
Rzadko jestem na bieżąco z powieściami, bo zazwyczaj tkwię w reportażach i literaturze popularnonaukowej. A jeśli czytam powieści, kryminały czy inne, rzadko piszę ich recenzje, chyba że coś mnie zachwyci. Para zza ściany jednak przykuła moją uwagę na tyle skutecznie, że skusiłam się na propozycję wydawnictwa. Tym bardziej, że książce towarzyszy bardzo ciekawa akcja promocyjna i świetny konkurs, w którym można wygrać mnóstwo złotówek na książki.
Zanim przejdę do książki, muszę wam coś wyznać. Przez jakiś czas myślałam (abo raczej właśnie nie myślałam!), że będzie to horror o parze wodnej 😀 Tak, tak, tak bardzo mnie zmyliła okładka! Jest piękna, bardzo sugestywna, ale dopiero po dłuższej chwili i kilku kartkach załapałam, o co chodzi! Więc mam nadzieję, że nie poczytacie mi tego za spoiler, ale ta książka nie jest o parze wodnej!
A teraz już na poważnie. Sukces Pary zza ściany podobny jest do innego głośnego thrillera – Dziewczyny z pociągu. Podobieństwo nie tkwi w fabule, a w sposobie pojawienia się na rynku i w świadomości czytelników. W obu przypadkach było to nagle, właściwie z dnia na dzień. Shari Lapena napisała już kilka książek dla młodzieży, ale kiedy została odrzuca przez wydawcę, postanowiła napisać thriller. Zawsze lubiła je czytać, a nigdy nie miała odwagi czegoś takiego napisać. Jak widać, tym razem trafiła na agentkę literacką, która doceniła jej pracę i tym sposobem mamy kolejny bestsellerowy thriller.
Czy warto przeczytać Parę zza ściany? Zdecydowanie tak. Książka porusza wiele bardzo ciekawych tematów, o których można dyskutować w zupełnym oderwaniu od samej książki. A właśnie to lubię w książkach – kiedy sięgają dalej i wymuszają reakcje czytelnika w prawdziwym życiu i przemyślenie pewnych spraw. I choć Para zza ściany jest bardzo ciekawa z wielu powodów, o których zaraz napiszę, nie trzeba jej obwoływać następnym super ekstra bestsellerem, który jest absolutnie inny od czegokolwiek, co zostało napisane wcześniej. To stwarza wygórowane oczekiwania u czytelników, a w efekcie rozczarowanie, na które, moim zdanie, ta książka nie zasługuje. Bo dobra książka obroni się sama (choć przecież wiem, że nie tak to działa i marketing musi być). A Para zza ściany to bardzo dobra książka, ale czytaliście już takie, niektórym się spodoba, niektórym nie, po prostu.
O fabule powinniście wiedzieć to, że bohaterami historii jest małżeństwo Anne i Marco Conti, którzy mają sześciomiesięczną córkę Corę. Pewnego wieczoru postanawiają wybrać się do sąsiadów na kolację, a córkę zostawiają samą w domu. Mimo przedsięwziętych kroków bezpieczeństwa (elektroniczna niańka, chodzenie do dziecka co pół godziny), dziewczyna znika. To wydarzenie stanowi punkt wyjścia do opowiedzenia historii. Ale Para zza ściany to nie kryminał o porwanym dziecku, zagadce kryminalnej, którą trzeba rozwikłać. To wydarzenie wywołuje wiele pytań, które towarzyszą nam podczas lektury. Kto zabrał dziecko? I jak? I dlaczego? Ale przede wszystkim, czy rodzice są winni? Jacy rodzice w końcu zostawiają malutkie dziecko samo w domu? Z drugiej strony – czy mamy prawo ich oceniać? Ocenianie jest najłatwiejsze, a czy stać nas na zrozumienie?
Sama fabuła jest świetnie wymyślona. Temat porwania dziecka jest sam w sobie bardzo poruszający. Ale to sposób prowadzenia fabuły, narracja jest czymś, co nadaje ton tej książce. Dawno nie czytałam czegoś takiego. Jest w projektowaniu takie zjawisko jak negative space, kiedy buduje się logo czy grafikę w oparciu o przestrzeń pomiędzy narysowanymi kształtami. To, czego nie ma jest najważniejsze, jest sednem i treścią. Mam wrażenie, że autorka zastosowała tę technikę także tutaj. Bo tutaj najważniejsze jest też to, czego nie ma. Zazwyczaj autor chce wzbudzić jak najwięcej emocji i wykorzystuje do tego wiele sposobów. W Parze zza ściany wydarzenia poznajemy jakby w stopklatkach, opowiedziane przez narratora, który jest bardzo obiektywny. Przedstawia punkty widzenia kolejnych bohaterów, ale robi to w sposób chłodny, bez emocji, jakby odgrywał swoją rolę. Niesamowicie to przyciąga, bo im chłodniej, tym w czytelniku pojawia się więcej emocji, więcej domysłów, więcej refleksji.
Para zza ściany wnosi powiew świeżości na rynek thrillerów. Ucieka schematom, proponuje nowe rozwiązania, inne spojrzenie i podejście do utartych elementów fabuły. Najbardziej mi się jednak podoba, że nie ma w niej nic oczywistego. Nawet zakończenie, które wyjaśnia fabularne zagadki, nie daje nam wszystkich odpowiedzi. Książka zostawia nas z wieloma pytaniami o naturę ludzką i o psychologię człowieka, a to jest zawsze cenne, zwłaszcza w przypadku thrillerów – książek, których głównych celem jest przecież rozrywka czytelnika. Premiera już 24 października – naprawdę warto się nią zainteresować ! 🙂
♦
Za możliwość przeczytania dziękuję

♦