komentarzy 14

    • dianka
      28 sierpnia 2015

      Od razu sprawdziłam, czy jest takie słowo. Ale wyobraziłam sobie Mikaela, który myślał, że czeka go “podochocenie” – niemożliwe, nigdy, no nijak nie pasuje… jedno słowo, a tak potrafi zepsuć klimat!

      • Obidabi
        30 sierpnia 2015

        Aż sprawdziłem z ciekawości w książce. Nie myślał, że go czeka tylko, spodziewał się, że je poczuje. Dla mnie to jest ok i klimatu mi nie zepsuło, nawet nie zwróciłem na to większej uwagi, ale już wcześniej wiedziałem, co to znaczy i nie musiałem sprawdzać.

      • dianka
        30 sierpnia 2015

        No mi jakoś nie pasuje 🙂 przypuszczam, że dałoby się znaleźć inne słowo, które by bardziej pasowało 🙂 Ale cieszę się, że Tobie nie zepsuło klimatu 😉

  1. 31 sierpnia 2015

    Przyznaję się bez bicia. Choć jestem osobą, która połyka kryminały, to przez “Millenium” nie mogłam przebrnąć, czym zawsze wzbudzam uśmiech na twarzach moich znajomych.

    • dianka
      31 sierpnia 2015

      Jestem w stanie zrozumieć, chyba 😉 Mam wrażenie, że to trochę jak z Murakamim – ludzie go albo kochają albo nie mogą przebrnąć, głównie ze względu na opisywanie tych tysięcy drobnych szczegółów, czynności czy produktów z lodówki 😉 U Larssona trochę też tak było. Dla mnie osobiście Larsson wygrał Lisbeth Salander. Gdyby nie ona, przypuszczam, że też nie siedziałabym po nocach chcąc dowiedzieć się, co będzie dalej 🙂

  2. 31 sierpnia 2015

    Mam już egzemplarz, jestem bardzo ciekawa czy kontynuacja zrobi na mnie duże wrażenie jak trylogia. Póki co kończę czytać kilka książek i biorę się za Co nas nie zabije 😉

    • dianka
      1 września 2015

      Daj znać, jak Ci się podobała! 🙂

  3. 31 sierpnia 2015

    Z jednej strony jestem ciekawa, ale jednak ten niesmak z powodu całej otoczki/afery wokół książki mnie odpycha. Nie mówię, że na pewno nie przeczytam, może kiedyś się skuszę, ale… jeszcze muszę “przetrawić”.
    Bardzo dobra recenzja!

    • dianka
      1 września 2015

      Bardzo Ci dziękuję! Cieszę się ogromnie 🙂 Dużo osób pisze/mówi, że nie czytają tego, co wszyscy itd 🙂 Faktycznie, czasami działania marketingowe czasami książce szkodzą, zamiast pomagać 😉 Ja też wielokrotnie, przez czystą przekorę nie sięgam po coś, co jest mi wpychane do gardła na siłę 🙂 No ale tu wygrała miłość do Lisbeth 🙂

  4. Grzes
    5 września 2015

    Właśnie skończyłem czytać Co nas nie zabije i jestem naprawdę zachwycony. Cała fabuła, treść i akcja na poziomie Larssonowskim. Przeczytałem mnóstwo książek, które powstały po śmierci Stiega i jedna z nich zawierała informacje o tym iż podobno w 4 cześci miała sie pojawić Camilla. Cudowne podniecenie towarzyszyło mi, gdy w trakcie rozmowy Mikaela z Holgrem dowiedziałem się, że sie pojawi.
    Bardzo fajna zapowiedź jak i cały blog. Zauważyłem Twój wpis na stronie na fb Czarnej Owcy gdy wysyłałem im wiadomość z podobnym błędem na stronie 404? Pojawiła się nowa postać. Pozdrawiam

  5. dianka
    5 września 2015

    Dziękuję za dobre słowo! 🙂 A w sprawie “Co nas nie zabije” to perfekcyjnie się zgadzamy! 🙂

  6. 8 września 2015

    Też uważam, że Lagercrantz dał radę, szczerze mówiąc nie interesuje mnie ocena moralności spadkobierców czy ich motywacji, interesuje mnie to, co dostaję do ręki czyli gotowa książka. Zgadzam się z Tobą, że gdyby książka została wydana (np. ze zmienionymi imionami) to też miałaby szansę osiągnąć sukces, z tym że przy tak wielu zbieżnościach łatwo byłoby znaleźć powiązania i posądzić autora o plagiat, nie mówiąc już o tym, że gdyby spadkobiercy Larssona nie wróciliby się do Lagercrantza z tę propozycją, jemu samemu pewnie w ogóle nie przyszłoby do głowy napisanie “Co nas nie zabije”

    http://www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    • dianka
      8 września 2015

      Dokładnie! No, ale dzisiaj najlepiej, jak książce towarzyszy skandal 😉

Brak możliwości komentowania.