10 faktów o mnie

10168161_10201919608980864_2924233163108809620_n
Prawie jak Capa

W ostatnim czasie otrzymałam aż dwie nominacje do zdradzenia 10 faktów o sobie. A ponieważ zrobiły to osoby które cenię i do których lubię zaglądać, nie mogę im odmówić. Kasia (Niebieska Papużka) i Karolina (Czepiam się książek) napisały już o sobie, a czytanie ich wpisów uświadomiło mi, że Liebster Blog Award, bo tak to się chyba nazywa, to całkiem fajna rzecz jest. Głównie z tego powodu, że zwykle gadamy o książkach, a tu jest okazja poopowiadać o sobie i dowiedzieć się czegoś fajnego o innych. Czytając wpisy innych widzę, że osoby piszące o książkach to naprawdę wyjątkowe i wszechstronne osóbki, a do tego jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Różni nas wiele rzeczy, ale zawsze znajdzie się coś, przy czym pomyślę o! ja też tak mam. I to jest bardzo fajne! A zatem – dziewczyny dzięki za zaproszenie do zabawy – i nie przedłużając, oto 10 rzeczy, które przyszły mi do głowy. Część z nich pewnie już znacie, ale nie mogłam ich pominąć, bo bez nich to nie ja 😉 A poza tym uświadomiłam sobie jedną rzecz – w sumie to nie lubię mówić o sobie i nie uważam siebie za ciekawy temat wpisu, więc będzie krótko 😉

1. Australia

Kocham Australię. Nigdy tam nie byłam, a im dłużej czekam, tym bardziej rozrasta się ta wyprawa życia. Bo jak już jechać, to co najmniej na miesiąc, prawda? 🙂 Nie umiem powiedzieć, dlaczego akurat ten kontynent mnie tak bardzo fascynuje. Po prostu tak jest. Pamiętam, że od zawsze czytałam wszystko o Australii, co wpadło mi w ręce. Kiedyś nawet napisałam do ambasady i przysłali mi stertę ulotek, folderów i innych. Żebyście widzieli wtedy minę moich rodziców, kiedy ich nastoletnie dziecko dostaje przesyłkę z australijskiej ambasady 😀 Osoby, które mnie znają, śmieją się, że chcę pojechać do kraju, w którym podobno wszystko chce cię zabić. A ja jakoś z przyrodą nie jestem szczególnie zaprzyjaźniona. Ale wiem, że muszę tam pojechać choć raz. Na studiach podyplomowych pisałam nawet pracę o duchowości Aborygenów – zostawiam dla Was link, jeśli macie ochotę ją przeczytać 🙂

2. Nie lubię mrówek

Tak w temacie mojej przyjaźni z przyrodą. Niby jestem dzieckiem, dla którego najszczęśliwsze wakacje to były te u dziadka na wsi. Uwielbiam jeździć na swoją chałupkę, chodzić boso, ciągnąć wodę ze studni i trzymać się z daleko od komputera i telefonu. Ale w dalszym ciągu przyroda w postaci wszelakich robaków raczej mnie nie przekonuje. A z mrówkami to długa historia. W zasadzie od małego ich nie znosiłam. Mama opowiadała mi, że bała się chodzić ze mną na miasto, jak byłam mała. Jeśli tylko zobaczyłam jakąś mrówkę (a przecież one ZAWSZE są) stawałam jak wryta, darłam się wniebogłosy i za chiny nie można mnie było ruszyć. Mama do dzisiaj wspomina oburzone spojrzenia przechodniów, jaka to z niej wyrodna matka. Drugie starcie nastąpiło jak miałam kilkanaście lat i rano, sięgając po książkę, zobaczyłam, że cała podłoga jest czarna i się rusza. Nigdy potem już nie osiągnęłam takiej prędkości wyskakiwania z łóżka i głośności wrzasku. Mrówki wlazły przez okno do domu, normalna rzecz, ale ja potem przez rok czasu sprawdzałam, czy nic nie rusza się na parapecie, zanim położyłam się spać. Więc tak, nie lubię mrówek…

3. Jestem tafofilką

A może taphophilką? Taphophilia to miłość do cmentarzy, pogrzebów, zafascynowanie tematem śmierci i grobów. Ja tego słowa używam w znaczeniu miłośnika cmentarzy. I to też nie takiego mega zakręconego – wszystko w granicach rozsądku i legalnie 😛 Lubię cmentarną architekturę, lubię ładne groby. Lubię stare cmentarze, które fotografuję i które niosą ze sobą obietnice ciekawych historii. Jest w tych miejscach coś magicznego. Lubię też o nich czytać, choć Historie cmentarne Borisa Akunina ciągle są jeszcze przede mną. A jak wyjeżdżam, zawsze po nich spaceruję. W Pradze po najstarszym zachowanym cmentarzem żydowskim Europy, w Paryżu oczywiście po Père-Lachaise, w Rumunii po Wesołym Cmentarzu. Te przestrzenie są wspaniałą lekcją historii, kultury, sztuki, ale również po prostu lekcją życia. 

bez-tytulu

4. Uwielbiam gry i chcę, żeby ktoś założył studio produkujące gry na podstawie książek

To pewnie już wiecie, bo powtarzam to przy każdej nadarzającej się okazji. Gry wideo są fantastycznym zajęciem. Ja widzę same plusy, również po sobie. Rozwijają logiczne myślenie, wykształcają cierpliwość, umiejętność radzenia sobie z porażkami, podchodzenia po raz setny do tego samego problemu – uczą konsekwencji, ukierunkowania na cel i jego realizowania. Ileż razy chciałam rzucać z wściekłością padem w ścianę, kiedy nie potrafiłam rozwiązać jakiegoś problemu! A dopiero od niedawna zauważam w sobie mniejszą złość w takich momentach, a więcej rozsądnego myślenia typu „ok, spróbujmy jeszcze raz”. O tym mogłabym pisać godzinami. W każdym razie możliwość zagrania bohaterem z książki jest absolutnie fenomenalna. Jest tyle książek, które stanowią gotowe scenariusze na gry. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś wpadnie na ten pomysł. Na razie pozostaje cieszyć się tymi, które już są (Wiedźmin 3 ♥) i tymi, które same w sobie są niesamowitą historią. Alan Wake, Assassin’s Creed, Red Dead Redemption, Mafia, L.A. Noire, Fallout, Skyrim – to wszystko są światy, w których spędziłam długie godziny, bardzo przyjemne. Czasami nawet przyjemniejsze od czytania książki 😉

574660_3582640453684_2114730694_n

5. Nie można mnie zmusić do niczego

Zaczynam myśleć, że po prostu mam taką konstrukcję. Jeśli tylko ktoś próbuje na mnie coś wymusić, albo mną pomanipulować, ja automatycznie nigdy nie robię tego, czego ode mnie chce. Nawet jeśli w sumie bym mogła. I nawet jeśli jest to rzecz, którą na początku sama chciałam zrobić. Tak samo działam, kiedy nie mam na coś ochoty. Im dłużej ktoś mnie przekonuje i namawia, tym bardziej ja nie mam ochoty. Bo zakładam, że jeśli mówię nie, to ktoś powinien to przyjąć do wiadomości i zostawić, a nie stwierdzać, że na pewno się tylko droczę i bardzo chcę być namawiana. Nie cierpię być namawiana do czegokolwiek!

6. Nie lubię nieszczęśliwych zakończeń

Ale takich nieszczęśliwych zakończeń bez sensu. Takich książek i filmów, w których ktoś ginie albo rozstaje się tylko po to, żeby można mówić o nich jak o wielkich dziełach. Bo wiadomo – ktoś ginie, jest dramat, a szczęśliwe zakończenie jest dobre dla nastolatek i komedii romantycznych. No przecież że nie! Dobre zakończenie jest o wiele trudniej zrobić, dlatego opcja zróbmy tak, żeby rozstali się na zawsze i cierpieli przez pół życia jest moim zdaniem pójściem na łatwiznę. I wykorzystywania cierpienia dla cierpienia też nie cierpię. A może po prostu lubię szczęśliwe zakończenia? 🙂

7. Nie chodzę na obcasach

Tak, jestem trampkową dziewczyną do szpiku kości. Mogę na palcach jednej ręki policzyć sytuacje, kiedy miałam na sobie szpilki. Szanuję swoje stopy na tyle, żeby ich nie torturować. Poza tym uwielbiam trampki 🙂 

1916665_1254693456464_6480016_n

8. Nie cierpię rano wstawać

Każdy mi powtarza, że to kwestia przyzwyczajenia, ale ja im nie wierzę. Pracuję na zmiany, więc na szczęście nie ma okazji się przekonać, ale wiem jedno. Kiedy na studiach miałam cztery dni pod rząd na 8 rano na zajęcia, wyglądało to tak. W poniedziałek przyjeżdżałam wcześniej, we wtorek byłam na styk, w środę się spóźniałam, a w czwartki odpuszczałam sobie pierwszy wykład. Teraz przełóżcie sobie to na pracę… Nie lubię rano wstawać i już. 

9. Jestem prostym człowiekiem

Bo cieszą mnie małe rzeczy. Zawsze powtarzam, że nigdy nie osiągnę w życiu nic wielkiego, za bardzo cieszą mnie małe rzeczy. I bardzo dobrze mi z tym 🙂 Stawiam sobie te malutkie kroczki, cieszę się drobnostkami i doceniam, to co mam 🙂 Lubię siebie, lubię to, co robię, nie szukam problemów tam, gdzie ich nie ma i nie komplikuję prostych spraw. Lubię prostotę.

10. …

Zastanawiam się, o czym napisać w ostatnim punkcie. O tym, że muszę być najedzona, żeby być szczęśliwa i miła dla innych? Że uwielbiam robić zdjęcia książkom? Że jak się zgubię, to nie denerwuję się, tylko cieszę się z przygody? Przychodzi mi do głowy wiele głupotek i chyba nic ważnego, więc kończę 🙂 Mam nadzieję, że mieliście przyjemność z czytania 🙂

A zwyczajem tych wpisów wybieram kolejne osoby, których odpowiedzi chętnie bym sama przeczytała 🙂 Natalia z Kroniki Kota NakręcaczaJakub z Qbuś pożera książki, Paulina z Miasta Książek i Justyna z Wełniastego Podejścia do Literatury o Was mówię 😉

  • Ach, ach. Trzasnęło mnie nominacją!

    A co do punktu o grach – a w Planescape: Torment to grała Pani? 😉

    • Mam nadzieję, że się skusisz 😉 A o grze nawet nie słyszałam, ale już sobie poczytałam 😀 Z klasyką nie stoję dobrze, bo ja świeżak jestem 😉 Ale brzmi bardzo interesująco!

  • Tak! Szpilki to samo zło i się psują od tego stopy i kręgosłup. Jeśli chodzi o cmentarze, to wart zwiedzenia jest Kerepsi w Budapeszcie i cmentarz w Hamburgu.

    • Chciałabym kiedyś pojechać na taką wyprawę śladami cmentarzy…

  • O kurczę, bardzo mi miło, dziękuję za nominację. Postaram się ogarnąć z tym w miarę szybko (:
    I /hug dla grającej od grającej!

    • Cieszę się, że masz ochotę go zrobić! Jestem bardzo ciekawa Twojego wpisu 🙂

  • Pingback: ()

  • I jakie to jest genialne, że możemy się „spotkać” 😉 Pozdrawiam :*