
Mój Boże! Być cząstką Edwards pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych! Nawet na ziemi! Usłyszeć jeden z tych niezwykłych grzmotów dochodzących stamtąd, z nieba, z wysokości dziesięciu tysięcy pięciuset metrów, jeden z tych gromów przetaczających się nad pustynią, i wiedzieć, że właśnie w tej chwili któryś z Błękitnych Rycerzy odpalił silniki.
Jaka to jest wyjątkowa książka! Żeby w pełni ją docenić, trzeba poznać jej historię, ale już teraz ślę podziękowania wydawnictwu Agora, że ją wznowiło i to w takiej ładnej wersji. Piszę o tym, bo sama dałam się zaskoczyć, myśląc w pierwszej chwili, że ktoś ją napisał teraz. A przecież autorem jest Tom Wolfe, amerykański pisarz i dziennikarz, który był współtwórcą nurtu New Journalism (Nowe dziennikarstwo) i o którym się mówi, że zrewolucjonizował dziennikarstwo. Sama książka została napisana w 1979 roku, a jej styl wpisuje się dokładnie w owy nurt (na Wikipedii przeczytamy, że jego główne cechy to użycie scen zamiast narracji historycznej, umieszczanie w całości dialogów w mowie potocznej, narracja z punktu widzenia postaci (w 3. osobie), podawanie mnóstwa szczegółów z codzienności.) Tom Wolfe dodatkowo jest autorem książki, którą zawsze chciałam przeczytać, a do tej pory mi się nie udało – Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie. Gdyby ktoś z Was miał tę książkę, to chętnie pożyczę!

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos to fascynująca książka z dwóch powodów. Pierwszy to treść. Początki NASA, przekraczanie bariery dźwięku, tworzenie się i kształtowanie marzeń o przekraczaniu kolejnych granic, robienie niemożliwego. Atmosfera w Stanach Zjednoczonych w tamtym okresie (lata 50. i 60.) była nasiąknięta rywalizacją ze Związkiem Radzieckim i nienazwanym, ale mocno wyczuwalnym niepokojem w każdej dziedzinie życia. Jednocześnie w powietrzu dało się wyczuć jakąś obietnicę, widać było początki nowego świata, a każdy, kto znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, mógł go kształtować i zapisać się w jego historii. To przede wszystkim historia pilotów. Chuck Yeager, Pete Conrad, Scott Carpeneter, John Glenn, Alan Shepard – to oni stanowią główne ramy opowieści, tej historii przekształcania się pilotów w astronautów. Ramy wypełnione testosteronem, codziennością pilotów, imprezami, alkoholem, niesamowitymi emocjami, życiem i wieloma śmierciami, podbojem kosmosu i wielkich ego. Ale piloci to nie jedyni bohaterowie książki. Najlepsi to również opowieść o żonach pilotów, o ich życiu i codzienności, o oczekiwaniach i rekompensatach. To historia budowania kosmicznej potęgi Stanów, samych początków. Wolfe z premedytacją urywa w najciekawszym momencie – kiedy zaczęto pracować nad wysłaniem człowieka na Księżyc.

Drugi powód to forma. Tom Wolfe w wyjątkowy i wspaniały sposób oddał klimat tamtych lat, przeżyć, oczekiwań, marzeń. Składają się na to cechy New Journalism, które tworzą bardzo osobistą i emocjonalną relację. Poza tym na wydarzenia historyczne patrzymy z perspektywy jednostek, które te wydarzenia tworzą. Efekt jest uzależniający – tej książki nie da się przestać czytać, choć wcale nie jest łatwa w odbiorze. Wolfe wpada często w dygresje, zdania są długie, pełne informacji, uczuć, drobiazgów, czasami wydaje się, że nieistotnych, a jednak budujących właśnie ten wyjątkowy klimat. Ktoś, kto sięga po tę książkę, by poznać historię lotów w kosmos, dostaje na wstępie opowieść o żonach. Bardzo szczegółową, która może początkowo zdziwić i zaskoczyć. Ktoś chciał czytać o kosmosie, a czyta o Lataniu, Chlaniu i Rajdowaniu. Ale im dalej w tę historię idziemy, tym wyraźniej widzimy, że Wolfe stworzył małe arcydzieło. Przekazał wszystkie najważniejsze informacje na temat historii lotów kosmicznych, zwłaszcza ich początków. Odwzorował tamten świat ze wszystkimi jego emocjami – i właśnie na to chciałabym Wam zwrócić uwagę. Bo tamten czas był jedyny w swoim rodzaju – wydarzało się na oczach ludzi coś tak nowego, coś tak niewyobrażalnego, że chyba nie do powtórzenia. Mam wrażenie, że pierwszy człowiek na orbicie wzbudził wtedy więcej emocji niż ewentualne odnalezienie życia na inne planecie wzbudziłoby dzisiaj.

Ten inny świat Wolfe przedstawia nam bezpośrednio, zwracając się do czytelnika Brachu. A nam nie pozostaje nic innego, jak tylko chwycić piwo w rękę, usiąść wygodnie i wysłuchać tej porywającej opowieści (mam takie podejrzenie, że tego doskonale się słucha, więc sprawdzajcie audiobooki. Może nawet lepiej niż czyta). Na koniec trzeba się zachwycić i być pod wrażeniem pilotów, którzy robią cuda z samolotami, ich odwagi bycia pierwszymi w kosmosie, ich determinacji i oddania, charakterów, które pozwalały im robić rzeczy wielkie, a jednocześnie być zwykłymi ludźmi, którzy chcieli się po prostu zabawić, lubili szybkie samochody, pili na umór i zdradzali swoje żony. Trzeba być pod wrażeniem tych kobiet, żon, które podporządkowały całe swoje życie karierze męża, w zamian dostając czasami jedynie (albo aż) status żony astronauty.
Na osobny akapit zasługuje z pewnością tłumacz, Jan Kraśko. Nie wiem, czy to tłumaczenie jest odnowione, czy jest dokładnie takie jak z 1993 roku, ale nie ma to znaczenia. Jest świetne! Czytając czujemy rytm tej opowieści, te wszystkie emocje, które wylewają się z kolejnych akapitów, tę ekscytację przez lotem na orbitę, zdumienie i podziw ludzi, że w ogóle znalazł się taki śmiałek, który zgodził się na to. Pierwsza siódemka z programu Mercury staje się naszymi bliskimi kumplami, o których wiemy wszystko. Niesamowite wrażenie!
A ja zdałam sobie sprawę, że nie umiem pisać o takich książkach. Najlepsi są tak dobrą książką, że cały czas czuję, jakby coś mi umykało. Nie umiem zamknąć jej istoty w słowa. Najciekawsze jest to, że wcale tak dobrze mi się jej nie czytało – nagromadzenie informacji plus długość zdań i zawartych w nich dygresji powodowała, że miałam całkiem długie przestoje. A potem trafiał się taki moment, po którym z wielkim podziwem myślałam o autorze i tłumaczu i nie mogłam jej odłożyć na miejsce. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam, bo wzbudziła we mnie emocje, których do końca nie potrafię nazwać.

[…] wydane! Cena nieważkości to historia polskiego astronauty, Hermaszewskiego, a Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos to doskonały reportaż o początkach tworzenia programów kosmicznych w Stanach. I kolejne […]
[…] celem było napisanie rzetelnej biografii – ale moim zdaniem tego nie zrobił. Tom Wolfe w Najlepszych pisał, że Neil został wykreowany na złotego chłopca, symbol tego wszystkiego, co Ameryka […]
[…] pojawi się więcej w trakcie). Księżycowy pył można uznać za kontynuację książki Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos. Tam czytaliśmy o początkach podboju kosmosu, tu Smith pisze o tym, jak to się […]
[…] książki Toma Wolfe’a S-kadra (u nas została wydana całkiem niedawno pod tytułem Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos). To jest kolejny przykład na to, że książki mogą zmieniać […]