Usłysz. Jak kobiety słuchają

Alice Vincent || Tłumaczenie Olga Podmiotko

Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać książkę Dlaczego kobiety uprawiają ogrody. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie – autorka rozmawiała z wieloma kobietami, które w uprawie roślin odnalazły na nowo sens swojego życia. Ogród towarzyszył im na różnych etapach, spełniał różne funkcje, ale koniec końców okazywał się czymś bardzo istotnym. Kiedy pojawiła się nowa książka autorki od razu wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać! Znając jej podejście do różnych spraw byłam pewna, że czeka na mnie wiele odkryć. I po części miałam rację, a po części nie.

Najpierw wam opowiem, dlaczego ta książka nie jest dla mnie. Nie jestem zbyt uduchowionym człowiekiem. Jestem prostym, praktycznym stworzeniem, które jak ma co jeść, dach nad głową i co czytać, jest szczęśliwe. Oczywiście, trochę upraszam, ale wcale nie tak znowu dużo. Jestem też konkretna i konkretów szukam też w literaturze. Jeśli ktoś chce mi opowiedzieć o swojej duchowej przemianie albo drodze, którą odbył, muszą być konkretny – fakty, ciekawostki, historie, których mogę się chwycić – bo najczęściej ta sama przemiana jest dla mnie najmniej interesująca. I tak  było w tym przypadku z Alice Vincent. Usłysz to bardzo osobista książka. Zaczyna się od opisu porodu, a wszystko dalej kręci się wokół dziecka i macierzyństwa. To dla autorki jest punkt wyjścia, posiadanie dziecka uwrażliwiło ją na nowy temat, zmotywowało do nowych przemyśleń i innego postrzegania rzeczy już znanych. Cofamy się do przeszłości, kiedy Alice była dziennikarką muzyczną, a sensem jej życia były koncerty. Wracam do teraźniejszości, kiedy macierzyństwo otworzyło Alice na cały nowy świat doznań. Towarzyszymy jej w etapach życia bez muzyki, odkrywania dźwięków na nowo i szukania tego, czym właściwie dźwięki są i jak na nas wpływają. Rozumiem, że taka właśnie ta książka musiała być, że o to w niej chodzi – o osobistą podróż, do której nas autorka zaprasza. Ale czy było to dla mnie? Nie do końca.

Ale! Zachwyciła mnie ta druga część, pełna faktów i ciekawostek, chociaż porównując pierwszą jej książkę z tą, to w Ogrodach było więcej konkretów. Tutaj mi tego zabrakło, bo temat dźwięku jest fascynujący, pełen historii, których nie znamy i liczyłam na to, że Alice Vincent mi o nich opowie. Opowiedziała, jak najbardziej, ale ja bym chciała dużo, dużo więcej! I chętnie bym zamieniła kilka opowieści o dziecku na rzecz faktów – ale cóż, wtedy to nie byłaby książka Alice Vincent, prawda?

Doceniam bardzo zwrócenie uwagi na dźwięki wokół nas i na znaczenie muzyki. Jestem przekonana, że każdy z nas ma jakąś swoją historię związaną z muzyką. Może właśnie w tym momencie przyszedł wam do głowy konkretny moment w życiu, albo osoba dla was ważna, albo piosenka, która znaczy bardzo dużo. Nie myślimy o dźwiękach za często na co dzień, zwłaszcza jeśli należymy ludzi słyszących – i ta książka jest piękną lekcją nauki słuchania od nowa. Dowiecie z niej rzeczy magicznych, na przykład tego, że naukowcy od lat próbują ustalić, czy zorzę polarną słychać. Poznacie wartościowe wystąpienia na TED-zie, miejsca, które warto odwiedzić, zwrócicie uwagę na tropy, które są nam cały czas podrzucane, choćby w literaturze. Spojrzycie na słuchanie nie tylko pod kątem muzycznym czy naukowym – słuchanie to czasami dużo więcej. Autorka zastanawia się nad pracę naukowców, którzy nasłuchują odgłosów wielorybów, aby je zlokalizować albo o pracy operatorów numerów alarmowych. I nagle uświadamiasz sobie, że jeden telefon może zmienić wszystko. Że słuchanie ma wiele oblicz i że warto się zatrzymać, rozejrzeć wokół siebie i zastanowić nad dźwiękami w swoim życiu  i tymi, które docierają do nas, i tymi, które wysyłamy dalej w świat.