• Wrrr, nie cierpię myśliwych, a już szczególnie nie rozumiem tych, którym polowanie sprawia przyjemność (to samo z łowieniem ryb! Ktoś musi to robić, żebyśmy mogli je jeść, ale dla rozrywki? Albo łowić, a potem wypuszczać osłabioną rybę? PO CO?). Jest to dla mnie coś absolutnie nie do pojęcia.

  • Odczuwam dziwny rozziew pomiędzy moim zdaniem o myślistwie a myśliwymi, których danych mi było poznać. Tych dwóch panów darzę pewną sympatią, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy mam dziwne wątpliwości. Dlatego też chętnie bym przeczytał tę książkę – by zawalczyć z tym rozziewem.

    • Warto. Nie wiem tylko, czy zawalczy z rozziewem, czy sprawi, że będzie jeszcze większy 😉

  • Mój dziadzio był przez wiele lat myśliwym, więc znam niejako temat od podszewki. Tylko, że dawniej przepisy były bardziej restrykcyjne i je faktycznie egzekwowano (zwłaszcza, że w czasach PRLu posiadanie przez obywatela broni było czymś nadzwyczajnym, wobec czego musiał on być stale kontrolowany). Trzeba spojrzeć też na pozytywny aspekt – myśliwi niejednokrotnie pomagają też zwierzętom, zwłaszcza chorym, rannym lub osłabionym, podczas polowań niejednokrotnie kontrolują i nadzorują lasy, zgłaszają wszelkie naruszenia, czy niebezpieczne sytuacje.

    Kojarzę jeszcze jedną książkę o podobnej tematyce, swojego czasu polecaną w programie Kazimiery Szczuki i Krzysztofa Kłosińskiego „Wydanie II poprawione”, pt. „Polowaneczeko”. Też mnie swojego czasu ciekawiła.

    • Ja myślę, że zwierzęta spokojnie poradziłyby sobie bez naszej pomocy. Pewnie byłyby nam nawet bardzo wdzięczne za jej brak. Ale też są myśliwi i „myśliwi”, wiadomo. Jednak polowanie traktowane jako rozrywka, a nie potrzeba życiowa, a o takim pisze Kruczyński, jest kuriozalne. Nie uświadamiałam sobie tego tak mocno, dopiero lektura tej książki to zmieniła.

  • Pingback: ()

  • Pingback: ()