Książka zniszczona czy uratowana?

Ostatnio zalała mnie fala komentarzy jak mogę niszczyć książki. Ostatnie zdjęcie na Instagramie zasmuciło wiele serduszek:

Dało mi to do myślenia i postanowiłam przekuć to na coś fajnego! Pisałam Wam o tekstach na zamówienie, a do nich dorzucę jeszcze teksty, które powstaną z Waszej inspiracji. Na gorąco, na świeżo, o tematach które Was poruszyły i o których można sobie podyskutować. 

No więc przyznajcie się – do którego obozu należycie? Do tego, gdzie książkę stawia się za szybką, a czyta tylko w rękawiczkach? Czy do tego, w którym po książkach się pisze i zagina kartki?

Mi też ktoś kiedyś zarzucił, że jestem potworem, bo zaginam rogi. A ja zaginam rogi na stronach, na których są słowa, do których chcę wracać. Niektóre kartki mam mokre od łez i brudne od tuszu do rzęs…bo nie mogę oderwać się od czytania i rezygnuję z pójścia po chusteczki. Ale właśnie takie książki są na najważniejszej dla mnie półce.

Katarzyna

Ja chyba jestem po środku. Kocham książki i bardzo je szanuję. Nie zaginam kartek, nie piszę po książkach, nie zaznaczam fragmentów. Ale:

– jestem tylko człowiekiem, a nawet najlepszym zdarza się wpadka. Mogłabym Wam długo opowiadać o moich przygodach z książką w roli głównej i złym bohaterem (w tej roli między innymi występował banan, rzodkiewka, farba do włosów, podłoga czy fotel)

– pracuję w bibliotece, więc moja odporność jest dużo, dużo większa niż normalnego człowieka. Po pierwsze bibliotekarze stemplują książki i piszą na nich numerki. Po drugie, dajemy książki ludziom, ludzie robią z nimi różne rzeczy. Czasami naprawdę zastanawiam się, w jaki sposób je czytają, są tak zniszczone. Po trzecie ludzie do bibliotek przynoszą książki, których już nie chcą. Często są to książki których już nikt nie chce. Stare, brudne, rozpadające się, zapleśniałe. Nadające się tylko na śmietnik.

– czytam już prawie 30 lat, książka była zawsze obecna w moim życiu, więc jest dla mnie czymś normalnym, a nie przedmiotem kultu. Spotkałam się z tyloma różnymi sytuacjami, przez moje ręce przewinęło się tle najróżniejszych książek, że do głowy nie przyszłoby mi dzisiaj ustawiać książki na piedestale. Szacunek – tak, kult – nie. Choć może wielu z Was to zdziwi, ale naprawdę rozumiem oddawanie książek na makulaturę. Sama byłam świadek, kiedy sprzedawałam swoją starą wannę i grzejniki na skupie. Wchodzę a tam dwa wielkie kontenery pełne książek. Pytam pana, co to jest. A on mówi, że ktoś oddał zbiory dziadków. Ktoś zbierał książki całe życie, umarł, a wnuk oddał wszystko na makulaturę. Bo nie chciał tego, bo nie miał czasu przejrzeć, chciał zrobić remont mieszkania, cokolwiek. To smutne, ale bardzo prawdziwe i nie ma co robić z tego dramatu. Tak jak ludzie się starzeją, tak samo robią to książki. Nie mam złudzeń, że moja ściana książek będzie miała za 50 lat jakąś wartość. Może niektóre książki tak. Ale na pewno nie wszystkie.

Ja również do zdjęć na których są zniszczone książki używam tylko takich, które gniją w piwnicy, są obsrane przez szczury i poszłyby na spalenie. Również doświadczyłam “zatroskanych komentarzy”. To tylko przedmioty, które z czasem umierają.

Klaudia

To wszystko spowodowało, że mam, tak mi się wydaje, zdrowe podejście do tego przedmiotu. Bo tak, książka to przedmiot, którego należy używać, a nie ustawiać na stoliczku i patrzeć się na niego. Książka nie może być czymś, co boimy wziąć się w rękę. 

Ale używanie książki a zalanie jej kawą (do tego jeszcze celowe!), to dwie różne rzeczy, powiecie. Bardzo wielu z Was pisało mi, że boli go serce jak patrzy na taką książkę. Że tak nie można, że to książka, że szkoda. Czasami szkoda. Sama mam w domu starocie, które uwielbiam, rzadko oglądam, żeby ich jeszcze bardziej nie zniszczyć i na które chucham i dmucham. Ale umówmy się, że nie wszystkie książki ładnie się starzeją – i fizycznie, i merytorycznie. I oprócz tych, które warto zatrzymać, które się kocha, które są cenne i o które warto dbać, jest cała masa takich książek, które nadają się tylko na makulaturę. Naprawdę. Nikt ich nigdy już nie przeczyta, a i dotknąć czasami też strach. 

Więc ja takie książki biorę i daję im drugie życie. Są moimi modelkami, czasami w całości, czasami pojedyncze kartki. Sprawiają na nowo radość, choć może w nieco innej formie, niż było to im przeznaczone. Dlatego następnym razem zanim napiszecie szkoda książki zastanówcie się – czy faktycznie? Czy zawsze szkoda książki? I dlaczego? Tylko dlatego, że to książka? Czy są jeszcze jakieś inne powody? 

Jestem bardzo ciekawa waszych przygód z książkami! Jak udało wam się je najdziwniej zniszczyć, zabrudzić, porwać?