
Lubicie bajki? Te, które zaczynają się od Dawno, dawno temu…? A co byście powiedzieli na taką bajkę o II wojnie światowej? Brzmi karkołomnie? Trochę tak, ale jednak jest to do zrobienia, jak udowadnia R.M. Romero. Powieść jest jej debiutem, który zwraca od razu uwagę kilkoma rzeczami, poza specyficzną tematyką. Dla polskich czytelników będzie niezwykle ciekawe, skąd ten Kraków w tytule. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię polskie akcenty w czytanych książkach. Autorka na końcu zdradza nam powód swojego zainteresowania Polską, zwłaszcza tą wojenną. Nie można pominąć też milczeniem okładki, którą stworzyła Lisa Perrin (po kliknięciu w jej nazwisko przeniesiecie się na jej stronę – a chcecie to zrobić, bo znajdziecie tam dużo więcej przepięknych ilustracji). Myślę, że to właśnie przez tę okładkę książkę przeczyta wiele osób. I dobrze, bo warta jest poznania!

Było już wiele prób opowiadania dzieciom i młodzieży o doświadczeniach II wojny światowej i obozach koncentracyjnych. Od razu pewnie przyjdzie Wam do głowy Chłopiec w pasiastej pidżamie czy Złodziejka książek. Lalkarz z Krakowa też idzie tym tropem, ale sięga ciut dalej i może trochę odważniej. Bo jednak żeby połączyć dwa tak różne światy trzeba po pierwsze doskonale wiedzieć, co się robi, a po drugie mieć dużą wyobraźnię i spore wyczucie.
Jakie to są światy? Jak na porządną baśń przystało, nie mogło zabraknąć elementów fantastycznych. Mamy więc Krainę Lalek, w której mieszkają zabawki zapomniane przez dzieci lub zniszczone w prawdziwym świecie (swoją drogi jaki fajny koncept!). Z tym cudownym miejscem (choć nie pozbawionym problemów, trudnych doświadczeń i tragicznych wydarzeń) zestawiony jest wojenny Kraków w roku 1939. Głównymi bohaterami są lalka Karolina, która pojawia się w świecie ludzi, przywołana przez krakowskiego lalkarza. Przypadkiem, bo Lalkarz nie wie, że tak naprawdę ma magiczne moce i jest czarodziejem. Co z tego wyniknie, musicie przeczytać sami.

Całość tekstu podzielona jest na dwie opowieści. W jednej poznajemy losy Krainy Lalek, w drugiej dzieje wojennego Krakowa i jego mieszkańców. Najbardziej przemawia do mnie prostota tej opowieści. Nie ma tutaj silenia się na patos, który można czasami spotkać w tekstach o wojnie. Nie ma moralizatorstwa, nie ma obchodzenia tematu na około. Jest konkretnie i prosto w oczy, a jednak w taki sposób, aby wydarzenia zrozumiało dziecko. Przez zestawienie ze sobą dwóch światów, które istnieją w tym samym czasie, tak bardzo różne od siebie, a jednocześnie tak przecież podobne, autorka tworzy punkt wyjścia dla dziecka do zrozumienia historii (tej w książce, ale i tej prawdziwej). Są emocje, które trudno opisać i przy których można pokusić się o literackie szaleństwo. Romero jednak rozumie doskonale, że w prostocie siła – wszystko nazwane jest po imieniu, ale też sporo zostaje do wyczytania pomiędzy wierszami. Lalkarz z Krakowa to opowieść przy której wcale nie trzeba używać dużych słów. To piękna historia, która w bardzo dobry sposób ujmuje ponadczasowe wartości. To tekst, który jeszcze lepiej pokazuje, co ze światem i z człowiekiem robi wojna. Bo niby to tylko baśń, ale przecież jeden z jej światów istnieje naprawdę, a wszystko, co opisane, mogło wydarzyć się naprawdę.

Piszę cały czas o dzieciach, ale dorośli też będą mieli wiele przyjemności z czytania. Bardzo się cieszę, że są książki, które mogą przybliżyć najmłodszym tak ważne tematy. Konwencja baśni jest do tego idealna – nie wymaga, by pomijać newralgiczne momenty (rodzice jakoś nie lubią historii dla dzieci ze śmiercią w treści, ale ja się wtedy zastanawiam, czy oni czytali kiedyś baśnie chociażby braci Grimm?), a dziecko w kontrolowany sposób może zmierzyć się z trudnym tematem. I tu znajdziecie walkę o życie, śmierć, stratę, niesprawiedliwość i okrucieństwo. Ale czy da się opowiedzieć o wojnie, pomijając te rzeczy? Romero napisała piękną baśń. Smutną, ale piękną. Negatywne emocje zrównoważone są idealnie przez pozytywne – odwagę, nadzieję, przyjaźń, poczucie zrobienia czegoś dobrego. Jest tak, jak w prawdziwym życiu – czasami nie trzeba mówić, wystarczy robić. Więc czytajcie!
♦