fascynację złem, to zdecydowanie jest to lektura dla Was. Bardzo się cieszę, że te książki zostały napisane. Bo w tej fali zachwytów kryminałami skandynawskimi czy amerykańskimi serialami, nie mamy czasu pomyśleć, że przecież u nas w Polsce też zdarzają się kryminalne historie. Że też są policjanci, którzy je rozwiązują, są mordercy, których trzeba złapać, sprawcy, których trzeba odnaleźć. I że nie są to fikcyjne postacie, ale ludzie z krwi i kości, którzy spokojnie mogliby stanowić wzór dla głównego bohatera jakiejś kryminalnej serii.

Autorami książki są Piotr Litka, dziennikarz i reporter oraz dwóch członków (a właściwie współtwórców) już nieistniejącego, pierwszego zespołu policyjnego Archiwum X, Bogdan Michalec i Mariusz Nowak. Konstrukcja obu tomów jest dość prosta – kolejne rozdziały to sprawy kryminalne, które po latach zostały rozwiązane dzięki policjantom z oddziału Archiwum X. Znajdziecie tam sprawy z pewnością Wam znane, ale też takie, o których wcześniej nie słyszeliście. Autorzy przeprowadzają nas dokładnie przez wszystkie czynności i całe postępowanie – od podstawowych faktów, przez przypomnienie, jak przebiegało pierwsze śledztwo, po rekonstrukcję zdarzeń i dokładne omówienie tego, jakie działania doprowadziły do rozwiązania sprawy, czasami po wielu latach. Tekst urozmaicają zdjęcia dowodów, miejsc, dokumentów, stopklatki z rekonstrukcji wydarzeń czy kolejne etapy powstawania portretu pamięciowego. Wrażenie robią również przytoczone zeznania oskarżonych, którymi przepleciona jest narracja.

Wielką zaletą tych książek jest możliwość poznania pracy policji od kuchni. Autorzy opowiadają o swoich działaniach dość szczegółowo, zdradzając swój tok myślenia i wykorzystywane techniki. Sprawy, o których opowiadają dotyczą różnych okresów czasowych – znajdziemy sprawę z 1883 roku, ale i taką, której finał miał miejsce w 2017 roku. Dzięki temu mamy też możliwość obserwowania zmian, jakie zachodziły w policji, w podejściu do pracy, zmian, jakie spowodował rozwój technologiczny. To wszystko jest fascynujące, ale najważniejsza jest możliwość wejścia w głowę pracownikom oddziału i zobaczenie, jak wygląda ich postrzeganie i myślenie. To, że rozwiązują sprawy sprzed lat, że potrafią znaleźć sprawcę po wielu latach, że grzebią w starych dokumentach, że dążą do odkrycia sprawcy, mimo że często wydaje się to działaniem straconym, jest dla mnie fenomenalne i godne podziwu.

Oddziały podobne do tego krakowskiego powstały w całej Polsce. Autorzy ciągle rozpracowują sprawy przed lat. Pewnie za kilka lat mogłaby powstać kolejna część, bo przecież ludzie zawsze zabijać siebie nawzajem. Jestem pod wielkim wrażeniem autorów tej książki, policjantów, którzy dzień w dzień walczą o sprawiedliwość. Podtytuł drugiego tomu brzmi Nie ma zbrodni bez kary. I to zdaje się jest głównie przesłanie autorów – nawet jeśli sprawa pozostaje nierozwiązana (bo i takie się zdarzają), to i tak sumienie sprawcy zatroszczy się o karę. Warto przeczytać!

 
  • Hmmm… Takie szczegółowe przedstawianie kulis pracy policji zawsze każe mi się zastanowić, czy to aby nie podpowiedź dla kryminalistów. Lub z drugiej strony: czy autorzy nie wprowadzają celowo czytelników w błąd właśnie po to, by nie zdradzać za wiele.

    • Też się zawsze nad tym zastanawiam. Ale autorzy i w ogóle policjanci i wszelkiej maści detektywi zawsze są pewni, że takie książki nie są podpowiedziami, a każda zbrodnia (prawie) prędzej czy później zostanie wyjaśniona. Tutaj akurat różnica jest taka, że Ci z Archiwum X zajmują się sprawami dawnymi, a ich rozwiązanie często jest wynikiem „błędu ludzkiego” – ktoś po prostu nie wytrzymuje ponownego zainteresowania policji i załamuje się, albo wyznając swoją winę, albo wskazując na kogoś innego, kto zabił.

      • Oni na pewno wiedzą lepiej… Zresztą pewnie niewielki ułamek przestępstw jest przemyślanych, zaplanowanych i tak dalej. A nawet i wtedy nie da się przecież przewidzieć wszystkiego. Jedyne przestępstwa idealne to te, które nie są w ogóle ścigane…