La femme Nikita

Niedawno, całkiem przypadkiem wróciłam do serialu La femme Nikita. Obejrzałam pierwszy odcinek. Potem drugi. I przypomniałam sobie, jak bardzo go kochałam.

W 1997 roku miałam 12 lat. Wtedy nakręcili pierwszy sezon serialu. Ja go obejrzałam pewnie trochę później, nie pamiętam kiedy pojawił się w polskiej telewizji. Ale kiedy go tylko zobaczyłam, zakochałam się. Głównie w niej, ale i on nie pozostawał bez znaczenia. Jedna z moich największych guilty pleasure. Moja serialowa miłość i uzależnienie. Tyle wspomnień z tym serialem związanych! W szkole na informatyce zgrywałam z internetu zdjęcia z serialu i kolekcjonowałam je na dyskietkach (!!!). Drukowałam scenariusze odcinków, a potem tłumaczyłam je na polski i przepisywałam na maszynie (to chyba najbardziej przyczyniło się do mojej znajomości angielskiego). Kiedy raz w tygodniu nadchodził ten dzień, kiedy odcinek był puszczany w telewizji, wyganiałam wszystkich z pokoju, zamykałam drzwi i nikt nie miał prawa wejść przez 45 minut (potem chyba już nigdy w niczym nie byłam tak kategoryczna!). Chciałam kolekcjonować okulary przeciwsłoneczne, chciałam mieć długie blond włosy i chciałam ubierać się tak jak ona. Znalazłam pokrewną duszę w tej miłości i korespondowałyśmy ze sobą przez długi czas – ja ze Świdnika, ona z Gdańska, ja zakochana w Nikicie, ona w Madeline. Te listy to było szaleństwo – pisane na kartkach a4, zapisane kratka w kratkę, drobnym maczkiem, zawsze liczyły kilkanaście stron, a czasami zdarzało się dwadzieścia kilka. Każda scena, każde zdanie, ba, każde słowo było poddawane przez nas analizie! Co to były za teksty! Chętnie bym do nich wróciła, ale chyba niestety na którymś etapie się ich pozbyłam. Cieszę się jednak też z tego, że nie było wtedy tak powszechnego dostępu do Internetu, bo jednak mam wrażenie, że miłość pewnej młodej damy do Justina Biebera to nic w porównaniu do naszych emocji!

Każdy przechodził kiedyś w swoim życiu obsesję na jakimś punkcie. Zazwyczaj to mija. Pojawił się ogólnodostępny internet, nie było sensu już zgrywać zdjęć i kolekcjonować ich na dyskietkach. Nie musiałam czekać tydzień na kolejny odcinek, a i listy gdzieś po drodze przestałam pisać. Dorosłam i nie czułam już potrzeby takiego analizowania. Ale chyba nie mogę powiedzieć, że moja obsesja minęła. Stała się może bardziej spokojna, stonowana, nie tak łapczywa. Ale ciągle jest, choć może to już tylko sentyment? To Nikita była pierwszą tak intensywną postacią kobiecą, z którą miałam do czynienia w przyswajanej kulturze. To ona kształtowała moją chęć stania się silną, samowystarczalną, niezależną kobietą. Ją mogę wskazać jako osobę odpowiedzialną za moje uwielbienie motywu zemsty i efektu wow, o którym Wam już kiedyś pisałam. To w nią byłam zapatrzona i ona była moją bohaterką i wzorem do naśladowania (na poziomie charakterologicznym, nie dosłownym ;-)). Szalenie podobała mi się i podoba pod względem postawy i charakteru. Jest identyczna z Lisbeth, drugą postacią, którą uwielbiam. Nikita może jedynie jest bardziej ludzka i typowa, zwłaszcza na początku.

Ten serial ma już 21 lat. Kiedy dzisiaj się go ogląda, zestarzał się tylko pod względem technicznym. Śmiesznie wygląda ta nowoczesna technologia sprzed 20 lat. Nie jest to też serial bez wad, a nawet więcej – na dzisiejsze standardy nie jest pewnie nawet specjalnie poprawnie nakręcony. Brak spójności i logiczności, wnikania w szczegóły, bohater pojawiający się akurat wtedy, kiedy ma się pojawić (najczęściej z rozmachem, wpadając np. przez okno, które pięknie się roztrzaskuje, a bohater epicko ratuje damę w opałach). Do scenariusza też można się przyczepić – bo czego tam nie było! Tajemne organizacje, spiski, kłamstwa i zdrady to nic! Co powiecie na złych braci bliźniaków, pojawiających się znikąd ojców, operacje plastyczne zmieniające wygląd, ukryte rodziny, hodowanie dzieci z nadprzyrodzonymi zdolnościami czy pranie mózgu? Serial jest czasami naiwny, czasami tak bardzo amerykański, czasami kalki i schematy miażdżą mózg widza. 

Ale tak naprawdę to nie ma znaczenia. Kiedyś oglądało się go z zapartym tchem, dzisiaj można oglądać z przymrużeniem oka. Najważniejsze, że wśród tego wszystkiego są oni. Nikita i Michael. I cała reszta fantastycznie stworzonych bohaterów. Ale ta dwójka to absolutne mistrzostwo emocji i chemii między bohaterami. I kiedy tak teraz o tym myślę, to przypominam sobie ile emocji i nerwów mnie ta historia kosztowała. Bo przecież ja nie cierpię takich historii i zwłaszcza takich zakończeń. Wyznają sobie miłość i każdy idzie w swoją stronę… Choć gdzieś tam wiem, że nie mogło się skończyć inaczej. I o ile można serialowi zarzucić naprawdę bardzo wiele, to klimat zbudowany przez aktorów i twórców jest niepowtarzalny. Taki, który powoduje, że serial wciąż po 20 latach można oglądać i wciąż łamie serce.

Po za tym usłyszycie tam najlepszą muzykę. Zapomniałam wcześniej dodać, że drukowałam też listy wszystkich piosenek z każdego odcinka, a potem je odsłuchiwałam w kółko i w kółko. Do tej pory czasami to robię, bo to naprawdę doskonałe piosenki. Kocham! I jednym z moich marzeń jest to, żeby jakieś studio produkujące gry dostrzegło w końcu potencjał w tej historii i zrobiło taką grę. Murowany hit – bo co lepszego może być od historii, która ma w sobie wszystko i na dodatek główną postacią jest kobieta? Bohaterowie są gotowi, historia jest gotowa, nawet misji wymyślać nie trzeba, tylko wybrać te najciekawsze z bogactwa odcinków.  Kiedy myślę o grach, w których główną rolę odgrywa kobieta przychodzi mi na myśl Lara Croft. I długo długo nic. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się na Nikitę w postaci gry. Chciałabym bardzo!

A Wy, macie jakieś wstydliwe obsesje z młodości?

  • Uwielbiam. Parę lat temu też obejrzałam całość jeszcze raz. Wciąga 🙂

    • Bardzo! Nawet nie spodziewałam się, że po tylu latach wciąż chwyci! 🙂

  • To ja się wyłamię, bo zdecydowanie za nim nie przepadałem. Ale też oglądałem tylko wyrywkowo telewizyjnie. Ja miałem swego czasu mocnego bzika na „Z Archiwum X”.

  • Maja Balinska

    To mój absolutnie ukochany serial! Muzyka jest obłędna, intrygi są genialne, absolutna perfekcja. 😉 Nie wiem ile lat starszy jest ten serial od „Beauty and the Beast”, ale swego czasu byłam uzależniona od obydwu.;-)