Lisa Ridzén || Tłumaczenie Wojciech Łygaś
Uwielbiam czytać książki i często trafiam na takie, w których łatwo się zakochać. Często trafiam na takie, które mnie zachwycają – czy to językiem, czy ciekawostkami, jeśli to literatura popularnonaukowa. Staram się nie nadużywać zwrotów “musicie ją przeczytać”, “ta książka złamie wam serce” itd. bo to tanie chwyty, które mają za zadanie zagrać na waszych emocjach. Nie ma w tym nic złego, ale też nie możemy oczekiwać od każdej napisanej i wydanej książki, że będzie książką naszego życia. Ale wiecie, zdarzają się raz na jakiś czas książki, które wyłamują się z utartych schematów, które są czymś więcej, ale nie do końca wiadomo, czym właściwie. Długo myślałam po skończonej lekturze Kiedy żurawie odlatują na południe, co sprawia, że uznałam ją za tak wyjątkową. I dowiedziałam się tego, czytając skrzydełko książki na samym końcu.
Kiedy żurawie odlatują na południe to debiutancka powieść szwedzkiej autorki Lisy Ridzen. Do napisania tej książki zainspirowały Lisę notatki, które zespół opiekujący się jej dziadkiem pozostawił rodzinie, gdy ten zbliżał się do śmierci. I to jest klucz do tej historii. Bo to powieść, ale tak bardzo prawdziwa, jak tylko może być najlepsze non fiction. Czułam to przy czytaniu i to widać w tym tekście. Plus skandynawskie teksty mają coś w sobie – wiem, wiem, nie powinno się wrzucać wszystkich do jednego worka, ale sami przyznacie – o emocjach i uczuciach skandynawowie piszą oszczędnie, jakby z dystansem, a jednocześnie celnie i bezpośrednio. Uwielbiam to w książkach, nie tylko szwedzkich!
Fredrick Backman (przeczytamy na okładce) napisał o niej, że to czuła powieść o starości i że to powieść dla każdego, kto kiedykolwiek musiał kogoś pożegnać. Mogę się pod tym podpisać, chociaż wiele dodatkowych myśli kołacze się jeszcze w głowie. Bo Bosse, nasz główny bohater ma lat 90, a Żurawie to zapis jego ostatnich dni, od maja do października. I ta historia może się skończyć tylko w jeden sposób, wiemy to od samego początku. Mam poczucie, że my literacko jesteśmy przyzwyczajani do starości wesołej i pogodnej, może nawet śmiesznej. Pokazującej, że hej, można się jeszcze zakochać, że staruszkowie mogą być detektywami, mogą przeżywać drugą młodość. Że nawet jak umierają na końcu (znowu Backman!) to wcześniej żyją pełnią życia. Nawet jeżeli są zgorzkniałymi staruszkami, to pojawia się jakieś dziecko, które odmienia ich losy albo nastawienie.Tutaj tego nie ma, to nie jest taka opowieść. Bosse ledwo się porusza. Nosi pieluchę, czuje się przez to upokorzony, ale nie ma innego wyjścia. Często zapomina, co jadł, kto go odwiedził i co w ogóle wszyscy od niego jeszcze chcą. Jego żona przebywa w ośrodku, został mu po niej jedynie szal z zapachem, którego nawet nie może powąchać, kiedy chce, bo nie da rady odkręcić słoika. Syn traktuje go jak dziecko, a co najważniejsze i co jest główną myślą przewodnią – chce mu zabrać jego ukochanego psa, bo uważa, że Bosse już nie da rady się nic opiekować. Bosse za wszelką cenę próbuje udowodnić, że syn się myli, ale nie do końca mu się to udaje…
Ta opowieść mogła się skończyć tylko w jeden sposób. Towarzyszymy Bossemu w jego ostatnich dniach, a pomiędzy jego narracją pojawiają się wpisy opiekunów. To robi niesamowicie mocne wrażenie, osadza nas w rzeczywistości. Jestem przekonana, że jeżeli ktoś był w takiej sytuacji, książka będzie dla niego czymś bardzo ważnym i bardzo poruszającym. Dla tych, którzy to doświadczenie mają jeszcze przed sobą może to być piękna lekcja, którą warto zapamiętać.
Ciekawym wątkiem jest również sama relacja ojciec-syn. Bosse jest bohaterem, którego niekoniecznie możemy polubić, zwłaszcza, kiedy poznajemy fragmenty z jego wcześniejszego życia. Wydaje się być ojcem apodyktycznym, złym na dziecko, bo nie robi tego, co on chce, wiecznie niezadowolonym i krytykującym. Hans chce dobrze dla ojca, ale jego próby rozmowy rozbijają się o zawziętość Bossego. I znowu – kto ma podobne doświadczenie ze starszą osobą, będzie ten tekst czytał zupełnie inaczej. To jest ten wspaniały przypadek, kiedy powieść nie jest tylko powieścią, kiedy słowa znaczą dużo więcej i kiedy ktoś, kogo nie znasz i kto nie zna ciebie, nazywa twoje uczucia, myśli i emocje.
Mamy też piękną klamrę – żurawie. Te ptaki mają bardzo bogatą symbolikę w wielu kulturach świata, tutaj są ważnym elementem w życiu Bossego. Pojawiają się na początku i na końcu, dla mnie to czuły symbol naturalnej kolei rzeczy. Ktoś się rodzi, ktoś umiera, ptaki odlatują, by powrócić w następnym sezonie, świat się kręci nadal.
Czytajcie, bo warto!
♥




