
Znak zrobił mi bardzo miłą niespodziankę. Dostałam pięknie zapakowaną (z czekoladkami, które od razu zniknęły) najnowszą powieść Jojo Moyes. Bardzo podoba mi się nowa szata graficzna jej książek, można z nich zrobić sobie ładną kolekcję. Jej książki wspominam z sentymentem. Lubię takie momenty, kiedy czytam lub oglądam coś z przypadku, a po jakimś czasie okazuje się, że to prawdziwy hit. Tak było na przykład z Nietykalnymi i właśnie z Jojo Moyes. Lubię też obserwować proces drugiego życia książki, które otrzymuje dzięki ekranizacji. Moyes przedarła się do szerokiej świadomości czytelników właśnie dzięki filmowi, a teraz jest głośno na przykład o Siedem minut po północy, z czego się bardzo cieszę, bo historia jest fenomenalna.
Czytam zazwyczaj reportaże, ale czasami lubię książki, które mnie relaksują, przy których nie muszę się dużo skupiać i myśleć. Takie przy których mogę zawinąć się w kocyk, pić herbatę, jednym okiem zerkać na przygody Geralta na ekranie, a drugim czytać, i czuć się bardzo, bardzo dobrze. Pisałam Wam kiedyś o tym, że swojego czasu byłam absolutnie rozkochana w serii o najbrzydszej nazwie na świecie wydawnictwa Da Capo (Nie chowaj tej książki przed żoną! I tak sobie kupi nową). To były zwykłe romansidła, ale niektóre były genialnie napisane! Mam kilka ulubionych tytułów, do których chętnie wracam i zawsze mnie rozśmieszają i sprawiają przyjemność. I Jojo Moyes umieszczam dokładnie w tej kategorii. Książki, które pisze są romansami i nie doszukiwałabym się w nich jakichś wyższych wartości. Ale być dobrym w danym gatunku to też sztuka. Bo wbrew pozorom napisać dobry romans też nie jest łatwo, a jej to wychodzi doskonale!

Od jej książek ciężko się oderwać. Mi się nie udało przy żadnej (oprócz Kiedy odszedłeś – ta książka jest doskonałym przykładem na to, że autorzy nie powinni się uginać i pisać książek na życzenie czytelników). Pisze takie historie, jakie lubię najbardziej. Ciepłe, przyjemne, o zwykłych ludziach, którzy mają swoje problemy, muszą walczyć z przeciwnościami losu, ale do których tenże los się czasami uśmiecha. O ludziach, którzy spotykają miłość na swojej drodze, o tym jak ją oswajają, walczą o nią, cieszą się nią. Podoba mi się to, że te historie mają szczęśliwe zakończenia; że Jojo Moyes nie stara się zrobić z tych historii czegoś więcej ponad to, czym są. I są naprawdę dobrze napisane. Są zabawne i lekkie, bohaterów lubimy właściwie od pierwszych stron i im kibicujemy, dialogi są realne i nie wymuszone. Te historie mają sens i nie wiem jak Wy, ale ja czasami lubię sobie poczytać takie miłe książki 🙂 Idealnie wpisują się w zjawisko comfort reading, a przecież każdemu z nas raz na jakiś czas jest to potrzebne.
Dziewczyna, którą kochałeś nie zaskoczy czytelnika zbyt wieloma rzeczami. Ale też książki Moyes nie mają zaskakiwać. Mają być przyjemne i komfortowe, a tego tutaj nie zabraknie. Zresztą myślę, że jeśli ktoś w swoim czytelniczym życiu miał fazę czytania romansów, w tej tematyce raczej go już nic nie zaskoczy. Moyes czasami lubi łączyć historie, które rozgrywają się w różnych czasach, i o ile ja za takim zabiegiem nie przepadam, u niej wypada to naprawdę dobrze. Tak też jest tutaj, a dwie tak bardzo odmienne epoki łączy jedna rzecz – obraz. Co może mieć wspólnego żona architekta z współczesnego Londynu z kobietą prowadzącą hotel w okupowanej Francji podczas I Wojny Światowej? Moyes pięknie pokazuje ludzkie losy, a historia obrazu i tego, jak sztuka może wpływać na życie, naprawdę zasługuje na uwagę.
Im dłużej o tym myślę, to tym bardziej mam wrażenie, że w tym przypadku jednak nie polubiłam głównej bohaterki. Ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w kibicowaniu jej i połknięciu całej książki w jeden wieczór. Tak jak napisałam wcześniej, książki Jojo Moyes to doskonała lektura i plan na spędzenie miłego wieczoru. To też świetny pomysł na prezent, dla kogoś lub siebie, bo razem z nimi daje się kilka godzin relaksu, odpoczynku plus dobre emocje, trochę śmiechu, optymizmu i pozytywnego nastawienia. Polecam, nawet tym, którzy na słowo romans dostają wysypki. Bo romans romansowi nierówny, a dobrą i dobrze napisaną historię doceni każdy czytelnik.
♦
Jeszcze raz bardzo dziękuję za niespodziankę. Premiera książki już 11 stycznia!
♦

Nie, nie, nie 😀 Pani Moyes u mnie odpada, ale dobrze mieć takiego autora dzięki książkom którego, możemy się oderwać na chwilę od rzeczywistości i zrelaksować. Ja co prawda czytając “Zanim się pojawiłeś” dostawałam białej gorączki, a do relaksu było i baaardzo daleko, ale cieszę się, że Ty dobrze się bawisz czytając jej prace 🙂
A czytasz/czytałaś w ogóle romanse? 🙂
Pewnie! Kilkanaście ich w życiu przeczytałam 🙂 Teraz akurat nie mam na nie ochoty i czytam coś innego, ale jestem pewna, że kiedyś jeszcze po jakiś sięgnę 🙂 Mnie po protu cholernie zdenerwowała książka “Zanim się pojawiłeś” i nabawiłam się urazu do Moyes 🙂
O, a dlaczego tak Cię zdenerwowała? To bardzo ciekawe, bo zazwyczaj słyszy się zachwyty!
Bo w moim przekonaniu to bzdurna opowiastka o głupiutkiej dziewczynie, ale przede wszystkim o niepełnosprawnym człowieku, przy czym jego cierpienie pokazane w książce nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie widzę w tej książce nic wzruszającego, dostrzegam jedynie irytujące dziewuszysko i nic więcej. Jestem w stanie powiedzieć nawet, że ta książka, jest krzywdząca dla osób, które naprawdę borykają się z ciężkimi chorobami, wszelkimi plegiami, a nawet są w stanie terminalnym. No! 🙂
Lektura Cobena pokazała, że robię albo zbyt stary, albo zbyt wybredny na lekkie czytadła, które kiedyś lubiłem.
A tak w ogóle – czy książka może być “komfortowa”?
Oj, ja też do wielu książek z “młodości” nie wracam, bo raczej by nie przetrwały 😀 Coben jest świetny, ale jak już rozmawialiśmy, po pewnym czasie następuje przesyt i koniec. I tak, zdecydowanie książka może być komfortowa. To takie książki, przy których nie musisz myśleć, które sprawiają, że jest ci milutko i dobrze 😉 Ja, jak nie mam ochoty na coś ciężkiego albo na kolejny reportaż, biorę takie czytadło w rękę, zakopuję się w kocyku i czytam sobie. O tym, że jest pani i pan, i się lubią, ale coś staje im na drodze, ale pokonują te przeszkody i żyją długo i szczęśliwie. Kończę takie czytadło w kilka godzin i jest mi przyjemnie i psychicznie komfortowo 😉 taki reset dla mózgu 🙂
[…] Dziewczyna, którą kochałeś Jojo Moyes – Po filmie każda nowa książka Moyes wzbudza sensację. Pięknie wydane przez Znak, dla mnie stanowią doskonałą rozrywkę. Na blogu możecie przeczytać już przedpremierową recenzję, więc tutaj nie będę się rozpisywać […]
[…] starsze książki podobają mi się bardzo, o czym zresztą już Wam pisałam przy okazji tekstu o Dziewczynie, którą kochałeś. Jako comfort reading te książki są idealne. To klasyczne romanse, książki […]