Ashlee Vance || Tłumaczenie Mateusz Borowski
Mieszkańcy Doliny Krzemowej bezustannie dążący do bogactwa, kontroli i władzy, zwrócili wzrok w górę. Mówiąc wprost, przestrzeń kosmiczna otworzyła się na biznes. Niebo – tak jak wszystko inne – wystawiono na sprzedaż.
Jaka to jest aktualna książka! Z pewnością gdzieś dotarły do was informacje o locie kosmicznym z 14 kwietnia. Lot został przeprowadzony przez firmę Blue Origin, założoną przez Jeffa Bezosa, a która specjalizuje się w kosmicznej turystyce. Sześć turystek poleciało w kosmos na 11 minut – w tym Katy Perry, piosenkarka, co wzbudziło chyba najwięcej emocji. Ta książka, choć napisana w 2022 roku zdaje się być odpowiedzią na niezadane i zadane nasze pytania. Jednocześnie jest też biletem wstępu do zrozumienia, jak znaleźliśmy się w tym punkcie, w którym dzisiaj jesteśmy. I dlaczego.
Autora możecie kojarzyć już z biografii Elona Muska. W swojej drugiej książce Vance prześwietla Dolinę Krzemową i tych, którzy zajęli się prywatnym sektorem kosmicznych działań. Zabiera nas w podróż przez kulisy działania firm takich jak Planet Labs, Rocket Lab, Astra czy Firefly Aerospace – start-upów, które postawiły sobie za cel udostępnić przestrzeń kosmiczną nie tylko wielkim agencjom, ale także prywatnym podmiotom. Książka ukazuje, jak rozwój tanich technologii, miniaturowych satelitów i prywatnych rakiet umożliwił „komercjalizację nieba”. Rzeczy, który były kiedyś absolutnie do pomyślenia, dzisiaj są na porządku dziennym. Vance rozmawia z ludźmi, którzy postawili wszystko na jedną kartę i uwierzyli w coś, co wydawało się niemożliwe. I wiecie, to bardzo ciekawa sytuacja. Bo kiedy czytamy o pionierach astronautyki, o pierwszych astronautach, pierwszych próbach – to wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Padały te same pytanie, te same zarzuty, pojawiały się te same wątpliwości. Jedyna różnica, choć dosyć znacząca, tkwi w motywacji. Wtedy chodziło o poszerzanie wiedzy. O przekraczanie granic dla samego przekraczania. Kiedy człowiek dopiero w tym raczkował mogliśmy się jeszcze łudzić, że chodzi o jakieś idee. Były jasno wytyczone granice, kosmos był wprawdzie czymś coraz bardziej osiągalnym, ale wciąż robił wrażenie. Dzisiaj – przypuszczam, że 9 osób na 10 zapytanych powie, że w przemyśle kosmicznych chodzi o pieniądze. I władzę. I czy będą się aż tak bardzo mylili?
Z perspektywy czasu widać, że tradycyjny przemysł kosmonautyczny nie docenił Muska i inżynierów ze SpaceX (…). Falcon 9, flagowy produkt firmy, zdominował branżę komercyjnych lotów kosmicznych i co tydzień wynosi na orbitę jakieś urządzenie. SpaceX uruchomiło również produkcję satelitów – wytwarza i wynosi ich więcej niż jakakolwiek inna firma w historii. W 2020 roku, gdy pandemia COVID-19 sparaliżowała świat, dzięki SpaceX sześcioro astronautów dotarło na Międzynarodową Stację Kosmiczną po raz pierwszy od 2011 roku, kiedy to zakończono program lotów wahadłowych.
Wiecie, że kocham książki o kosmosie, ale większość, które czytałam, to były albo biografie astronautów, albo historia początków, bo to akurat mnie interesuje najbardziej. Raczej nie sięgam po książki o współczesnym stanie branży kosmicznej. Vance pokazał mi, że ten temat może być tak samo ciekawy i porywający jak początki. Co więcej, te współczesne przypadki czyta się z większymi emocjami i z większym moralnym rozdarciem. Bo z jednej strony to wspaniale przecież, że branża się rozwija, niedługo będziemy żyć w świecie Jetsonów, a lot rakietą w kosmos będzie czymś tak powszednim jak lot samolotem. Z drugiej strony – czy rzeczywiście tego chcemy? Ja się naprawdę nad tym zastanawiam.
Ale do tego dochodzi jeszcze mnóstwo innych wątków, których zwykły człowiek nie ogarnia. Bo przecież nie chodzi po prostu o lot w kosmos. W grę wchodzi władza, polityka, pierwszeństwo, gospodarka, wpływy. Firmy kosmiczne produkują satelity, które wysyłane w kosmos mapują naszą planetę i pokazują to, co miało zostać ukryte. Sam autor na koniec jasno mówi, że to, co się dzieje teraz w branży na zawsze zmieni oblicze naszego świata i nie do końca wiadomo w jaki sposób.
W 2008 roku w prywatne przedsięwzięcia w branży kosmicznej inwestowano niewiele. Głównymi graczami na rynku prywatnych rakiet był Elon Musk oraz Bezos, założyciel Blue Origin, a start-upy produkujące satelity można było policzyć na palcach jednej ręki. W ciągu ostatniej dekady do prywatnego sektora kosmicznego napłynęły dziesiątki miliardów dolarów. (…) Realizacja projektu w kosmosie nie wymaga już zgody Kongresu – wystarczy, że kilka osób zgromadzi się i postanowi wydać cudze pieniądze i ponieść ogromne ryzyko.
Choć większość książki rozgrywa się w naszych czasach, autor nie zapomina o przeszłości. Pokazuje, skąd ludzie wyruszyli w tę podróż i jaką drogę przeszli – od fantastycznych książek Juliusza Verne’a do zafascynowanych nimi naukowców – Konstantego Ciołkowskiego w Związku Radzieckim, Hermanna Obertha w Niemczech i Roberta Goddarda w Stanach Zjednoczonych. Jest coś niepokojącego w tym, że NASA ustąpiła pola milionerom. Że wszystko jest na sprzedaż i wszystko ma swoją cenę.
Autor pisze tak: Zależało mi, by pokazać, jak powstaje nowy plac zabaw dla kapitalistów. I moim zdaniem udało mu się to doskonale. Książka jest dynamiczna, autor odwiedza siedziby firm, rozmawia z ich założycielami, jest obecny podczas startów rakiet w ściśle tajnych miejscach. Jest świadkiem sukcesów i upadków, obserwuje to z bardzo bliska. Umiejętnie też podkreśla stawkę tego, co się dzieje. I choć książka ma momenty trudniejsze, kiedy wchodzi w szczegółowe sprawy technicznie, to nie jest tego na tyle, by jakoś mocno utrudniło lekturę. Najważniejsze dla mnie, jako laika, który czyta o kosmosie jest to, że książka pomaga zrozumieć to, co się teraz dzieje i zostawia czytelnika z pytaniami. Takimi, nad którymi być może warto się zastanowić, nawet jeśli wydaje nam się, że te sprawy nas nie dotyczą. Być może w najbliższym czasie w kosmos nie polecimy, jasne – ale już to, kto kontroluje niebo nad nami, powinno nas choć trochę interesować.
♦



