Co myślicie o książkach, które powstały na podstawie filmu? Tak, tak, dobrze przeczytaliście. To raczej rzadkość, częściej spotyka się sytuację odwrotną. Ale jednak zdarza się. Takim przypadkiem jest “Labirynt Fauna” – historia o której myślałam, że jest baśnią dla dzieci. Może nieco mroczną, ale jednak dla dzieci, z tymi wszystkimi elementami, która baśnie dla dzieci mają – jasnym podziałem na dobro i zło, morałem, ukaraniem zła i szczęśliwym zakończeniem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy stronie po stronie moje wyobrażenie o tej historii rozsypywało się jak ziarenka piasku na wietrze (wybaczcie to górnolotne porównanie). Ale tak – ta książka złamała moje serce i długo o niej nie zapomnę. Być może znajdzie się wśród najlepszych książek poznanych przeze mnie w tym roku. A poznałam ją w nowym wydaniu Wydawnictwa Kropka.

Na początku był film. Guillermo del Toro stworzył zapadającą głęboko w serce opowieść o 11-letniej Ofelii, która przenosi się z matką do domu okrutnego ojczyma. Pewnego dnia odkrywa tajemniczy labirynt, w którym spotyka fauna. Wszystko dzieje się w 1944 roku, pięć lat po oficjalnym zakończeniu krwawej hiszpańskiej wojny domowej (1936–1939). Hiszpania wówczas znajdowała się pod brutalną dyktaturą generała Francisco Franco. W tym okresie reżim frankistowski prowadził bezwzględną czystkę, a wojska reżimu zwalczały resztki lewicowej partyzantki, które ukrywały się w górach i lasach. Ojczym Ofelii jest kapitanem, człowiekiem okrutnym i bezwzględnym – dziewczynka musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Wydawałoby się, że pojawienie się magicznej postaci powinno pomóc, ale nic bardziej mylnego. Faun wprowadza więcej zamętu, widzi w dziewczynie zaginioną księżniczkę, ale po to, by udowodnić, że nią jest, Ofelia musi przejść trzy mordercze próby.

13 lat po filmie reżyser zaprosił pisarkę Cornelię Funke do przekształcenia scenariusza w pełnoprawną powieść. Autorkę możecie znać z rewelacyjnego cyklu Atramentowe serce i rzeczywiście, reżyser wybrał właściwą osobę do tego zadania. Powieść staje na równi z filmem – każda forma ma swoją mocną stronę, której nie ma ta druga. Film jest opowieścią wizualną, piękną, plastyczną, wkładającą nam do głowy obrazy, których długo nie zapomnimy. Książka natomiast dodaje dużo do wewnętrznego świata bohaterów, i co być może najważniejsze, autorka dołożyła 10 nowych baśni, które jeszcze bardziej zgłębiają mitologię i tajemnice Podziemnego Królestwa. I choć historia Ofelii jest dramatyczna, łamiąca serce, wzruszająca i wspaniała, to te baśnie sprawiły, że się zachwyciłam. Są one skonstruowane tak przepięknie misternie – jedna prowadzi do drugiej, w każdej odnajdziemy elementy innych, przenikają się wzajemnie i wszystkie razem stanowią spójną całość. A moment kliknięcia w głowie, kiedy wszystko się układa w tą całość, kiedy wkładamy ten ostatni puzzel na miejsce – absolutnie genialne uczucie.

O mitologii, przesłaniu, metaforach i znaczenia w “Labiryncie Fauna” napisano już naprawdę dużo. Ja was chciałam bardzo mocno zachęcić do książki, jeśli jeszcze jej nie znacie. Wspaniała, wielowarstwowa, łamiąca serce. Wiem, powtarzam się, ale są tu sceny, na które naprawdę szeroko otwierałam oczy i marszczyłam brwi. Brutalne, przerażające – wojna domowa nie jest tu pokazana tylko metaforycznie. Świat fantazji również jest tak samo brutalny, jak świat rzeczywisty. Nie ma ucieczki, co jeszcze bardziej potęguje uczucie przygnębienia. Czy można odnaleźć tu nadzieję? To już każdy czytelnik oceni sam. Na pewno jest o czym myśleć i nad czym się zastanawiać po lekturze.
Książka rekomendowana jest 13+, ale jeśli posiadacie bardzo wrażliwe egzemplarze, to warto czytać razem i dużo rozmawiać. To książka, która można stać się bazą naprawdę wartościowych dyskusji – wspaniały przykład tego, że książka czasami nie jest tylko książką, ale bramą do całkiem nowych światów. Dosłownie i w przenośni.