
Chodzę. Wszystko inne interesuje mnie całkiem NIE BARDZO.
Święta to bardzo wrażliwy moment. Łatwo popaść w sztuczny i plastikowy konsumpcjonizm, kupując miliony kolejnych ozdób. Można myśleć o wieczorze wigilijnym jak o spełniającym się koszmarze, można dostawać spazmów, kiedy w listopadzie słyszy się piosenkę Last Christmas. Można gardzić wszystkim, co świąteczne, albo wręcz przeciwnie, zachwycać się aż nadto i wierzyć w to, że w Święta wszystko samo magicznie się naprawi, a całe zło tego świata zniknie. Ja wierzę w to, że Święta nosimy w sobie. Można je obchodzić bardzo religijnie, albo potraktować jak okazję do spotkania się z najbliższymi. Od naszego podejścia zależy, czy ten czas będzie miły czy nie. Myślę, że w najgorszych momentach, z najbardziej beznadziejną rodziną, jaka nam się trafiła, można znaleźć coś dla siebie, jeden malutki fragmencik, który jest dla nas przyjemny i który lubimy. Że warto obronić w sobie dziecko, które zachwyca się lampkami i zagląda pod choinkę w poszukiwaniu prezentów. Zaznaczam, że myślę tutaj o ludziach, którzy mają wszystko, by być szczęśliwymi (albo przynajmniej zadowolonymi), ale nie są. Nie piszę o prawdziwych patologiach, trudnych sytuacjach, dramatach – to temat na zupełnie inną historię…
Piszę o tym, bo niezależnie od tego, czy jesteście osobami wierzącymi czy nie, fajnie jest potraktować te ostatnie dni roku jako czas refleksji, zwolnienia, spotkań z najbliższymi, zastanowienia się, co jest dla ciebie ważne w życiu, pochylenia się nad sobą, przemyślenia różnych spraw, podjęcia decyzji czy obiecania sobie czegoś w następnym roku. A taki czas zasługuje na wyjątkową książkę. Zastanawiałam się tylko przez krótką chwilę, co to będzie.
Zbieraj bodźce, integruj zmysły. Pobieraj czynnik i chłoń.
Książka Igi Zakrzewskiej-Morawek Świat według Żunia to książka inna niż wszystkie. Trudno ją określić jednym zdaniem, nazwać i zaklasyfikować. Bo z jednej strony to opowieść o konkretnym człowieku i sytuacji, a z drugiej tyle w niej magii i niedopowiedzeń, że trochę trudno uwierzyć w jej rzeczywistość. Iga Zakrzewska-Morawek, przedstawia nam Żunia. Żuń jest, jak sama autorka pisze, jednocześnie alter ego jej syna i porte-parole jej samej, tworząc tym samym całkiem odrębny byt. Żuń to PAN DZIECKO. Kreacja literacka chłopca o wnikliwym spojrzeniu i analitycznym umyśle, rozkładającym rzeczywistość na czynniki pierwsze, który jak INNY ma swoje preferencje i osobisty stosunek do świata.
Pan Dziecko prowadzi nas po swoim świecie, zaskakując trafnymi zdaniami, zwracając naszą uwagę na coś, co dawno przestaliśmy zauważać. Rzeczy oczywiste nagle takie nie są, możemy zachwycać się najdrobniejszą rzeczą, a szara rzeczywistość zamienia się w kolorowy i bogaty świat pełen zagadek i przygód, fascynujących rzeczy i dziwnych dorosłych ludzi. To bardzo zaskakujący tekst, pokazujący jak wiele możemy nauczyć się od dziecka, i jak wiele tracimy, dorastając. Pan Dziecko to wyjątkowa mieszanka dziecka i dorosłego. Nie całkiem dziecko i nie całkiem dorosły Żuń poznaje świat, stawia pierwsze kroki, dziwi się, buduje własną tożsamość i przełamuje pierwsze bariery. My to robimy razem z nim, a spojrzenie na świat oczami takiej postaci jest niezapomniane. Cały tekst jest piękny, poetycki. Pojedyncze słowa czasami znaczą najwięcej, wyróżnione inną czcionką zdania, oderwane od reszty tekstu każą nam zwolnić. Ujmuje prostota przekazu – przecież narratorem jest Pan Dziecko. Ale najbardziej w tym tekście uderza wrażliwość i uważność. I Żunia, który oswaja dla nas świat, i autorki, która w tak bezpośredni i piękny sposób potrafiła to dostrzec i opisać. Żuń tłumaczy świat, a w tych jego tłumaczeniach odbijają się czasami dorośli, rodzice. Obserwujemy ich zmagania, ale najważniejszy jest on – chłopiec. On jest w centrum tej historii, on ją opowiada, z własnego punktu widzenia.
Razem z ilustracjami Dominiki Cierplikowskiej Świat według Żunia stanowi wyjątkową całość, książkę tak inną od reszty. Książkę, która idealnie nadaje się i dla dziecka, i dla dorosłego. Warto pozwolić Żuniowi stać się naszym przewodnikiem. Warto, bo możecie wiele zyskać dla siebie. W tym miejscu chciałam napisać, że dzięki niej w waszych dzieciach możecie od razu zaszczepić otwartość na inność i ciekawość świata, ale przecież dzieci to mają naturalnie. To nam, dorosłym często przydała by się dawka takich emocji i postaw. Dlatego ta książka jest ważna. Wynikająca z osobistego doświadczenia i wrażliwości autorki, która jednocześnie umiała pięknie przelać wszystkie uczucia i rzeczy nienazywalne na papier.
Bo tak jak pisałam na początku. Niby konkretna historia o konkretnym człowieku, a jakby o nas wszystkich.
♦
Jeśli chcecie poznać autorkę trochę bliżej, zajrzyjcie na jej bloga. Być może odkryjecie kolejne warstwy świata według Żunia.
♦
Dzieci mają wrodzoną otwartość na inne? Nie jestem pewien, czy rzeczywiście tak jest. Albo inaczej: bardzo szybko potrafią, za sprawą rodziców i otoczenia, tę otwartość zgubić. Wystarczy spojrzeć na pierwsze klasy szkoły podstawowej – inny odpada w przedbiegach, inny jest strącany poza nawias, inny ląduje na dnie klasowego porządku dziobania.