
Historia Mademoiselle Oiseu to książka zachwycająca z każdej strony. Szata graficzna uwodzi już od okładki, a treść spokojnie może być porównywana z największymi klasykami literatury dziecięcej i nazywana ich kontynuatorem. Piękna, z klasą, niedzisiejsza, jakby wyjęta z poprzedniego stulecia. Podczas lektury miałam w głowie cały czas Małą księżniczkę, a przecież ona została napisana w 1905 roku! To ponad 100 lat temu! Dzisiaj często książkom brakuje uroku, który wcześniej był naturalny i wynikał z używania języka z szacunkiem i uważnością. Język się zmienia, i to oczywiście również ma wielkie znaczenie, ale jak pokazuje Andrea de la Barre de Nanteuil – współczesnym językiem również można pisać tak, jak w XX wieku – po prostu elegancko.

Historia Mademoiselle Oiseu to przykład książki, która wprawdzie nie jest komiksem, ale w której ilustracje i treść są tak bardzo ze sobą związane, że jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć. Razem stanowią całość, książkę, która jest małym arcydziełem, którą można czytać i oglądać. Treść jest uniwersalna i ponadczasowa, i dla dzieci, i dla dorosłych. Każdy wyciągnie z niej to, co akurat dla niego jest najważniejsze czy najbardziej potrzebne. Historia 9-letniej Isabelli, dziewczynki tak zwyczajnej, że aż niewidzialnej, której życie zmienia się pod wpływem tajemniczej i ekscentrycznej sąsiadki z wyższego piętra (a może jednak to ona sama zmienia swoje życie?), to realizacja najbardziej klasycznych motywów z literatury dziecięcej. Piękna realizacja, dodam. Jest w niej wszystko, co najlepsze – bohater, którego możemy pokochać całym sercem, inne postacie, które intrygują, fascynują i zachwycają, rzeczywistość, która wcale nie jest realna, w której nie wiadomo, co jest prawdą, a co zmyśleniem.
Dzieją się rzeczy niepojęte, ale przez tę kolorową warstwę przebija czasem dobrze nam znany i całkiem już realny Paryż. Wiedzę o nim, o francuskich zwyczajach i francuskiej codzienności chłoniemy niezauważalnie, ale jednak skutecznie. Podoba mi się to połączenie magii i codzienności. Historia jest kolorowa, optymistyczna, bardzo pozytywna. I uwodzi. Prostotą, elegancją i właśnie optymizmem. Że twoje życie w każdym momencie może stać się kolorowe i magiczne, jeśli tylko zechcesz i na to pozwolisz. Czasami wystarczy tak prosta rzecz, jak guzik z głową pantery 🙂
Na początku napisałam, że Historia Mademoiselle Oiseau przypominała mi Małą księżniczkę. Historie te w podobny sposób są inspirujące, ale przypuszczam, że duży wpływ na to miały również ilustracje. Lovisa Burfitt to jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek, przeczytamy na stronie wydawnictwa. Jej rysunki są przepiękne, lekkie, dynamiczne i cały czas szykowne i francuskie 🙂 Mi osobiście bardzo, ale to bardzo przypominają kreskę Uniechowskiego (stąd właśnie Mała księżniczka!) Zobaczcie:

I wiecie, co jest najlepsze? To wcale nie jest jedna książka! Andrea de la Barre de Nanteuil napisała trzy części, więc możemy się spodziewać, że za jakiś czas pojawi się kolejne cudo 🙂
♦
Za możliwość przeczytania dziękuję
♦

Żałuję, że nie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki 🙁
Jeszcze nic straconego! 🙂
Jak byłam młodsza bardzo lubiłam “Małą księżniczkę”, więc według mnie to duży plus dla tej książki 🙂 Poza tym ilustracje są bardzo intrygujące, dlatego koniecznie muszę ją przeczytać 🙂
“Historia Mademoiselle Oiseau” urzekła mnie 🙂
Ta książeczka czeka na mnie na półce. Już nie mogę się doczekać aż po nią sięgnę. No i znalazłam jej już nowy dom – kobietę, która jest zakochana w publikacjach dla dzieci, jest bardzo mądra, więc wyciąga z nich to co najważniejsze 🙂 Nie mogę się więc również doczekać aż sama ją przeczyta 🙂
Super! Czytanie książek jest świetne, ale dzielenie się nimi – jeszcze lepsze! 🙂
[…] czerwcu zachwycałam się Historią Mademoiselle Oiseau w i pisałam, że za jakiś czas pojawi się kolejne cudo. To kolejne cudo mam już na swojej […]