Moja własna biblioteka nieprzeczytanych książek

Kiedy powiedziałam, że chcę mieć w domu ścianę książek, pierwszą reakcją najbliższych było po co przenosić pracę do domu? Ale jak się pracuje z książkami to można, prawda? Wymarzoną ścianę mam, ale z upływem czasu zauważam, że moje podejście do niej zmienia się.

Przede wszystkim moja biblioteczka składa się w 50% z książek nieprzeczytanych przeze mnie. Czytanie książek, jak wszystkie zajęcia człowieka, rozwija się i zmienia. Ponieważ czytam od maleńkości przeszłam wszystkie etapy – od nałogowego korzystania z biblioteki, przez nałogowe kupowanie i gromadzenie do obecnego stanu. Pierwszy raz bezsensowność gromadzenia wszystkich książek dotarła do mnie, kiedy trzeba było wyprowadzić się z domu. Nie zabrałam ze sobą wiele książek, część zostawiłam, część sprzedałam. I zaczęłam gromadzić na nowo. Trochę spokojniej, bo nie miałam tyle miejsca, co wcześniej. Przy kolejnej przeprowadzce, już na swoje, wiedziałam, co chcę – ścianę pełną książek. Ale postanowiłam też ograniczyć sobie to szczęście – zasadą jest, że książki mają prawo znajdować się tylko na tej jednej ścianie. Tak naprawdę już to trochę obeszłam (polecam niewidzialne półki, a podłoga zawsze tak kusi, że nie sposób jej się oprzeć!), ale kiedy podłogowe stosy zaczęły rosnąć w niekontrolowany sposób, stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobić. Nie jestem wyznawczynią minimalizmu, ale zgadzam się z jednym – posiadanie przedmiotów dla samego posiadania jest bez sensu i dotyczy to również książek.

I teraz przechodzimy do najlepszego – procesu świadomego kształtowania prywatnej biblioteki. Bo kiedy mamy ograniczone miejsce, zawsze będziemy musieli wybierać. I kiedy pojawia się nowy tytuł, który koniecznie chcemy mieć, coś z półki musi zrobić mu miejsce. Nie jest to łatwe, ale wszystko sprowadza się do jednego pytania:

Czy przeczytam tę książkę jeszcze raz?

Fascynujące jest obserwowanie jak zmieniają się razem ze mną moje gusta i upodobania czytelnicze. Znajduję książki, które postawiłam na półkę kilka lat temu z myślą, że na pewno je przeczytam, albo po protu chciałam je mieć. Dzisiaj już wiem, że pewnie ich nie przeczytam, a nawet jeśli znowu będę chciała, to mogę wypożyczyć z biblioteki. Nawet reportaże z Czarnego zostały tylko te, których jeszcze nie przeczytałam. I kilka takich, do których jeszcze nie dojrzałam, żeby oddać 😉

Jedynym wyjątkiem są dla mnie półki tematyczne, na których są książki o zainteresowaniach i pasjach. Oraz książki tak pięknie wydane, że po prostu nie można się z nimi rozstać. I klasyka, którą zawsze warto czytać. Tutaj można wiele, choć z czasem też zmniejsza mi się potrzeba posiadania wszystkiego na dany temat. Zostawiam te książki, do których będę wracać. Tym sposobem cała biblioteczka będzie się składała tylko z tych książek, które są ważne dla mnie. Z różnych powodów. 

Oczywiście mam też książki, których nigdy nie oddam. Kolekcję Barnes&Noble, Thorwalda, kilka tytułów z klasyki literatury, Przeminęło z wiatrem, które przeczytam chyba dopiero na emeryturze, mnóstwo popularnonaukowych książek i takich, do których mam olbrzymi sentyment (na przykład rozpadający się trzytomowy Winnetou, jeszcze bardziej rozpadający się Blues Kojota czy okropne, żółte i paskudne wydanie Wilka Stepowego). Ale to ja muszę nad nimi panować, a nie one nade mną. I powiem Wam, że jest coś fajnego w puszczaniu książek dalej. Jakkolwiek by dziwnie to nie zabrzmiało, jest w tym jakaś taka wolność – świadomość, że nie jesteśmy zależni od przedmiotów.

A całość tekstu spowodowana jest tym, że idzie wiosna, a mi skończyło się miejsce na półkach. I robię naprawdę generalne porządki, co mogliście już zauważyć na instagramowych stories. I walczę z tym moim księgozbiorem i zastanawiam się, jak Wy do tego podchodzicie? Zbieracie książki? Oddajecie? A jeśli zostawiacie, to jakie? Według jakiego klucza podejmujecie taką decyzję? Z jakiego powodu zatrzymujecie jakąś książkę, której potem już nigdy nie przeczytacie? Po co? 

Moja biblioteczka żyje, zmienia się razem ze mną. Ciekawa jestem jak będzie wyglądała za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat i co będzie można powiedzieć o mnie na jej podstawie. Z jednej strony nie wyobrażam sobie domu bez książek, z drugiej nie wyobrażam sobie trzymania wszystkich książek, tylko dlatego, że to książki. Dlatego moja biblioteczka to głównie książki, które jeszcze czekają na swoją kolej – bo w większości kiedy zostaną już przeczytane, pójdą dalej w świat. Na zawsze zostają tylko te najważniejsze.