
Białowieża nie tylko straciła swoje legendy, ale traci też pamięć o nich. O całej galerii postaci.
O mojej sympatii do autorki pisałam Wam już wielokrotnie. I przy okazji Simony, i przy okazji Wandy, i tak bez okazji, kiedy wspominałam o wizycie Pani Ani u nas w Klubie Książki albo o niedawnym spotkaniu autorskim. Autorka wzbudza we mnie same pozytywne emocje i chyba każdy, kto ją spotkał na żywo powie to samo. Bo Anna Kamińska należy do tego typu osób, które wywołują w innych ludziach ciepłe uczucia praktycznie od razu. Wcale się też nie dziwię, że to właśnie ona pracuje nad tematami, które na pierwszy rzut oka wydają się trudne. Kiedy ma się jednak taki dar zjednywania ludzi, nic dziwnego, że to właśnie z nią chcą rozmawiać ci, którzy nie chcieli rozmawiać z nikim innym.

Białowieża szeptem to wyjątkowa książka, ale powiem szczerze, że bardzo mnie zaskoczyła. Pod wpływem modnego teraz nurtu ekologicznego nastawiłam się na książkę bardziej przyrodniczą, choć podświadomie wiedziałam, że przecież ona taka nie jest. Być może to też trochę przez Simonę i jej książki oraz książki o niej samej. One były pełne przyrody, zwierząt i roślin, a ludzie w niej byli jedynie tłem. A w Białowieży szeptem jest odwrotnie – to książka o ludziach, przyrody nie ma tam za wiele, a jeśli jest, to stanowi tylko tło dla człowieka. Nie jest to również książka optymistyczna i to właśnie zaskoczyło mnie najbardziej. Znajdziemy w niej wiele pięknych historii, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu że ona tak naprawdę jest bardzo smutna. Ci wszyscy ludzie, żyjący w Białowieży i w okolicach, obserwujący na co dzień zupełnie inną rzeczywistości, niż turyści i przyjezdni. Kamińska pisze o biedzie, o zapomnianych zawodach, o końcach wielu rzeczy. Pisze o przemocy, kłusownictwie, pijaństwie, o ludziach zatrzaśniętych w tym małym białowieskim świecie jak w jakiejś pułapce, nie umiejących się z niego wyrwać. Nie są to jednak postacie tragiczne – nie żałujemy ich, nie współczujemy im – myślę, że nie taki też był cel autorki. Po prostu taka jest rzeczywistość, taka jest prawda i tak wygląda życie w Białowieży. Ten wszechobecny smutek, który wyłania się z niej jest wynikiem bierności, marazmu i stagnacji ludzi, bohaterów tej opowieści. Bo historia Białowieży jest niesamowita, ale ludzie stamtąd nie są zainteresowani jej poznawaniem. Kamińska mocno podkreśla, że mieszkańcy mają duży problem z pamięcią – przeszłość to coś, o czym nie należy mówić.
W Białowieży jest jak w Miasteczku Twin Peaks, zamknięty krąg spokrewnionych ze sobą ludzi ze swoimi tajemnicami. I to są takie sekrety, że z co drugiej chaty “trup” wyskakuje z szafy. Z tą różnicą, że Twin Peaks to jest serial, a tu jest życie.
Dlatego Anna Kamińska opowiada szeptem, pokazując nam świat, którego już nie ma albo który za chwilę zniknie. Mieszkali tam tacy fantastyczni ludzi i robili takie niesamowite rzeczy! Kamińska dała im drugie życie, wyciągnęła z zapomnienia, pozwoliła ich poznać. Prawdziwy czarnoksiężnik, ostatni bartnik Puszczy, opiekun żubrów, który mówił na nie maluchne, carski ogrodnik, wychowawczyni domu dziecka, która zasłużyła na pomnik i wielu innych tworzą historię tego miejsca. Kamińska opowiada o nich, rozmawia z ich dziećmi, wnukami, pokazuje też współczesnych mieszkańców – rodowitych białowieżan, tych z problemami z pamięcią, i przyjezdnych, którym się chce coś zrobić i którzy paradoksalnie bardziej doceniają historię i starają się ją zachować. Kamińska z wieloma osobami już nie zdążyła porozmawiać, przy innych spotkaniach być może była to jedna z ostatnich szans, by kogoś wysłuchać.

Białowieża szeptem to książka magiczna. Kamińska w niej czaruje, tak prowadząc swoją opowieść, że nie można się od niej oderwać. Udało się jej uchwycić klimat tego miejsca, życia w nim, tej codzienności i przede wszystkim tych ludzi. Jest pełna przeszłości, momentów i chwil, takiej ulotności, którą bardziej się wyczuwa niż widzi. Jest przypomnieniem o Białowieży i o tym wszystkim, co się składa na magię tego miejsca i na jego historię. To bardzo cenna rzecz, bo ja sama nigdy bym po taki temat nie sięgnęła – i to byłby błąd! Ale wyłania się z tej książki również obraz Białowieży jako miejsca przeklętego. Miejsca, które warto odwiedzić i które przyciąga, bo jest tam pięknie. Ale żeby być szczęśliwym, trzeba mieszkać gdzie indziej.
♦
