Tsering Yangzom Lama || Tłumaczenie Mikołaj Denderski
Tybet teraz odgrywa sam siebie. Szangri-La – ten mit i ta nazwa to zachodnie fantazje, ale idea ukrytej doliny spokoju – czy to Szambhali, czy bejulu – sięga korzeniami głęboko w kulturę tybetańską.
To, że uwielbiam serię Z żurawiem, to wiecie. Dzięki niej przeczytałam mnóstwo przepięknych i znakomitych historii, na które pewnie w innym wypadku by nie trafiła. I tym razem też tak jest. Seria zyskała nową, graficzną oprawę, a pierwszą książką, którą poznamy w tej formie jest Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię. Jest to powieść tybetańska i jestem bardzo za nią wdzięczna, bo nigdy nie przypuszczałam, że przeczytam kiedyś coś z literatury tybetańskiej. Tybet w pierwszym odruchu kojarzy mi się z Siedem lat w Tybecie i Bradem Pittem, co stwierdzam z przykrością, bo nie tak powinno być.
Autorka urodziła się i wychowała w tybetańskiej społeczności uchodźców w Nepalu, skąd wyemigrowała do Kanady, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Powieść jest częściowo inspirowana doświadczenia autorki, a jest to historia podróży tybetańskiej rodziny na wygnanie na przestrzeni 50 lat i trzech pokoleń. To w skrócie i na początek. A co dalej? Powieść robi kolosalne wrażenie, ale trzeba dać jej czas i przestrzeń. Jest to obszerna opowieść, sięgająca wielu różnych tematów, dziejąca się na przestrzeni lat i w wielu miejscach. Mamy dwie główne bohaterki, siostry, które jako małe dzieci zmuszone są razem z rodzicami uciekać z zajętego przez Chiny Tybetu. Muszą zostawić wszystko za sobą, nie tylko rzeczy materialne, ale również wyrywane są im te ostatnie fragmenty tożsamości, jak język, kultura, zwyczaje, religia. Trafiają do nepalskiego obozu dla uchodźców, a stamtąd życie rzuca je w różne strony. Potem poznajemy je już jako dorosłe kobiety – do jednej z nich dołącza w Toronto córka drugiej – dziewczyna marzy o studiowaniu historii Tybetu. A nad wszystkim czuwa figurka Bezimiennego Świętego, cenna dla całej społeczności relikwia, która czasami znika i pojawia się, jak chce.
W dni, kiedy jest duży ruch pięć tysięcy chińskich turystów odwiedza zimową rezydencję Dalajlamy, z której usunięto wszystkie artefakty i gdzie przebywa tylko garstka mnichów, którzy sprzątają i utrzymują posiadłość. tron wciąż się tam znajduje, ale w miejscu, które Dalajlama powinien zajmować, ułożono kod zwinięty tak, by przypominał swoim kształtem człowieka. Dla mojego ludu to obraz niewysłowionego smutku.
To powieść z misją i przesłaniem, lubię tak o niej myśleć. Sama warstwa fabularna jest niesamowicie bogata i ciekawa. Losy sióstr to historia poruszająca, ale przecież poznajemy jeszcze mnóstwo pobocznych postaci. Potem na scenę wchodzi córka, pojawia się ojciec. Każdy z nich reprezentuje inny fragment świata, którego tak naprawdę w ogóle nie znamy i właśnie dzięki nim możemy choć trochę poznać. To opowieść o uniwersalnych, ludzkich emocjach, dlatego dobrze się w niej odnajdziemy. Jest miłość i nienawiść, są trudne relacje rodzinne, są wybory pomiędzy tym, co właściwie, a tym, co by się tak naprawdę chciało. Jest brzemię tradycji, są pytania o tożsamość i o odpowiedzialność kulturową. To wszystko na poziomie fabularnym. Ale przecież mamy do czynienia z powieścią, która opowiada o ważnych, prawdziwych wydarzeniach. Ile wiecie o Tybecie? O inwazji Chińczyków i o tym, że dzisiaj praktycznie już nic na ten temat nie mówimy. Jakby ta sytuacja była normalna i tak miało być.
Podróżując po kraju, uświadomiłem sobie, że my, na Zachodzie, fundamentalnie myliliśmy się co do Tybetu. W naszych wyobrażeniach na temat Tybetu sprzed chińskiej okupacji. myślimy o Tybecie w jakichś romantycznych kategoriach, a nie w kategoriach realiów feudalnej teokracji albo pełnych godności, ale ciężkich żywotów nomadów.
Oczywiście, przy tym wszystkim pamiętajmy, że jest to powieść, a historii z powieści się nie uczymy. Ale szkoda byłoby przegapić okazję, by zanurzyć się w ten świat i zostać zainspirowanym, by sięgnąć po historyczne źródła. Nie mówię, żeby od razu czytać grube, historyczne opracowania – ale nawet artykuł na Wikipedii o Tybecie już wam nakreśli, jaką bogatą historię ma ten kraj. Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię zabierze was w niesamowitą podróż. Oderwie od współczesnych problemów, każe zastanowić się nad pytaniem kim jestem i co o tym świadczy. Język? Miejsce, w którym mieszkam? Religia, którą wyznaję? Pokaże, jak wygląda życie w obozach uchodźców, zarysuje choć trochę to, jak patrzą na życie Tybetańczycy, w co i jak wierzą, jak było kiedyś, a jak jest teraz.
Wiem, że niektórzy uczeni są bardziej od innych składni iść na układy z państwem chińskim, ale ostatecznie pan i pana koledzy możecie wybrać milczenie na temat wielu rzeczy. możecie opuścić zasłoną milczenie na politykę, okupacją określać innymi terminami albo całkowicie ją ignorować, zajmując się nami tylko w tych wycinkach, które nie wiążą się dla was z ryzykiem. ale okupacja nie kończy się i nie zaczyna na granicach mojego kraju. ona ma ciąg dalszych słowach, jakie wybieracie, by o nas pisać. Już sam fakt, że macie taki wybór, pokazuje dystans między wami a tybetańczykami kropka Ponieważ wasz los nie jest związany z naszym. nasza historia nie żyje w waszych rodzinach. Ona was nie rani tak jak rani nas.
To książka, która zadaje dużo pytań i nie daje jasnych i prostych odpowiedzi. Mamy bohaterów z wewnętrznym konfliktem, mamy takich, którzy jasno wiedzą, co chcą osiągnąć, ale nie do końca okazuje się to być tym, czym myśleli, że będzie. Badacze Tybetu, którzy kierują się własnymi pobudkami, o których nie można powiedzieć, czy robią więcej szkody czy pożytku. I w końcu nasze bohaterki – próbujące się odnaleźć na wygnaniu, we współczesności, odcięte od korzeni. Albo tak jak Dolma – młode pokolenie, które czuje się Tybetańczykami, ale które nigdy w Tybecie nie było. Trudno się żyje, kiedy czuje się na barkach oczekiwania wcześniejszych pokoleń, ale nie do końca jest się pewnym, co dalej.
Wszyscy moglibyśmy oszaleć, gdybyśmy sobie na to pozwolili. Ale przetrwałaś, więc musisz żyć dalej. To wszystko, co ci zostało.
Więc z jednej strony to wspaniała opowieść o ludziach. Z drugiej – o samym Tybecie. A z trzeciej – jestem przekonana, że każdy czytelnik i każda czytelniczka znajdzie w tej opowieści coś, co go zachwyci, bo wątków i tematów jest tu mnóstwo. Czytajcie takie książki, bo one będą was ulepszać jako czytelników, bedą uwrażliwiać i uczyć. To wspaniała okazja, by zetknąć się z czymś, z czym do tej pory nie mieliście okazji się spotkać.
Ludziom podoba się nasza kultura ale nie nasze cierpienie. Tego nikt jakoś nie ma ochoty postawić sobie na półce w szklanej gablotce. Nikt nie chce być jego właścicielem.


