Jakiś czas temu opanowała nas skandynawiomania, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jeszcze nam tak całkiem nie przeszła. Jednym z krajów, którym się zachwycamy jest Szwecja. To raj na ziemi, miejsce, w którym wszyscy są szczęśliwi i żyje się wspaniale. Jest przepiękna przyroda, rząd dba o ludzi, można żyć nie odmawiając sobie niczego. Szwedzi uczyli nas jak żyć, jak spać, jak odpoczywać, jak sprzątać, jak być zdrowym, jak być szczęśliwym (i na pewno o czymś zapomniałam). A skoro tego uczą, to sami opanowali to już do perfekcji. Ze Szwecji jest IKEA, Dzieci z Bullerbyn, Pippi Pończoszanka i Nagroda Nobla. Kojarzymy ją głównie pozytywnie, prawda?
Mamy w głowie kilka stereotypów, rzeczy, które nam się ze Szwecją kojarzą, które gdzieś zobaczyliśmy, usłyszeliśmy. Budujemy obraz danego państwa w swojej głowie na podstawie seriali i filmów, bo tak jest najłatwiej. Książki też się do tego przyczyniają, a czasami pojawia się ta, która burzy to wszystko, co do tej pory pieczołowicie sobie układaliśmy. I taka właśnie jest książka Wiktorii Michałkiewicz. Bardzo lubię takie tytuły, bo sprowadzają na ziemię i zaprowadzają równowagę tam, gdzie jest ona niezbędna. Tak, Szwecja jest wspaniałym krajem, ale na pewno nie jest rajem na ziemi. Ma swoją historię i swoje współczesne problemy, z którymi musi się mierzyć, a mieszkańcy mają swoją szwedzką rzeczywistość, z której czasami są tak samo niezadowoleni, jak my z naszej. Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że tam to się żyje mam ochotę pomóc spakować mu walizki, zawieźć na lotnisko i bardzo serdecznie pomachać.
O samej książce mam dwie rzeczy do powiedzenia. Jedną pozytywną, drugą trochę mniej. Najpierw pozytywnie. Wiktoria Michałkiewicz to zwyciężczyni II edycji Konkursu Reporterskiego organizowanego przez Wydawnictwo Poznańskie. Wspaniale, że Wydawnictwo taki konkurs stworzyło i że dzięki niemu mają szansę ujrzeć światło dzienne ciekawe projekty. Zdecydowanie się zgadzam, że pomysł autorki, by zdekonstruować mit Szwecji jako kraju dla wszystkich warto było zrealizować w postaci książkowej. Znajdziemy w niej historię Szwecji i pokazanie tego, jak wpłynęła ona na współczesne postawy Szwedów. Co to znaczy szwedzkość, jak szwedzcy naukowcy dochodzili do przeświadczenia o wyższości własnej rasy, co o niej miał do powiedzenia biolog rasy Herman Lundborg, kiedy wprowadzono ustawę o sterylizacji. Dowiemy się, że niechęć do innych grup nie zaczęła się w trakcie II wojny światowej, bo już na początku XIX wieku dyskryminowano np. Cyganów. I jak to wszystko jest kontynuowane współcześnie, z czym muszą mierzyć się imigranci w Szwecji. Dzięki tej książce dowiemy się, jakie są nastroje polityczne w tym kraju, ale też zrozumiemy skąd wynikają.
To ciekawa lektura dla wszystkich, którzy mają tendencję do idealizowania innych miejsc niż to, w którym mieszkają. Oprócz tego głównego trzonu opowieści o Szwecji, dowiemy się też mnóstwa ciekawostek – m.in. o zbiorach Retziusa, największej w Szwecji prywatnej kolekcji ludzkich szczątków i o tym kto i kiedy podzielił rasy ludzkie na kategorie. Lubię takie połączenia i bardzo je doceniam. W ten sposób najlepiej przyswajam historię, bo jest ona wtedy bliska i taka…codzienna. I choć ja nie miałam złudzeń, że Szwecja jest rajem na ziemi, to z książki Michałkiewicz dowiedziałam się, dlaczego nie jest, co się na to składa, co jest tego przyczyną i jakie są wizje na przyszłość. Bardzo pouczająca lektura!
Mam też jedno ale. Lektura całości wymagała ode mnie dużej uwagi i w wielu momentach miałam wrażenie pocięcia tekstu i poskładania go na nowo, w innej kolejności. W jednym akapicie jestem w Szwecji współczesnej, za chwilę gdzieś w przeszłości, w następnym zdaniu w teraźniejszości z autorką, a potem jeszcze gdzieś indziej. Czytam fragment o tym, że coś się wydarzyło, by w następnym cofać się o sześć lat wcześniej. Są fragmenty, które wydały mi się zupełnie nie połączone z główną ideą książki (wspomnienia z Holocaustu czy emigracja Szwedów do Stanów Zjednoczonych). Takie przeskoki w dużym nagromadzeniu były po prostu męczące i rozpraszały uwagę.
W tekście widać ogrom pracy, jaki autorka w niego włożyła. Bardzo doceniam chęć pokazania problemu z wielu stron, na wiele sposobów, w różnych formach. Mi przeszkadzał brak płynnych przejść pomiędzy poszczególnymi scenami, ale i tak polecam do przeczytania. Książka da Wam nowe, świeże spojrzenie, zawalczy ze stereotypami, dowiecie się mnóstwa ciekawych rzeczy.
♦


