
Jak ja uwielbiam wznowienia! W najbliższym czasie zrobię chyba listę książek, których wznowień bardzo pragnę. Może ktoś się zainspiruje? 😉 A do tego wyznania skłoniło mnie wznowienie wydawnictwa Zysk i S-ka, które zaczynam bardzo, ale to bardzo lubić za taką politykę 🙂 Już niedługo kilka słów o wznowieniu Kosmosu Sagana, a dzisiaj o mojej nowej miłości. Spójrzcie:

Te oczy! Zysk i S-ka wydając Nad Nilem Błękitnym i Białym uświadomiło mnie o istnieniu kogoś takiego jak Alan Moorehead. I teraz sobie zadaję pytanie, jak ja mogłam o nim nie wiedzieć? Zwłaszcza, że jest wszystkim, co mnie interesuje – australijskim pisarzem, dziennikarzem i korespondentem! Po polsku mamy wydane jego trzy książki – Australijski dramat, Podróż, która zmieniła świat. Darwin na pokładzie Beagle’a (wydana przez Zysk w 2014 roku) i właśnie Nad Nilem. Oczywiście moja domowa biblioteka przy najbliższej okazji musi się powiększyć o te dwa tytuły, bo po lekturze Nad Nilem jestem autorem mocno zauroczona. I nie tylko z powodu powyższego zdjęcia!
W Nad Nilem Błękitnym i Białym Alan Moorehead odkrywa przed nami fascynującą historię eksploracji źródeł Nilu. Pierwsze wydanie składało się z dwóch książek – Nil Biały, wydany w 1960 roku obejmował okres od 1856 roku do 1900. Opublikowany dwa lata później Nil Błękitny przedstawiał historię od 1798 roku. Polskie wydanie łączy te dwie książki w całość, a wynikiem tego jest cudowna, wielka (ponad 600 stron!) księga obiecująca wiele wrażeń, nowej wiedzy i przygody. Zagadka źródeł Nilu ciekawiła ludzi od zawsze. Ta najdłuższa rzeka na świecie (albo druga z kolei, bo o pierwszeństwo ubiega się również Amazonka) dawała życie, towarzyszyła człowiekowi codziennie, inspirowała i fascynowała. Pierwsza próba odnalezienia jej źródeł odbyła się już za czasów Nerona w 54-68 r.n.e. (!) Ale nie będę Was tutaj zasypywać faktami, choć mam na to wielką ochotę! Bo historie opowiadane przez Mooreheada są tak genialne, że od razu chcesz się nimi podzielić, krzycząc A wiesz, że…Bo przecież odsłanianie tajemnic Afryki to jeden z najciekawszych momentów historii odkryć geograficznych. Na kartach tej opowieści pojawiają się między innymi James Bruce, Napoleon Bonaparte, John Hanning Speke, Samuel Baker, Richard Francis Burton, Henry Morton Stanley i oczywiście David Livingstone. To cała galeria podróżników, odkrywców, pionierów, których Czarny Ląd przyciągał i kusił. To również obszerny i porządny kawał historii, nie tylko Afryki, ale i świata.
Ale przecież nawet najbardziej genialna historia może zostać zepsuta, jeśli nie zostanie opowiedziana dobrze. I tutaj dochodzi kolejny element, który sprawia, że Alan Moorehead ląduje na liście moich ulubionych ludzi władających piórem. Nie dość, że ładny, nie dość, że Australijczyk, nie dość, że korespondent, to jeszcze umie pisać! Bo Nad Nilem Błękitnym i Białym to książka doskonała! Wciąga od pierwszego zdania, i to tak bardzo, że naprawdę nie można przestać czytać. Tylko dzięki temu, że książka jest zbyt duża, żeby nosić ją ze sobą, miałam szansę podczytywać jakieś inne rzeczy po drodze. Nie pamiętam kiedy czytałam tak świetnie napisaną, tak bardzo wielowątkową przecież opowieść. Moorehead nie gubi się ani razu, nawet nie plącze się w ogóle, nie potyka. Perfekcyjnie prowadzi nas przez gąszcz informacji historycznych i geograficznych, przez coraz to nowe szeregi postaci. Czyta się to jak najlepszą powieść przygodową! Jest też pięknie napisana. Ładnym, jasnym i klarownym językiem. Historia jest ubrana w piękne, długie i złożone zdania, bardzo eleganckie i z bogactwem słów. I cały czas mam w głowie mem porównujący mężczyzn z powiedzmy, pierwszej połowy XX wieku i współczesnych, podpisany Something went terribly wrong. Mam wrażenie, że można by tak również podpisać zestawienia pewnych książek. Mam wrażenie, że dzisiaj się już tak nie pisze. I nawet nie chodzi o niesamowite merytoryczne przygotowanie czy ogrom pracy włożony w książkę, bo dzisiaj to również możemy często odnaleźć. Chodzi mi o coś nieuchwytnego, o jakiegoś ducha tamtych czasów, o coś, co sprawia, że czytając tę książkę zwalniamy, cofamy się do czasów autora i zaczynamy pragnąć, żeby po ulicach w dalszym ciągu chodzili szarmanccy mężczyźni w garniturach i kapeluszach.
Ponadto Alan Moorhead zwraca się bezpośrednio do ciebie, Czytelniku, co sprawia, że czujesz się tak, jakbyś siedział obok autora, kiedy on opowiada ci o odkrywaniu Nilu. Fenomenalne uczucie! Nad Nilem Błękitnym i Białym to fascynująca opowieść o odkrywaniu afrykańskiego kontynentu, konkretna i pełna faktów, przeplatana dygresjami, które być może czasami są mniej interesujące, ale fantastycznie budują klimat całej opowieści. Wisienką na torcie są cytaty z dzieł innych podróżników i komentarze autora, to zderzenie kiedyś i dzisiaj. Przypuszczam, że po ponad 50 latach, które upłynęły od napisania tej książki, fajnie by było ją zderzyć z naszym dzisiaj.
Podsumowując – ja jestem zachwycona, nawet jeśli w tekście pojawiają się nieścisłości, które osoby bardziej zorientowane w temacie wyłapały od razu. Cóż, autor też człowiek, może się pomylić, a naszym zadaniem jako czytelnika jest czytać, ale też myśleć i sprawdzać. Polecam bardzo mocno! To wspaniała lektura pod każdym względem – i literackim, i informacyjnym. Dla wszystkich. A przecież zupełnie się nie spodziewałam takiego zachwytu. Uwielbiam odkrycia geograficzne i ich historię, ale moim kontynentem jest Australia. Do Afryki nigdy mnie jakoś mocno nie ciągnęło – Alan Moorehead zdecydowanie to zmienił!
(Zanim skończyłam pisać ten tekst, kupiłam jego dwie kolejne książki, o których pisałam na początku.)
♦
Za możliwość przeczytania, a zwłaszcza za piękne wznowienie serdecznie dziękuję
♦

Zachęciłaś nawet mnie, osobę która lubi czytać o podróżach i odkryciach, choć o Afryce niekoniecznie (“Rowerem przez Czarny Ląd” to książka, której fenomenu nie rozumiem, choć wyprawę podziwiam :))
Ja mam tak samo – Afryka nigdy mnie jakoś specjalnie nie pociągała. Ale książka jest prześwietna, i jeśli tylko lubisz czytać o odkryciach, zakochasz się! 🙂 A “Rowerem przez Czarny Ląd” mi się podobała 😉