
Marek Wałkuski jest dziennikarzem na stałe mieszkającym w Waszyngtonie i opisującym amerykańskie życie i codzienność. Jego dwie poprzednie książki Wałkowanie Ameryki i Amerykę po kaWałku połknęłam błyskawicznie, więc gdy tylko pojawiła się następna, od razu znalazła się na mojej półce.
O Stanach trzeba umieć opowiadać. Siłą rzeczy nie da się napisać książki, która będzie zawierać całą Amerykę – tam wszystko jest za duże i zbyt obszerne. Sztuką jest pokazać ten kraj przez szczegół – miejsca, ludzi, konkretne sytuacje z historii. Trzeba mieć jakiś pomysł na swoją opowieść, myśl przewodnią, temat, który będzie prowadził i autora i czytelnika. A przy okazji, podążając za tym głównym tematem, można skręcać w boczne ścieżki, opowiadać o tym, co przy okazji, robić dygresje, wskakiwać w historię w różnych momentach. Taka swoboda wymaga sporego wysiłku od autora, ale z pewnością się opłaca. Od takich książek nie można się oderwać, a ich lektura zawsze jest bardzo satysfakcjonująca.
Chociaż Stany nie są moją podróżniczą obsesją, to z przyjemnością spędziłabym tam rok czasu, włócząc się po wszystkich stanach i odwiedzając te wszystkie miejsca, które znam z książek, filmów i seriali. Przeczytałam też wiele książek o podróżowaniu po Stanach i książki Wałkuskiego bardzo dobrze wypadają na ich tle. Zwłaszcza, że on nie pisze typowych książek podróżniczych. On tam mieszka i Stany opisuje z perspektywy mieszkańca. Pokazuje nam amerykańską codzienność i zwyczajność, opisuje ich kulturę, ale nie w tym wielkim, historycznym wydaniu, tylko tym zwykłym, ludzkim. Dowiemy się z jego książek mnóstwa szczegółów i znajdziemy odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań.

To jest napad! Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki to książka jednak trochę inna. Mniej tutaj codzienności – no chyba że ktoś napada na banki. Bo to właśnie jest tym razem motywem przewodnim autora. Jak sam pisze we wstępie napady na banki to praktycznie sport wynaleziony przez Amerykanów i przez nich od lat wykonywany z radością i uśmiechem na ustach. Dlaczego akurat taka forma przestępstwa spodobała się Amerykanom najbardziej? Trudno powiedzieć, ale dzięki temu mamy praktycznie niekończącą się kopalnię pomysłów, motywów i historii. Marek Wałkuski śledzi historię napadów na banki od samego początku, czyli od stworzenia banków, pierwszych napadów, profesjonalizacji bandytów i pierwszych bohaterów narodowych. Historia napadania na banki kończy się w dzisiejszej współczesności – dzięki temu możemy obserwować, jak szaloną i długą drogę to zajęcie przeszło i jak się zmieniło. Dowiemy się, jak powstał dolar, poznamy najsłynniejszych rabusiów i najbardziej znane napady, spojrzymy na rabunki oczami policjantów i agentów, których zadaniem jest takie napady udaremniać. Największym plusem jednak tej książki jest poczucie humoru autora i jego podejście do tematu. Bo owszem, dowiemy się wiele mądrych, ważnych i przydatnych rzeczy, ale Wałkuski dodaje od siebie również całe mnóstwo historii, które spowodują niekontrolowany śmiech, otwieranie oczu ze zdumienia i kręcenie głową. Kawałki o najgorszych rabusiach, o tych pechowych, zapominalskich czy zwyczajnie nieogarniętych czyta się jak jeden wielki dowcip.
To jest napad! to świetna lektura dla wszystkich, którzy chcą poznać historię Stanów od tej nietypowej strony, i dla tych, których interesuje samo zagadnienie napadów – jak to się robi, jak tego nie powinno się robić, jakie są dzisiaj zabezpieczenia, jak wygląda napad w dzisiejszym internetowym świecie. Może nie znajdziemy tu gotowej instrukcji obsługi jak napaść na bank (a nawet wręcz przeciwnie, raczej dojdziemy do wniosku, że beztroskie napadanie na banki niestety już się skończyło), ale za to poznamy lepiej temat, o którym wiedzę czerpiemy zapewne tylko z filmów czy gier. Warto!
♦
Nazwisko autora już mi kilkukrotnie mignęło i czuję, że chętniej sięgnę po jego wcześniejsze publikacje. Póki co bardziej interesuje mnie codzienne życie w USA, niż książka o pewnym wycinku z historii tego kraju. Ale nie wykluczam, że pióro Wałkuskiego tak mi się spodoba, że i o napadach chętnie poczytam 🙂
To koniecznie przeczytaj “Wałkowanie Ameryki” tego autora 🙂 Spodoba Ci się 🙂
Mam w planach 🙂
Ja czekam aż mnie firma w końcu wyśle na jakąś delegację. Centralę mamy zaraz obok San Francisco 😉 Choć akurat mój dział jest mało wyjazdowy. Ale też chciałbym spędzić ładny kawałek czasu na wałęsaniu się po USA.
Zawsze masz większą szansę niż ja, bo ja w bibliotece w ogóle nie mam szans na taką delegację 😀 Jak już będę miljony zarabiać na blogu, to rzucę pracę i sama pojadę 😉