Każdorazowo zesłańcy i katorżnicy musieli jednak zmierzyć się z tym, co na Syberii było najpowszechniejsze – z upiorną nudą (…) ratunkiem okazywały się więc książki, a tych na Syberii na szczęście nie brakowało. Stacjonujący tu oficerowie armii carskiej gromadzili pokaźne biblioteki złożone także z najnowszych publikacji naukowych – prace Karola Darwina szybciej znalazły oddźwięk w Omsku niż we Lwowie.
Książka Wojciecha Lady zwróciła moją uwagę przewrotnością. Syberia kojarzy się jednoznacznie – jako bardzo zimne miejsce gdzieś na końcu świata, które jednocześnie było największym więzieniem świata. Rosja chętnie i hurtowo zsyłała wszelkich wrogów właśnie tam już od XVI wieku. Wielbiciele historii z pewnością wiedzą, jak często nasza historia plątała się z tym miejscem. Ale ja Wam chciałam zwrócić uwagę na tę książkę nie ze względu na historię, a ze względu na naukę.
Wojciech Lada wziął na warsztat sześciu polskich naukowców i za ich pomocą pokazał tytułowe pożytki płynące z katorgi. Wacław Sieroszewski, Bronisław Piłsudski, Benedykt Dybowski, Aleksander Czekanowski, Jan Czerski, Feliks Kon – czy wiecie coś o nich? Sieroszewski to etnograf Syberii, wybitny jakutolog, cytowanym do dziś znawca szamanizmu. Piłsudski zajmował się ludem Ajnów i ocalił od zapomnienia archaiczne języki lokalnych plemion. Benedykt Dybowski jest uważany za ojca polskiej limnologii, nazwiskiem Czekanowskiego ochrzczono syberyjskie góry. Jan Czerski trafił do karnego garnizonu w Omsku, nie mając pojęcia o naukach przyrodniczych, a po kilku latach nie tylko postawił na głowie dotychczasową teorię geologiczną regionu, ale stał się jednym z najnowocześniejszych i najwszechstronniejszych badaczy. I Feliks Kon, który prowadził w Jakucku badania etnograficzne i antropologiczne. Oni są trzonem tej książki, ale autor wspomina również innych (np. Edwarda Piekarskiego, który stworzył trzynastotomowy Słownik języka jakuckiego).
Kto by pomyślał, że są jakieś pożytki z katorgi, prawda? Autor pokazuje, jak wyglądało odbywanie kary, jakie warunki panowały na miejscu i na co mogli pozwolić sobie zesłani. Dzięki tej książce można spojrzeć na Syberię trochę inaczej. Owszem, zesłanie w dalszym ciągu było karą, ale wielu osobom włączało się myślenie no dobrze, skoro już tu jestem, to może zrobię coś pożytecznego. To opowieść o tym, w jakich okolicznościach rodzi się nauka. Że czasami wystarczy trochę książek i dużo nudy. To również przypomnienie tych ludzi, o których rzadko dzisiaj można usłyszeć, a ich zasługi w dziedzinie antropologii są naprawdę nie do przecenienia. Lubię książki, które wyciągają z zapomnienia ciekawe postacie.
Taką też drogą poszli wszyscy bohaterowie tej książki. Są wśród nich geolodzy, biolodzy paleontolodzy, językoznawcy, którzy dzięki zdobytej wiedzy na Syberii stawiali na głowie dotychczasowe ustalenia naukowców dotyczące tych obszarów, opisywali setki nieznanych wcześniej gatunków roślin i zwierząt, badali obyczaje i wierzenia wymierających bądź tracących swoją pierwotną strukturę plemion.
Tak naprawdę życiorys każdego z nich byłby doskonałym materiałem na osobną książkę, choć pewnie nie zawsze znalazłaby się wystarczająca ilość źródeł. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym, co sprawiało, że dany człowiek zajął się konkretną dziedziną nauki. Jest to tym bardziej fascynujące, jeśli myślimy o osobach, które nigdy wcześniej nie miały naukowych zapędów, a tym, co ich do nauki przyciągnęło, była zsyłka na Syberię. Pożytki z katorgi to niewielka książka, ma niecałe 200 stron, co tylko pokazuje zdolność autora do wybierania najważniejszych rzeczy. Warto ją przeczytać, żeby dowiedzieć się o istnieniu tych badaczy, żeby poznać historię i jej drugie oblicze, ale też by zaczerpnąć z niej trochę inspiracji. To też gratka dla ludzi zaciekawionych historią nauki samą w sobie (jak ja)
♦

