Narine Abgarjan || Tłumaczenie Jacek Cezary Kamiński
Jeśli zaś chodzi o mieszkańców Berdu, to oni wiele razy, cmokając językami i z rezygnacją kręcąc głowami, rozwodzili się nad tym, jak dziwaczne wzory rysuje nam płótnie życia opatrzność. (…) Nikomu nie przyszło jednak do głowy ujrzeć w tym gorzkim finale oznaki potępienia ze strony niebios. O jakim potępieniu może być mowa, skoro właśnie z takich dni – na przemian bolesnych, radosnych i znów pełnych cierpienia – składa się życie człowieka?
Na początek pytanie – ile ormiańskich książek przeczytaliście w swoim życiu? Mogę dosyć pewnie założyć, że żadnej. Nie jest to najbardziej popularna literatura u nas na rynku – znajdziemy książki popularnonaukowe, reportaże, podróżnicze – ale literatura piękna? Niewiele jej. Dlatego tym bardziej warto zwrócić uwagę na wydawnictwo Glowbook,o którym pisałam wam ostatnio. Znajdziecie tam książki z przeróżnych zakątków świata – i właśnie z Armenii jest książka, o której chcę wam dzisiaj opowiedzieć.
Narine Abgarjan to pisarka, którą w 2020 r. brytyjski dziennik „The Guardian” zaliczył do grona sześciorga najwybitniejszych pisarzy Europy. Nieźle co? Ja zawsze w takim momentach myślę sobie, ile człowieka omija, nawet jeśli czyta dużo. Jeśli szukać czegoś mniej oczywistego, jesteście ciekawi literatury z innego kraju, o którym prawdopodobnie niewiele wiecie, to zapraszam do lektury! Jest w czytaniu takiej książki olbrzymia satysfakcja – i obcowania z pięknym językiem, ale też taka poznawcza.
Simon to tytułowy bohater, którego jednak poznajemy przez oczy innych (od razu mi przyszła do głowy powieść Wita Szostaka Cudze słowa). Oczy należą do kobiet, więcej – do kochanek Simona. Ciekawy to koncept! Na samym początku nie bardzo wiemy, co zrobić z zastaną sytuacją – na pogrzebie Simona spotykają się wdowa po nim i cztery kochanki. Autorka snuje opowieść o każdej z nich, każdej się należy osobny rozdział, ale ich historie sprytnie się przeplatają ze sobą, prowadząc do wspólnego i całkiem zaskakującego finału. W końcu wszystkie mieszkają w Berdzie, niewielkim miasteczku, w którym nawet jeśli nie wszyscy znają się osobiście, to zwykle każdy się orientuje co u sąsiada, tego dalszego i bliższego też.
Co ciekawe – zdrada nie jest tutaj motywem przewodnim. Nie roztrząsamy zachowania Simona w kontekście dobra i zła czy moralności. Żona, chociaż od czasu do czasu robi mężowi awantury z rzucaniem talerzy i rozbijaniem filiżanek, robi to bardziej taktycznie i przypominająco. Jest pogodzona z romansami męża, choć nie można powiedzieć, że w ogóle jej to nie dotyka. Żadna z kobiet nie ma oporów, że związuje się z mężczyzną żonatym, żadna się nad tym nie zastanawia, tylko bierze to, co jej się (według niej) należy. I my jako czytelnicy przechodzimy różne stopnie – poznając historię każdej z nich, trudno nam się opowiedzieć kategorycznie po którejś ze stron. Autorce udało się perfekcyjnie oddać życie. To życie w małych miastach, leniwe i powolne, gdzie niewiele się dzieje, ale w ludziach cały czas buzują emocje. Gdzie przesądy są ważniejsze od nauki, gdzie najważniejsze jest to, co powie sąsiad i gdzie ludzie robią, co mogą by żyć dobrze – a nie dla każdego to znaczy tę samą rzecz.
Bardzo podoba mi się też tło tych historii. Armenia to bardzo ciekawy kraj, z trudną i bolesną historią. Czy wiedzieliście, że to najstarsze chrześcijańskie państwo na świecie? Przebijają tu echa historii, przeszłości, która ukształtowała współczesnych Ormian. Przebija też ich kultura, zwyczaje i tradycje, wierzenia i przesądy. Jest też kuchnia – i tych fragmentów wypatrywałam ze szczególną uwagę, bo wszystkie były wspaniałe i smaczne! Zróbcie sobie tę przyjemność i przeczytajcie. Jestem przekonana, że znajdziecie w niej wiele emocji, zostanie w was wiele przemyśleń po lekturze. Poznawanie innych punktów widzenia niż nasz własny jest zawsze bardzo dobrym doświadczeniem!



