Tytuły, które są hańbą #1

Wakacje to zazwyczaj czas, kiedy nowości książkowych jest trochę mniej. Chociaż stosy recenzenckie, własne i biblioteczne nie mieszczą się już na półkach, postanowiłam w te wakacje poradzić sobie ze swoimi czytelniczymi hańbami. Czym jest czytelnicza hańba? Pewnie wszyscy ją znacie doskonale – to tytuły, które czytali wszyscy, oprócz Ciebie 🙂 Wybierając książki do lektury kieruję się jedynie własnymi zainteresowaniami (a akurat te mam rozległe, więc nie ma problemu z monotematycznością :D) Pewnie dlatego czasami okazuje się, że w zasadzie nie znam bardzo dużo książek, która są klasyką, które znać trzeba (niekoniecznie lubić). Myślę o sobie jako o osobie oczytanej, ale czasami mam poważne wątpliwości co do tego. Pomyślałam więc, że co roku  na wakacje będę układać sobie stosiki hańby i nadrabiać zaległości 🙂

Pierwszy stosik składa się z 6 książek, nad którymi nawet nie musiałam zbyt długo myśleć. A prezentuje się tak:

książki, recenzja, stosik, dawkins, bóg urojony, przeminęło z wiatrem, księżycowy kamień

Zaczynając od góry. Przy okazji najnowszej powieści Isabel Allende Japońskiego kochanka przypomniałam sobie, że zawsze chciałam przeczytać Dom duchów. Ta powieść jest uznawana za kultową i jedną z najważniejszych powieści literatury iberoamerykańskiej, a opinie czytelników z całego świata w przeważającej części są pełne zachwytów. A po książce oczywiście film, który podobno też jest rewelacyjny!

Sekretne życie pszczół to kolejna powieść, która jest zachwycająca, a ja jej nie czytałam. Nie wiem dlaczego tak się stało. Wszystko mi pasuje – i tematyka, i autorka. A jakoś do tej pory nie było nam po drodze. Więc nadrabiam – i film również, oczywiście po książce!

Bóg urojony Richarda Dawkinsa to książka, która wyłamuje się ze stosiku, bo nie jest powieścią-hańbą, tylko hańbą naukową 🙂 Jeśli nie znacie Richarda Dawkinsa, polecam zapoznać się z jego książkami (albo obejrzeć go na Youtubie). Fajny facet, do tego niesamowicie mądry zoolog, etolog, ewolucjonista i publicysta. Dużo osób kojarzy go głównie z bycia ateistą. I o religii właśnie jest Bóg urojony. Wydaje mi się, że dla każdej osoby z otwartym umysłem i ciekawej świata pozycja ta jest obowiązkowa. Zacytuję za wikipedią, bo pada nam tytuł książki, która również powinna znaleźć się w tym hańbiącym stosiku (ale to może za rok): Zgadza się ze stwierdzeniem Roberta Pirsiga z książki „Zen i sztuka oporządzania motocykla” – „jeżeli jedna osoba cierpi na urojenie, nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na urojenie, nazywamy to religią”.

Tessa d’Urberville Thomasa Hardy’ego i Księżycowy kamień Wilkiego Collinsa to tytuły, które dostałam, zostały im polecone i w ogóle nie powinnam nigdy publicznie mówić, że kocham epokę wiktoriańską, nie znając tych powieści. Więc w końcu biorę się za nie! 🙂

Na koniec (choć nie wiem, czy nie zacznę czytać od niej właśnie) zostawiłam sobie największą hańbę czytelniczą ze wszystkich hańb. No bo kto słyszał o drugim takim przypadku – dziewczyna(!) po 30, kochająca książki, czytająca ich po około 100 rocznie, mająca w swoim życiu kiedyś wielką fazę na romanse, która nie przeczytała Przeminęlo z wiatrem. Słabe, nie? No więc po tych wakacjach już nie chcę być osobą, która nie przeczytała Przeminęło z wiatrem. I film też obejrzę (bo tak, filmu też nie widziałam!)

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje książkowe wstydki 🙂 Jeśli również macie tytuły, które są dla was hańbą, zapraszam do przyłączenia się do wakacyjnego zmywania hańby 😀

  • Zmywanie hańby? Ależ strasznie to brzmi. Ja się chyba przestałem przejmować dawno temu, bo zdaję sobie sprawy, że życia mi nie starczy – właśnie ze względu na szerokie upodobania literackie.

    • 😀 Ja też się bardzo nie przejmuję, ale są takie tytuły, które naprawdę chcę przeczytać, a zawsze odkładam to na „innym razem” 🙂 Trzeba się w końcu zebrać!

  • Sekretne życie pszczół też mam na liście hańby. Przeminęło z wiatrem czytałam dawno, kupiłam to wydanie i planuję sobie odświeżyć 😉 u mnie lista hańby to klasyka, którą powoli nadrabiam 😉

    • No właśnie tak klasyka u mnie też wisi 🙂 Chociaż Tobie nadrabianie idzie całkiem dobrze 🙂

  • O kurcze… Ne czytałam żadnego z powyższych tytułów… Chyba zacznę nadrabiać zaległości 😉

    • Nadrabiaj, to fajna zabawa! Nowości nowościami, ale starsze tytuły też trzeba czytać 🙂

  • Uuu… Też bym mogła takich „hańb” wymienić sporo 🙂 Ostatnio próbowałam przeczytać „Emancypantki”, ale wymiękłam. Na studiach jeszcze pozytywizm mi gładko wchodził, ale teraz nie dałam rady. Dawkinsa kiedyś zaczęłam, ale mnie wynudził i nie dobrnęłam do końca (a ja bardzo rzadko odkładam nieprzeczytane książki).

    Świetny pomysł z tym wakacyjnym zmywaniem hańby!

    • To w takim razie tym bardziej jestem ciekawa Dawkinsa 🙂 A „Emancypantki” czytałam w liceum, miliony lat temu i nic nie pamiętam. Ale odhaczyłam jako „zaliczone” i chyba nie będę już wracać 😀

      • Marcin Mochal

        Do „Emancypantek” się przymierzam i tak w 2025 się za tę książkę zabiorę. Wcześniej wezmę się jednak za „Lalkę”. „Lalkę” przeczytałem w liceum ale to licealne czytanie to w moim wypadku trochę tak o kant pomidora potłuc. Będąc już starym koniem przeczytałem ponownie choćby „Chłopów” Reymonta oraz Sienkiewiczowską trylogię. Niesamowite doświadczenie. Zupełnie inaczej odebrałem te książki. A czytało się wyśmienicie 🙂

  • Kasia Okoń

    Moją czytelniczą hańbą jest „Anna Karenina”, książki o Harrym Potterze i „Smażone zielone pomidory”. Właśnie niedawno przywlekłam z domu „Annę Kareninę” i mam w planach odkupienie win 😉

    • Oooo, a widzisz 🙂 Ja „Annę Kareninę” też nadrabiałam całkiem niedawno 🙂 A „Smażone zielone pomidory” są świetne! 🙂

  • Przyznam, że wciąż się zabieram za „Czarodziejską górę”. Nawet już stoi na półce. A jakoś nie może mnie zmotywować do czytania fakt, że to ulubiona książka mamy.

    • Hmmm, i ja nie czytałam. Może będzie w stosiku #2 😀

  • Zawsze można wybrać wydanie podzielone na tomy! 🙂 Na pewno łatwiej się będzie czytało 🙂

    • Szczerze-o-książkach

      Nie pomyślałam o tym. Niezły pomysł, dzięki 🙂

  • Marcin Mochal

    To ja się pochwalę trzema tytułami które w ostatnich kilku miesiącach mi spadły z tej listy. Dostojewskiego „Bracia Karamazow” oraz Hugo „Katedra Marii Panny w Paryżu” oraz „Nędznicy”. A od 10 lat czy cuś mam filologicznego magazyniera. Dziękuję. Kurtyna 😀

  • elfijka

    „Bóg urojony” ❤️❤️❤️❤️❤️❤️ Przemegaświetna książka 🙂

    • Właśnie jutro zabieram ją na ostatnie urlopowe dni w tym roku 😉

  • Pingback: ()

  • Pingback: ()