Rodzeństwo

Moa Herngren || Tłumaczenie Wojciech Łygaś

Uwielbiam książki, które dają do myślenia. Takie, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak wiele innych, podobnych, ale które mocno zaskakują.I to nie akcją, rozwiązaniami fabularnymi czy bardzo oryginalnymi bohaterami. Zaskakują, bo są odbiciem czytelnika i jego życia. Jednym z najwspanialszych i najczęściej powtarzanych cytatów z przepięknej książki Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna jest to zdanie: Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobieBardzo trafne przyznacie. Od kiedy je poznałam, staram się pamiętać (choć dzisiaj nie sprawia mi to już kłopotu) że tekst przez każdego czytelnika zostanie odebrany inaczej. I ma to duże znaczenie właśnie w takich powieściach, jakie pisze Moa Herngren. Ta szwedzka autorka pokazuje nam z bliska życie zwykłych ludzi i rozkłada na części pierwsze sytuacje, które wszyscy znamy. Rozwód rodziców. Koniec związku. Dziewczyna kradnie syna. Okropna teściowa się wtrąca. Rodzice faworyzują jedno z dzieci. Rodzeństwo się kłóci o pieniądze. Życie, prawda? Teściowa inaczej podejdzie do “Teściowej”, ktoś po rozwodzie do “Rozwodu”, a “Rodzeństwo” inaczej będzie czytać jedynak.

“Rzodzeństwo” to wspaniała książka jest. Zastanawiałam się, co mnie w niej urzekło – i doszłam do wniosku, że przede wszystkim prawda. Mamy tutaj rodzinę składającą się ze zmarłego ojca, matki i trójki rodzeństwa. Dwie siostry i brat nie mogliby się od siebie bardziej różnić – najstarsza jest odpowiedzialna, mądra, poukładana. Może nawet za bardzo poukładana, co odbija się w problemach z córką. Druga siostra jest jej całkowitym przeciwieństwem – roztrzepana, luźno podchodząca do problemów (ale zawsze wyjdzie obronną ręką). No i brat – przyglądający się wszystkiemu z boku, niezauważany, odsunięty – ale ostatecznie to odegra tu najważniejszą rolę.

Piękne jest to, że na samym początku osądzamy ich, wybieramy swojego ulubieńca, kogoś, w kim widzimy siebie. Od razu starsza poukładana siostra wydaje nam się osobą, która trzyma rodzinę razem. Ale czy na pewno? I czy na pewno ta druga siostra niczym się nie przejmuje, a jeśli nawet, to czy zastanowiliśmy się, z czego to wynika? Potem okazuje się, że niewiele jest tu rzeczy czarno – białych. Poznajemy tę opowieść z punktu widzenia każdego z nich – i nagle się okazuje, że w sumie każdy z nich ma rację. To wspaniały zabieg, który pozwala nam poznać tę historię całościowo i który daje dużo do myślenia. Bo przyznajcie – jak często w prawdziwym życiu dopuszczacie do siebie inny punkt widzenia? Jak często słuchacie (a nie tylko słyszycie) to, co do was się mówi i jak często bierzecie to pod uwagę? Pięknie nam autorka pokazuje, że może warto czasami spojrzeć na rzeczy inaczej, uszanować czyjąś inność i prawo do życia po swojemu.

Wrzuciła mnie ta historia też w tryb myślenia o rodzinie – czy jest tak, że za wszelką cenę trzeba się lubić? Utrzymywać kontakt? Czy rodzina będzie cię wspierać bez względu na wszystko? Czy nie lepiej czasami odpuścić, bo skoro się tak różnimy, to nawet wspólna krew niewiele zadziała? Czy to, że urodziliśmy się w jednym kręgu, wychowaliśmy w tym samym domu i łączą nas geny powinno determinować nasze życie? Osoby posiadające miłe i szczęśliwe rodziny pewnie powiedzą, że pewnie, że rodzina jest wszystkim i że jest najważniejsza. Ci, którzy uciekli ze środowisk toksycznych i patologicznych zdecydowanie zaprzeczą i będą stali na stanowisku, że z rodziną to najlepiej na zdjęciach i że to konstrukt, który może czasami lepiej zignorować. Ja zawsze powtarzam jedno – więzy krwi mnie za bardzo nie ruszają, rodzice zbierają w dorosłym życiu swoich dzieci to, co  w nie włożyli, jak dzieci były małe, a relacje zawsze działają w dwie strony. Jeśli tylko żądasz i nic nie dajesz od siebie, to że jesteśmy rodziną do niczego nie zobowiązuje.

Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – rola rodziców. Autorka pokazuje, jak wybór przez rodzica ulubionego dziecka wpływa na całą rodzinę. To temat, który też można by rozwinąć dużo bardziej i jestem przekonana, że mielibyście dużo do powiedzenia – zwłaszcza ludzie pochodzący z wielodzietnych rodzin i rodzice wielu egzemplarzy.

Rodzeństwo to powieść obyczajowa, która was wciągnie od razu i nie wypuści do samego końca. Opiera się na ludziach, zwykłym życiu, relacjach – na tym, co jest nam bliskie, co znamy i z czym mierzymy się na co dzień. Jestem przekonana, że książka ma moc godzenia rodzeństw, moc zrozumienia drugiego człowieka, nawet jeśli się z nim.nie zgadzamy. Jeśli macie rodzeństwo – przeczytajcie i kupcie bratu czy siostrze. Nawet jak za nimi nie przepadacie. A może zwłaszcza wtedy!