Rzeźnicy i lekarze

Na początek muszę Wam zdradzić tajemnicę – dla mnie każda książka o historii medycyny jest świetna! Nawet jeśli jest źle napisana, źle przetłumaczona, męcząca i nudna, to i tak kiedy kończę ją czytać, cieszę się. Przede wszystkim z wiedzy, jaką zdobyłam, ale też z możliwości poznania przeszłości, zobaczenia jak kiedyś ludzie żyli i radzili sobie z rzeczywistością, z obserwowania rozwoju nauki, bo bardzo mnie to ciekawi i fascynuje. Oczywiście, najlepiej jest, kiedy doskonała treść podana jest w doskonałej formie, ale niestety, nie zawsze się to udaje. Nie zaskoczę Was pisząc, że niekwestionowanym królem książek o historii medycyny jest Jurgen Thorwald, a później długo, długo nic (a nawet jemu zdarzyła się gorsza książka). Potem mogłabym wymienić już wielu – Mary Roach, książkę Cudowny lek, która jest fenomenalna, Olivera Sacksa, Sama Keana i tak dalej. Ale żadnej książce w tym temacie nie przepuszczę, więc Rzeźnicy i lekarze byli obowiązkową pozycją na blogu.

Najpierw plusy. Książkę Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera można potraktować jako biografię Josepha Listera.  Dość specyficzną, bo niezbyt szczegółową i z bardzo rozbudowanym drugim planem. Choć Lister gra pierwsze skrzypce, to autorka bardzo dokładnie opisuje nam również detale z otoczenia, zwyczaje epoki, stan ówczesnej nauki. Dowiemy się, jak wyglądały studia, pierwsze szpitale, jak się rozwijało myślenie o publicznej służbie zdrowia. Cała książka jest jednym wielkim przypomnieniem o tym, że wiek XIX wcale nie był romantyczny, że nie chcielibyśmy wtedy żyć, a dzisiaj raczej jednak nie powinniśmy narzekać na służbę zdrowia. Stan ówczesnej wiedzy, to, że największe autorytety medycyny wyśmiewały absurdalny pomysł niewidocznych żyjątek, które powodują choroby, sposób przeprowadzania operacji (są w tej książce mocne fragmenty, a i słowo rzeźnicy w tytule znalazło się tam nie przez przypadek) – to wszystko powoduje, że z ulgą myślimy o dzisiejszej medycynie.

Lindsey Fitzharris ma doktorat z historii nauki i medycyny (swoją drogą, ktoś słyszał o podobnych studiach u nas? Ale najlepiej nie doktorat, tylko jakieś podyplomowe) więc zna się doskonale na temacie. Dzięki temu bardzo sprawnie przechodzi od wątków biograficznych, przez opisywanie Londynu czy innych miast, w których Lister przebywał, aż po szczegóły operacji i fakty medyczne. Oprócz konkretnej wiedzy znajdziemy w tekście też wiele ciekawostek i smaczków – jak na przykład to, że Kuba Rozpruwacz przy mordowaniu kobiet używał noża zaprojektowanego przez Roberta Listona do amputacji. Mnogość wątków i wiadomości może sprawić wrażenie chaosu w tekście, ale jeśli będzie to przeszkadzać, to tylko trochę i tylko na początku. Potem czytelnik zostaje wciągnięty w makabryczny świat medycyny dziewiętnastowiecznej i już nic nie ma znaczenia.

Lister nadzoruje pierwsze użycie kwasu karbolowego podczas operacji.

To, co mi przeszkadzało, zwłaszcza na początku to pewna nieporadność zdań. Wydaje mi się, że to sprawa tłumacza, bo nawet jeśli autorka użyła podobnego sformułowania, można to było po polsku jakoś inaczej ująć. Lister przyszedł na świat 5 kwietnia 1827 roku, bez fanfar. Zaczynasz się automatycznie zastanawiać, jakie to fanfary towarzyszą dziecku przy narodzinach, i dlaczego Lister ich nie doświadczył. Albo W wieku studenckim był klasycznie przystojny. Czy klasyczna uroda to coś, co z wiekiem zanika? Potem już nie był klasycznie przystojny? Może Lister uległ jakiemuś wypadkowi, coś się stało jego twarzy później? Chyba nie, ale z jakichś powodów autorka (tłumacz?) uznała, że Lister był klasycznie przystojny tylko w tym jednym okresie swojego życia.

Powiecie, że się czepiam. Być może macie rację. Ale ja bardzo rzadko to robię, zwłaszcza przy książkach popularnonaukowych, bo ważniejsze jest dla mnie to, co jest napisane, niż jak. A jeśli już zwracam na coś uwagę, to po prostu jest to bardzo widoczne. Było jeszcze kilka takich zdań i zwrotów, które utrudniały mi odbiór treści, dlatego nie mogę być tak zachwycona tą książką, jakbym chciała. Ale pomimo tego, że styl nie do końca mi odpowiadał, to będę Was namawiać do jej przeczytania, bo warto! Styl jest drobnostką w porównaniu  z tym, ile się z niej dowiecie! A właśnie dla wiedzy takie książki się przecież czyta. Bardzo się cieszę, że została wydana u nas i mam nadzieję, że pojawi się ciąg dalszy medycznego trendu.