Oczy złożone, oczy mozaikowe, oczy fasetkowe – rodzaj oczu występujący u owadów, wijów i niektórych skorupiaków. Składają się z ułożonych w charakterystyczny wzór mozaikowy omatidiów (zwanych oczkami prostymi lub fasetkami), z których każdy posiada własną rogówkę, aparat dioptryczny, komórki barwnikowe i receptory i odbiera tylko wąski wycinek pola widzenia. Daje to obraz mozaikowy, który zostaje przetworzony w układzie nerwowym. Oko złożone dostrzega intensywność światła i jego zmiany, ale nie umożliwia ostrego widzenia kształtów. Pole widzenia oczu złożonych jest bardzo szerokie i może dochodzić nawet do 360° (u drapieżnych owadów). Oczy stawonogów dają im możliwość dostrzegania szerszej gamy barw, np. pszczoły widzą ultrafiolet, a także rozróżniają polaryzację światła.
Ostatnio trochę spokojniej na blogu – mniej piszę, ale za to więcej czytam. To bardzo fajny stan, bo choć uwielbiam pisanie, to czytanie uwielbiam jeszcze bardziej. Wiecie, że mam bardzo określone preferencje czytelnicze, ale lubię też czasami wychodzić z książkowej strefy komfortu. Kiedy wspominałam ostatnio, że literatura japońska bardzo mnie pociąga, wydawnictwo Kwiaty Orientu zaproponowało mi książkę Człowiek o fasetkowych oczach Wu Ming-yi. Kiedy przeczytałam opis zadałam sobie pytanie, dlaczego ja o tej książce nic nie słyszałam! Jej lektura to było ciekawe doświadczenie, a jednocześnie wyzwanie. Wu Ming-yi jest tajwańskim autorem, a ja o tej części świata nie mam pojęcia, nie mówiąc już o tajwańskiej literaturze. Okazuje się jednak, że pomimo nowości i nieznanych kodów kulturowych, niektóre wartości są bardzo uniwersalne.
Nie będę się wymądrzać i udawać, że coś wiem o tajwańskiej literaturze. Jednak z perspektywy odbiorcy i czytelnika mogę napisać, że coś w tej wschodniej literaturze jest innego. Coś, co przyciąga i wciąga, co czytelnika łapie i nie puszcza. Człowiek o fasetkowych oczach jest książką spokojną, może nawet leniwą, wszystko dzieje się powoli, pozornie bez większych emocji, bez dramatów, krzyków i dynamizmu. Tylko pozornie, bo ludzie na kartach tej powieści są przesiąknięci emocjami, a wydarzenia, których jesteśmy świadkami, są dramatyczne i wstrząsające. Spokojny sposób ich opisania robi jeszcze większe wrażenie na odbiory.
Sama książka ma wiele warstw, w których z przyjemnością można się zanurzać i kopać. Choć zwolennicy literatury mocno stąpającej po ziemi pewnie nie będą z niej zadowoleni – to opowieść magiczna, gdzie świat prawdziwy z tym wyobrażonym przeplatają się bardzo mocno, a legendy i wierzenia budują rzeczywistość. Ramami tej opowieści są dwie biografie (tak naprawdę jest ich więcej, ale te dwie można uznać za główne) – Atrego i Alice. Atre jest chłopcem z wyobrażonej wyspy Wayo Wayo. Kończy właśnie 15 lat, musi zatem odpłynąć z wyspy w ramach składania ofiary morskiemu bogu. Alice jest kobietą planującą własne samobójstwo po zaginięciu męża i syna podczas górskiej wspinaczki. Poznajemy dokładnie losy Atrego, on sam opowiada nam o wyspie, swoich wierzeniach, swoim świecie. Poznajemy też życiorys Alice, kim jest, jak poznała męża i co doprowadziło do tragedii. Spotkanie Alice i Atrego jest spotkaniem dwóch różnych światów. Przede wszystkim to spotkanie natury z cywilizacją, czegoś pierwotnego z czymś udomowionym, świata naturalnego z przemysłowym. To spotkanie bardzo dużo nam uświadamia, wiele możemy z tego wyciągnąć, a wnioski i refleksje same się nasuwają. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy dbanie o planetę powinno być obowiązkiem każdego, a świadomość ekologiczna bazą podejmowanych decyzji.
Bo najważniejsze w tej książce jest zaangażowanie ekologiczne. Autor pisze książki z nurtu literatury środowiskowej (ekologicznej?). Człowiek o fasetkowych oczach jest uznawany za ekologiczną przypowieść lub powieść eko-fantasy. Bo Atrego do Alice sprowadza wir śmieci, który zalewa tajwańskie wybrzeże. Niszczy plaże, domy, całe życia ludzi. Autor porusza również inne problemy, takie jak polowania, pogoń człowieka za posiadaniem coraz więcej, zagubienie sensu, nie dbanie o środowisko. Mimo że opowieść może wydawać się czasami zbyt poetycka, gwarantuję Wam, że każdy się w niej odnajdzie. O książce tak napisał Antonio Chen arcydzieło literatury ekologicznej na temat apokaliptycznego aborygeńskiego spotkania z nowoczesnością … Śmieci, niedobory zasobów i zniszczenie wybrzeża Tajwanu w wyniku pogoni za własnym interesem to ważne tematy, które Wy Ming-yi zamienia w prawdziwą sztukę. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko się zgodzić i zachęcić Was do przeczytania. Polubicie bohaterów, a ich historia zostanie z Wami na długo. Dodatkowo to powieść, która spowoduje chęć wyszukania dalszych informacji. O Tajwanie, o wirze śmieci, o polowaniach na foki. To wartość, którą mają tylko najlepsze książki – zostawiają po sobie konkretną wiedzę, rozszerzają horyzonty, uczą, zmieniają. Warto!
♦

