
Ta książka jest doskonałym przykładem na to, że nie można przeczytać wszystkich książek w ciągu swojego życia. Jeśli Wam napiszę, że do tej pory Lovecrafta przeczytałam naprawdę niewiele, prawdopodobnie stwierdzicie, że nie powinnam zabierać się za recenzję powyższego tytułu. I być może będziecie mieć rację. Ja w ogóle im więcej o tym myślę, tym bardziej bezcelowe wydaje mi się pisanie o nim. Przecież już tyle napisano. Recenzje, eseje, prace naukowe, artykuły… I to przez osoby, które zgłębiły temat naprawdę dokładnie; przez fanów i fascynatów, którzy twórczość Lovecrafta czytali wielokrotnie, którzy znają najmniejsze szczegóły fabuł, dla których jego literatura jest najważniejsza na świecie.
Ale potem sobie pomyślałam, że właśnie to świadczy o wielkości tego pisarza. To, że taki ignorant jak ja, wie co Lovecraft pisał i nawet jeśli zazwyczaj omijał jego książki, w końcu przyszedł czas, żeby je nadrobić. Wydawnictwo Zysk dało mi tę okazję i w ładnie wydanym tomie W górach szaleństwa i inne opowiadania zebrało jego najlepsze i najsłynniejsze dzieła. Tak jak czytamy na okładce, w tomie znajdziemy najbardziej reprezentatywne powieści i opowiadania wybrane z niezwykle bogatego dorobku mistrza makabry, zarówno te wykorzystujące poetykę sennych koszmarów, jak i opisujące równie przerażającą jawę.
I może zamiast pisać o tym, kim był Lovecraft (bo to przecież wiecie, prawda?) opowiem Wam, jak to jest czytać go po raz pierwszy, przypomnieć sobie jego prozę po wielu latach, czytać nie jako fan czy wielbiciel, a zwykły czytelnik. W górach szaleństwa to całkiem porządna reprezentacja tego, kim Lovecraft był i co i jak tworzył. To książka, która jest idealna na pierwsze spotkanie z dżentelmenem z Providence, ale też i obowiązkowa pozycja dla najzagorzalszych fanów. Czyta się ją jednym tchem, od deski do deski, choć osobiście polecałabym jednak robić przerwy pomiędzy tekstami. Nic nowego nie odkryję – te teksty rzeczywiście są tak obłędne, jak o nich wszyscy piszą, a każdy mój zachwyt brzmi w moich uszach jak powtarzanie oczywistości, którą wszyscy już znają.

Lovecraft stworzył własny świat i mitologię, zajmuje naprawdę zaszczytne miejsce w historii literatury (słusznie). Był kimś wyjątkowym, kto zapoczątkował i stworzył coś całkiem nowego. Coś, co stało się podstawą naszej dzisiejszej kultury i popkultury, dzisiejszych książek i filmów, bestellerów i filmowych hitów. Ale do tego jeszcze naprawdę znakomicie pisał. Pamiętam, jak zachwycałam się opowiadaniami Poe. W prozie Lovecrafta absolutnie widać tę inspirację. Jego język dzisiaj może tylko zachwycać. Większość opowiadań czytałam na głos (co mi się naprawdę rzadko zdarza!), bo zdania po prostu tak pięknie brzmiały. Ta konstrukcja, te słowa, których dziś już nikt nie używa, ich połączenia, powalające, realistyczne opisy nawet najbardziej nierealistycznych rzeczy i zjawisk…Każde opowiadanie to małe arcydzieło, która porywa czytelnika, wciąga, po to, by wypluć go na samym końcu, często przestraszonego, zdziwionego i zszokowanego. A często również z wielkim wow wypisanym na twarzy. Bo po prozie Lovecrafta od razu czuć, że to coś dobrego. Chcesz czytać i czytać, nieprzerwanie, mimo rosnącego niepokoju…
Lovecraft jak nikt potrafił bawić się psychiką ludzką, grać na emocjach, wykorzysywać ludzkie lęki. Nic dziwnego, że stał się taką inspiracją dla wszystkich, którzy pragnęli tworzyć podobne historie. I jest nią do tej pory, mimo upływu tylu lat. Lovecraft to taki pisarz, którego powinien znać każdy. Nie mówię, że kochać, czy nawet lubić. Ale znać – wypada. Dlatego tym bardziej cieszę się, że taki zbiór stanie u mnie na półce.
Pisząc o tym, jakim wspaniałym pisarzem był Lovecraft, nie wolno zapominać o tłumaczach. W jego przypadku ma to kluczowe znaczenie. Nie czytałam Lovecrafta w oryginale, więc zasadniczo mogę stwierdzić, że zachwycił mnie nie tyle język autora, ile jego przekład. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak trudnym zadaniem było przetłumaczenie Lovecrafta, by oddać wszystkie niuanse, a jednocześnie atmosferę całości. W tym zbiorze zostały zebrane teksty czterech tłumaczy – Ryszardy Grzybowskiej, Grzegorza Iwaćciwa, Roberta P. Lipskiego i Michała Wroczyńskiego. Naprawdę wielkie uznanie!
Jeśli będziecie chcieli więcej wpisów o poszczególnych opowiadaniach, dajcie znać w komentarzach 🙂
♦
Za możliwość przeczytania dziękuję
♦

Można prosić o listę opowiadań zawartych w tej książeczce ? 😉
Wow sporo tego, wielkie dzięki 😉
No i pięknie! Doskonale rozumiem Twoją recenzję i uczucia towarzyszące Ci podczas lektury bo sama właśnie w tej chwili po raz pierwszy mam do czynienia z Lovecraftem (ja przerabiam akurat “Zgrozę w Dunwich i inne przerażające opowieści”) i mam milion myśli na sekundę podczas czytania 🙂 Nigdy w życiu, nie pomyślała bym, że Ja polubię jego opowiadania, a jednak! P.S. Mówi się, że najlepszym tłumaczem Lovecrafta jest Maciej Płaza 🙂
A właśnie! Jestem teraz w trakcie czytania “Przypadku Charlesa Dextera Warda” i jestem zachwycona! Wielkie Wow!
Nie przepadam za książkowym horrorem, ale mam słabość do klasyki odpowiednio wiekowej. Uwielbiam Poego i Bierce’a, a Lovercraft czerpał ponoć z obu.