Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz

Z czym Wam się kojarzy Adam Mickiewicz? Z lekcjami polskiego? Z nauką Inwokacji? Z tym, że był wieszczem? Przyznam się szczerze, że mi najbardziej kojarzy się z historyjką z wojska mojego taty o koledze, który próbował poderwać dziewczynę, recytując jej Pana Tadeusza. Z pamięci, więc było to cokolwiek imponujące! Jednak dziewczyna nie miała szans, usnęła przy drugiej księdze. Nie chciałabym wpadać w stereotypy, ale czasami nie ma innego wyjścia – nie znam osób, które Mickiewicza czytałyby z własnej woli, dla rozrywki tudzież przyjemności. Wszystko to, co ja przeczytałam, było albo lekturą w szkole lub na studiach. Na pewno tacy są, nie mówię, że nie! Po prostu jakoś nie rzucają się w oczy – a jeśli jesteście tutaj, wśród moich czytelników, napiszcie do mnie!

Dlatego do książki Jakuba Skworza podchodziłam z lekkim dystansem, który jednak bardzo szybko zniknął. Przede wszystkim ze względu na ilustracje (przepraszam autora bardzo, ale to jednak obrazki rzucają się najpierw w oczy!). Stworzyła je Jaga Słowińska a ja zakochałam się na zabój! Sami zobaczcie! Są przepiękne!  Podziwiam osoby, które potrafią wyczarować takie cuda. Na każdej stronie znajdziemy jakąś ilustrację – może to być grafika na całą stronę albo pół, ale może to też być po prostu gałązka czy listek wyrastający z krawędzi strony. Przyznaję, że najpierw ją przekartkowałam od początku do końca, a dopiero potem zabrałam się za lekturę.

Autorowi oczywiście też należą się słowa uznania. Przede wszystkim za pomysł, ale i wykonanie. Widać, że Jakub Skworz pisał już wcześniej dla dzieci – historia Oli i Eryka wciąga (!) czytelnika od pierwszych słów. To taka historia, która jest pisana z myślą o dzieciach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by i dorosły miał z niej przyjemność. A to już sztuka – tak okiełznać tekst, by był wystarczająco prosty dla dziecka i nie za prosty dla dorosłego. Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz to próba odczarowania Mickiewicza, pokazania go jako człowieka – Mickiewicz też był dzieckiem, też psocił, był studentem bez grosza przy duszy, kochał, przeżywał dramaty, przyjaźnił się i miał wrogów. Tak jak każdy. To fantastyczny sposób spojrzenia na wielkie postacie, który zrzuca je z piedestału, na jaki je postawiono. Ale przez to zrzucenie nie odbiera niczego danej postaci, a powiedziałabym, że nawet wręcz przeciwnie – dodaje. Dzisiaj przeciętny uczeń na nazwisko Mickiewicz pewnie głośno jęknie. Po lekturze tej książki reakcja może być zupełnie inna. Nie mówię, że młodzież rzuci się od razu z pasją do czytania Pana Tadeusza. Ale samo spojrzenie na Mickiewicza jak na człowieka, który oprócz tego, że pisał, miał jeszcze życie, jest bardzo wartościowe. Dzięki takiej historii dowiemy się mnóstwa szczegółów, które moglibyśmy poznać tylko czytając jego biografię. To raz. A dwa – historia Mickiewicza jest opisana jakby jego życie było wielką przygodą (na pewno jest dla naszych bohaterów). Jestem pewna, że lektura tej książki zaprocentuje. Zdobywamy wiedzę zupełnie się tego nie spodziewając. Tak jak ja błyszczałam na lekcjach historii, kiedy omawialiśmy Średniowiecze (bo akurat czytałam namiętnie romanse historyczne), tak dzisiaj młodzież może błyszczeć na lekcjach o Mickiewiczu 😉

Chciałam jeszcze napisać kilka słów o pomyśle. Bo Jakub Skworz zrealizował moją ukochaną ideę, ulubiony motyw w książkach, a zwłaszcza w grach komputerowych. Wciągające książki! Wciągające dosłownie. Takie, w które można wskoczyć i żyć tym, co spotkamy na ich kartach. Wyobrażacie to sobie? Móc zobaczyć swoich ulubionych bohaterów? Porozmawiać z nimi? (choć z tym to ostrożnie, nie chcemy zostać zdemaskowani jako przybysze z innych czasów!) Obserwować rozwój wydarzeń? (choć i z tym też ostrożnie – nie moglibyśmy przecież zmieniać treści książki, a przyznajcie sami, że w niektórych książkach byłoby to bardzo trudne!). Ale przecież taka możliwość nie dotyczy tylko powieści! Książki historyczne, podróżnicze, reportaże, biografie – moglibyśmy się przenieść gdziekolwiek byśmy chcieli. Taka biblioteka Wciągających Książek to absolutnie fantastyczny pomysł!

Zawsze przy tym temacie wspominam, że chciałabym, aby ktoś stworzył taką grę. A najlepiej kilka! Istnieje już nawet gotowy scenariusz – książki Jaspera Fforde. Są gry, które mają wprowadzone pewne elementy, pojedyncze misje czy postaci! Dla mnie to zawsze jest ogromnie fajne, kiedy mogę w grze spotkać jakiegoś naukowca czy pisarza. Ale całkiem osobnej gry, takiej dla literackich świrów jeszcze nie ma. Z niecierpliwością czekam na ten moment, ale w międzyczasie można zadziałać coś na rodzimym podwórku. Przy okazji książki Adaś Mickiewicz pojawił się też pomysł gry. Trzymam mocno kciuki za to, żeby się udało, a jeśli przypadkiem ktoś z Was chciałby zainwestować w taką produkcję, to piszcie!

 
  • Ilustracje robią wrażenie. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim tytuł.

  • Odzywam się! Czytałam dla przyjemności liryki Mickiewicza 🙂 Lubię też chociażby „Świteziankę” czy „Odę do młodości”. Ogólnie jestem #TeamMickiewicz 😉 Oczywiście są też rzeczy średnio czytalne, jak „Konrad Wallenrod” (nudka) czy „Grażyna” (nudka po raz drugi) 😛
    Tę książkę dostałam od wydawnictwa i jestem jej bardzo ciekawa 🙂 Choć z piedestału strąciła Mickiewicza już moja wykładowczyni romantyzmu na studiach, opowiadając o Adamie, początkującym poecie w podartym paltociku 😉 Niemniej to i tak nic! Bardziej sponiewierała biednego Słowackiego, o którym mówiła, że krążyły w towarzystwie plotki, jakoby był strasznym nudziarzem, którego nikt nie chciał zapraszać na przyjęcia, bo opowiadał nieśmieszne dowcipy, z których śmiał się tylko on sam 😀 #WiwatPolonistykaICiekaweFaktyZŻyciaWieszczy

    • Hahahaha, uwielbiam takie smaczki! W takim wydaniu to każdego wieszcza bym polubiła – takim ludzkim, a nie tym pomnikowym 🙂 Szkoda, że rzadko tak się uczy – mam wrażenie, że młodzież byłaby o wiele bardziej zainteresowana, gdyby w tych wielkich pisarzach widziała przede wszystkim ludzi 😀

  • Katarzyna Ratajczak

    Melduje się miłośniczka XIX wieku, w tym również twórczości naszego wieszcza. A „Dziadów” w szczególności. Co roku czytam je o stosownej porze. W tym już po raz… dwudziesty (nie, niestety nie znam całego tekstu na pamięć). „Adaś Mickiewicz…” mignął mi tu i ówdzie, ale nie miałam go w ręku. Z jednej strony cieszy mnie odbrązawianie znanych postaci z minionych czasów, pokazywanie ich zwykłego, prawdziwego życia, zarówno w biografiach, jak i w beletrystyce. A z drugiej strony zawsze mam wówczas obawę, czy autor nie będzie próbował „podciągnąć” bohatera i jego epoki do współczesnej mentalności czytelnika z początku XXI wieku… Pozdrawiam serdecznie koleżankę po fachu. 🙂

    • O, cześć! Fajnie, że jesteś! Ja też ogromny sentyment do XIX wieku, ale bardziej angielskiego 😉 A „Adasia” koniecznie przeczytaj – jestem bardzo ciekawa, czy Ci się spodoba!

  • Mi się Mickiewicz od pewnego czasu kojarzy z „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego. Książka zaś wygląda świetnie, a ja w końcu muszę sięgnąć po trzeci część Fforde’a.

    • Ja muszę sobie je zakupić i przeczytać jeszcze raz, bo czytałam dawno temu i nie wszystko pamiętam. Mówię oczywiście o Ffordzie, nie o Mickiewiczu 😉

      • Ja czaję się na Allegro na angielskie wydanie pasujące do tych dwóch, które już mam.

  • Pingback: ()