Choi Jin-Young || Tłumaczenie Ewa Rynarzewska
Wiedziałam, że świat stanął na krawędzi przepaści. Że swoją wolą przetrwania człowiek przeistoczy tę katastrofę w apokalipsę. Że mądrzy ludzie nie znajdą żadnego rozwiązania, tylko doprowadzą do zagłady. Wiedziałam, że trzeba się przygotować na inny scenariusz.
Widzicie okładkę z blurbem “Koreański The last of us”! Zachęca Was to do lektury czy wręcz przeciwnie? Bo kiedy czytałam Gdzie zachodzi słońce myślałam o The last of us bardzo mocno! Bo to ta sama historia, tyle tylko, że koreańska. I choć nie lubię takich porównań, bo to pójście na łatwiznę, nie mogę się opędzić od wrażenia, że taki blurb przyciągnąłby różnych czytelników do tej historii. O autorce przeczytamy tak – południowokoreańska pisarka, której twórczość koncentruje się na sprzecznościach społeczeństwa koreańskiego oraz na młodych ludziach borykających się z brakiem celu i sensu w swoim życiu. Poprzez proste i przystępne słowa, Choi ukazuje głębokie problemy społeczne, odsłaniając niepokoje i rozterki współczesnego świata. Sama azjatycka, a konkretniej południowokoreańska literatura mi osobiście kojarzy się raczej z miłymi, pluszowymi tytułami, w których nawet jeśli są jakieś problemy, to są rozwiązywane całkiem bezboleśnie. Jeśli są poruszane jakieś trudne tematy, to w taki dosyć delikatny sposób. Jest tak być może dlatego, że takie książki są wybierane do wydawania i pokazywania polskiego czytelnikowi, bo przecież na pewno nie wszyscy południowokoreańscy pisarze piszą takie właśnie historie. I Choi Jin-Young jest tego doskonałym przykładem – Gdzie zachodzi słońce jest mocną, wspaniałą historią, która na długo z wami zostanie.
Nie bez powodu wspomniałam The last of us. Tu mamy podobną rzeczywistość – świat, w którym tajemniczy wirus zdziesiątkował ludzkość. Najlepsze jest jednak to, że nie ma tu żadnych zombie – największym wrogiem człowieka okazuje się drugi człowiek. Bankructwo sektora ekonomicznego i bankowego doprowadziło do katastrofy większej od tej, którą spowodował wirus. Historię poznajemy z perspektyw kilku osób – młodej dziewczyny, która zrobi wszystko, by ochronić siostrę. Druga bohaterka jest pewna, że ze swoją rodziną jest bezpieczna, bo to dobrzy ludzie i nigdy nikomu nie zrobią krzywdy. Wprawdzie krzywo się patrzyli, kiedy przygarnęła do grupy chłopca, sąsiada, który został całkiem sam. Mamy też rodziców i ich syna, którzy nie mogą do końca dojść do porozumienia co robić dalej – czy ruszać przed siebie, bo może gdzie indziej jest lepiej, czy wracać do Korei. Każda z tych postaci odbija w sobie całe spektrum problemów ludzkich i społecznych, które są całe czas aktualne – ale nie tak widoczne, bo zajęci jesteśmy na co dzień innymi rzeczami.
Nie ma tu zombie, nie ma potworów – oprócz człowieka. I to wystarczy. Dostajemy obrazy zniszczonych i opuszczonych miast, ludzi szukających jedzenia i ukrywających się przed grupami innych ludzi ze strachu, ludzi podróżujących z bronią, żeby ochronić siebie, swoich bliskich i własne zasoby. Ludzi, którzy są określani jako dobrzy, ale którzy bez wahania zabiją nawet kilka innych osób, by odstraszyć całą grupę. Dostajemy świat bezwzględnej walki o przetrwanie, świat, w którym młodym dziewczynom, jak nasze bohaterki, jest jeszcze trudniej ze względu na płeć. Całość jest podana w oszczędny sposób – i to jest siła tej narracji. Zostaje dzięki temu dużo przestrzeni dla czytelnika – na jego uczucia i emocje, przemyślenia, refleksje. A tych, gwarantuję wam, że nie zabraknie!
Kiedy myślę o temacie apokalipsy, świecie zniszczonym przez wirus, czy z jakiegokolwiek innego powodu, to mam wrażenie, że monopol na taką tematykę mają Stany. Większość końców świata w filmach zaczyna się właśnie tam. W książkach mamy trochę większą różnorodność, ale Gdzie zachodzi słońce jest pierwszym końcem świata z południowej Korei, jaki poznałam. I was też zachęcam bardzo mocno, bo to jest świetna historia. Niby nic nowego, ale jednak znajdziecie w niej świeżość, moc słowa, coś innego. Może dzięki konstrukcji bohaterów, którzy walczą codziennie o przetrwanie i są zmuszeni do rzeczy strasznych, ale koniecznych. Może przez opis świata, oszczędny i spokojny, nie dający nadziei, choc nawet i w takim świecie jest miejsce na przyjaźń i miłość. A może przez to, że tak łatwo odnaleźć siebie w tej historii, zastanawiać się, co ja bym zrobił czy zrobiła, po której stronie ja bym się znalazła.
Bardzo, bardzo polecam!
♦


