Tak, biorę

Zazwyczaj unikam zabierania głosu w sprawach, które nie dotyczą bezpośrednio książek. Ale tak jak w sytuacji nie jeżdżenia na przeróżne blogerskie spotkania, tak i w przypadku tematu, którego nie można wyczerpać (czyli pieniędzy) chcę zostawić Wam kilka słów. Dużo się dzisiaj mówi o przejrzystości blogera, więc w ramach tej przejrzystości piszę. Wiele osób odżegnuje się od brania pieniędzy za pisanie, dumnie ogłasza, że nigdy nikt im nie zapłacił, chwali się tym, jednocześnie sugerując plugastwo tych, którzy wzięli takie pieniądze.

Mam do tego zupełnie inne podejście i nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt więcej go nie ma.

Zdradzę Wam tajemnicę. A nawet kilka. Ale to tajemnica tylko dla osób z rozwiniętym już własnym gustem literackim, wiedzących co lubią czytać, ukształtowanych czytelników. A przede wszystkim ukształtowanych ludzi, uczciwych i fair, poukładanych, takich, którzy rozumieją, że oszukiwanie kogokolwiek dla pieniędzy nie jest fajne. Dla ludzi, którzy piszą o książkach z miłości do nich, a nie z miłości do pieniędzy (wiem, śmieszne zdanie, bo dla pieniędzy pisze się o innych rzeczach, nie o książkach)

Tajemnica numer jeden – pisanie w pewnym momencie może stać się pracą. Nawet jeśli tylko dodatkową, fajnie jest otrzymywać za swoją pracę wynagrodzenie.

Tajemnica numer dwa – blog to moje miejsce, na którym mogę robić to, co mi tylko przyjdzie do głowy. Wkładam w nie dużo wysiłku, buduję pewnego rodzaju społeczność, tworzę grupę odbiorców. Jeśli w którymś momencie moje zainteresowania łączą się z interesem wydawnictwa, które chce mi zapłacić za pojawienie się książki na moim blogu  to w imię jakich idei powinnam odmówić? (w dalszym tekście wyjaśniam, o jakie książki chodzi)

Tajemnica numer trzy – ostatnia i najważniejsza. Jest tak naprawdę jedna zasada. Wydawnictwo nie kupuje ode mnie recenzji, tekstu, tym bardziej pozytywnego tekstu. Wydawnictwo kupuje ode mnie czas, który poświęcę na przeczytanie książki, napisanie tekstu oraz miejsce w kolejce. Bo mogłabym czytać w tym czasie inną dobrą książkę. Pisać tekst o innej dobrej książce. Dobrych książek jest naprawdę bardzo dużo i nie sposób napisać o wszystkich. 

Czytam dużo i nie jestem w stanie napisać o wszystkich książkach, które przeczytałam. Piszę mniej więcej co drugi dzień, więc książek na blogu pojawia się około 10-15. Podobnie na Instagramie. Drugie tyle czytam i przeglądam nie pokazując tego w sieci. Trzymam się zasady, że pokazuję i mówię tylko o wartościowych lekturach. Żadne pieniądze świata nie zmuszą mnie do powiedzenia że coś jest dobre, jak dobre nie jest. Na blogu znajdziecie może ze trzy negatywne teksty i to dlatego, że ja popełniłam błąd, biorąc je do recenzji (spodziewałam się zupełnie czegoś innego). Jeśli czytelnik jest świadomy tego, co lubi czytać, istnieje naprawdę minimalne ryzyko, że popełni błąd przy wyborze kolejnej lektury. Więc rozmawiamy o książkach, pod którymi zawsze podpiszę się dwiema rękami – piszę o nich, bo je kocham i chcę, żeby jak najwięcej osób się o nich dowiedziało. A jeśli wydawnictwu zależy na konkretnym terminie, konkretnej mojej działalności, jednocześnie recenzji, zdjęciu, konkursie i do tego ma na to budżet, z przyjemnością podejmę taką współpracę. I cały czas pamiętajcie – mówimy tylko i wyłącznie o książkach, które mnie interesują.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego to źle?

Mam też pewien sposób. Przy propozycjach płatnych współprac, zawsze zadaję sobie jedno pytanie – czy przeczytałabym tę książkę sama z siebie? Jeśli odpowiedź jest negatywna, żadne pieniądze nie przekonają mnie, by tracić na nią czas. Pozytywna odpowiedź nie oznacza automatycznie współpracy, ale daje pole do dalszych działań.

Czy widzę blogi, które są słupami ogłoszeniowymi? Tak. Czy widzę Instagramy, na których ludzie wrzucają jedynie reklamy książek? Tak. Czy widzę blogi, które organizują konkursy za pieniądze z książkami, których nawet nie czytają? Tak. Ale jeśli ja to widzę, widzą też czytelnicy i odbiorcy. Taki bloger traci wiarygodność i kiedyś te miliony z reklam się skończą. Wystarczy poczekać. Albo nawet niech ma sobie te miliony. Po prostu zaczynam omijać taką osobę i szukam innych wartościowych miejsc. Internet jest duży i wszyscy się pomieścimy.

Więc na koniec – proszę wytłumaczcie mi, co jest niemoralnego w braniu pieniędzy za swoją pracę, jeśli robimy to w zgodzie ze sobą, polecamy tylko to, co pokochaliśmy całym serduszkiem po lekturze i damy się za daną książkę pokroić? Gdzie jest nasza wina w tym, że udało stworzyć się miejsce, do którego inny chętnie zaglądają, a ktoś dostrzegł jego potencjał? I wytłumaczcie mi, dlaczego zarabianie na swojej pasji jest rzeczą godną pogardy i czymś, czego trzeba się wstydzić? I dlaczego mówimy o tym zawsze w kontekście kultury, a nie innych dziedzin życia? Inni blogerzy nie mają problemu z przyznawaniem się, że zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie z bloga, podczas gdy blogerzy książkowi dumni są z tego, że nikt im nie płaci. Nie rozumiem też stawiania znaku równości pomiędzy dostaniem pieniędzy a wiarygodnością opinii. To znaczy rozumiem, ale jeśli wykorzystacie tajemnicę nr 3 takie dylematy po prostu znikają! 

I żeby nie było, tak już naprawdę na koniec – przez trzy lata blogowania płatne współprace mogłabym policzyć na palcach, może nie jednej ręki, ale dwóch. Ale mam nadzieję, że razem z moim rozwojem będzie się ich pojawiało więcej. Bo jestem dumna ze swojego bloga, z miejsca które udało mi się stworzyć, ze swojego Instagrama i własnego rozwoju, a wszelkie możliwości płatnych współprac traktuję jako komplement. Cieszę się, że ludzie mi wierzą i widzą to, że kocham książki i chcę tylko i wyłącznie dobra czytelnika, żeby poznał jak najwięcej dobrych książek. A jeśli ktoś po trzech latach bycia ze mną zarzuci mi, że biorę pieniądze i przez to jestem niewiarygodna – cóż, to jego zdanie. Ja wokół siebie chcę zebrać osoby, które będą na 100% pewne, że wchodząc na mój blog, poznają tylko dobre książki. Niezależnie od tego, czy ktoś zapłacił mi za moją pracę czy nie. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mój blog wyglądałby dokładnie tak samo jak teraz, jeśli nie byłoby na nim płatnych współprac, albo byłoby ich więcej. Bo opowieść o dobrej książce jest zawsze na pierwszym miejscu. 

Nigdy nie odmówię recenzji książki, którą chcę bardzo przeczytać, nawet kiedy nie dostanę za to pieniędzy.

Nigdy nie odmówię recenzji książki, którą chcę bardzo przeczytać, nawet kiedy dostanę za to pieniądze.