Pamiętaj o tłumaczu!

Tłumaczenie, inaczej przekład – wyrażenie w języku docelowym treści tekstu (w tym również wypowiedzi ustnej) stworzonego w języku źródłowym. Słowo „tłumaczenie” można rozumieć zarówno jako proces przekładu, jak i wynik tego procesu, czyli przetłumaczony na inny język tekst. W drugim znaczeniu tłumaczenie jest rozumiane jako wtórne wobec tekstu oryginalnego.

Jakiś czas teamu na blogu znalazła się rozmowa z Natalią Kołaczek. Rozmawiałyśmy o jej książce, o Szwecji, ale najwięcej o pracy tłumaczki. Natalia zwróciła mi uwagę na kilka rzeczy, o których sama wcześniej nie pomyślałam. Ostatnio byłam też na spotkaniu z tłumaczami, zorganizowanym przez wydawnictwo Albatros przy okazji premiery filmu Kod Dedala (sam film bardzo fajny, polecam!). Rozmawiali Andrzej Szulc (tłumaczenia: Stephen King, Lee Child, Robert Harris, Joseph Heller, Ken Follett, Kazuo Ishiguro, Nicholas Sparks), Rafał Lisowski (tłumaczenia: Stephen King, Kurt Vonnegut, Colson Whitehead, Truman Capote), Jan Kraśko (tłumaczenia: Harlan Coben, Lee Child, Ian Rankin, Robert Ludlum, Tess Gerrtisen) i Anna Dobrzańska (tłumaczenia: Nicholas Sparks, Lucinda Riley, Jenny Blackhurst, C.L. Taylor, Graham Masterton, Kate Morton). Choć sama rozmowa nie trwała długo, wspaniale było posłuchać tych, dzięki którym mamy dostęp do wielu książek i uświadomić sobie kilka kolejnych rzeczy. Chciałam się tym z Wami podzielić i zwrócić Waszą uwagę na ten temat.

Do tego tekstu planowałam zrobić zdjęcie choinki ułożonej z książek, na okładkach których znajduje się nazwisko tłumacza. Po przeszukaniu prawie całej swojej ściany książek znalazłam takich tytułów sześć. Sześć!! A książek pewnie mam z tysiąc. 

Na okładkach znajdują się przeróżne rzeczy. Nazwisko autora i tytuł to elementy podstawowe, poza nimi często możemy spotkać nazwiska ilustratorów, informacje o nagrodach i nominacjach, blurby, polecenia, informacje o wcześniejszych książkach autora, fragmenty tekstu, nazwiska osób, które napisały wprowadzenie czy przedmowę, informacje o tym, czy jest film albo serial na podstawie książki, cytaty, oczywiście nazwę wydawnictwa. Nazwisko tłumacza pojawia się bardzo, bardzo rzadko. Jako czytelnicy możemy więc czuć się nieco rozgrzeszeni, że nie zwracamy na nich uwagi – skoro same wydawnictwa nam tego nie ułatwiają. Czasami pojawiają się dyskusje na ten temat, przedstawiciele wydawnictw podkreślają, jak ważna jest praca tłumacza – ale nazwisk na okładkach wciąż nie ma (choć powoli można je spotkać coraz częściej).

Dyskusję o tym, czy praca tłumacza jest twórcza czy odtwórcza i czy tłumacz ma prawo być na tej okładce zostawiam na następną okazję. Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na to, jak czytamy książki i jak o nich piszemy. Czytam książki o wiele dłużej niż o nich piszę, więc perspektywa czytelnika jest mi bliższa. I z przykrością muszę stwierdzić, że nigdy nie zastanawiałam się nad tłumaczami, nie sprawdzałam, kto dany tekst tłumaczył, a jeśli w ogóle zwracałam na nich uwagę to wtedy, kiedy książkę źle mi się czytało i były błędy. To chyba dosyć często spotykane zachowanie wśród czytelników.

Książka z tłumaczem na okładce

Jako blogerka też przez długi czas tak działałam. Dopiero rozmowa z Natalią, kilka chwil poświęconych na zgłębienie i przemyślenie tematu oraz pewien wiersz, dały mi nową perspektywę. Na początku zrobiło mi się głupio, że byłam taką ignorantką, ale lepiej ogarnąć się później niż wcale, prawda? Kiedyś na Klubie Książki czytaliśmy jeden wiersz w różnych tłumaczeniach. Nie pamiętam, co to był za wiersz, ale jego różne wersje były jak objawienie – tak naprawdę ja poznaję interpretację tekstu. To, co przeczytam, zależy od tłumacza! Zresztą sami zobaczcie – poniżej macie kilka przykładowych tłumaczeń kultowego zdania Być albo nie być Szekspira. 

Stanisław Trembecki (1787): Więdnieć dłużej lub skończyć w okropne rozpaczy?

Józef Paszkowski (1862): Być albo nie być, to wielkie pytanie

Stanisław Wyspiański (1905): Być albo nie być! (wciąż z głową pochyloną, rękoma wskazuje próg; cisza) Tu się zatrzymuję

Jarosław Iwaszkiewicz (1954): Być czy też nie być? Oto jest pytanie!

Stanisław Barańczak (1990): Być albo nie być – oto jest pytanie.

Naprawdę warto uświadomić sobie, że tłumacz ma wielkie znaczenie. Ważne jest to zwłaszcza wtedy, kiedy o książkach piszemy. Niech podniesie rękę do góry osoba, która nigdy nie napisała, że podoba jej się styl autora. Ja też tak pisałam, pewnie do tej pory się zdarza. Ale co ja mogę wiedzieć o stylu autora, który pisze po francusku czy japońsku? Przecież nie mogę mieć o tym pojęcia – ja czytam polski przekład i jedyne co mogę ocenić, to styl tłumacza. Jako zwykły czytelnik nie jestem w stanie nawet sprawdzić rzetelności przekładu czy jego jakości. Angielski – i owszem, gdyby mi się chciało, mogłabym sprawdzać. Ale inne języki już nie wchodzą w grę, bo ich najzwyczajniej w świecie nie znam. Wszystko opiera się na zaufaniu – wierzę, że tłumacz przyłożył się do swojej pracy i ufam, że chciał przełożyć dany tekst najlepiej, jak umiał.

Często spotykam zdanie o stylu autora. Często też w tekście o książce jest wymieniona liczba stron, wydawnictwo, nawet ISBN, a nazwiska tłumacza nie ma. To już uważam za zaniedbanie, które zdecydowanie trzeba nadrabiać. Ja postanowiłam wymieniać nazwiska tłumaczy obok nazwiska autora na początku swoich tekstów. 

– Jeśli nie czytasz w oryginale, zawsze czytasz czyjś przekład

– Styl autora jest najczęściej stylem przetworzonym przez tłumacza, więc jeśli piszemy, że styl jakiegoś autora szalenie nam się podoba, warto uwzględnić wtedy tłumacza, bo to dzięki niemu nam się podoba

– Pamiętaj w swoich recenzjach o tłumaczach – popisuj ich nazwiskiem cytaty z książek, wymieniaj ich w informacjach o książce

– Tłumacze i tłumaczki są ważni, bo dzięki nim mamy dostęp do książek, których sami nigdy byśmy nie przeczytali i za to należy im się chociaż miejsce w naszych tekstach o książkach. Tyle możemy zrobić!

Dobry tłumacz może obronić taki sobie tekst i odwrotnie – zły tłumacz może zepsuć całkiem dobry tekst. Chociażby już po tym widzimy, jakie to ma znaczenie. I choć częściej spotykamy się z tą drugą sytuacją (bo łatwiej poznać źle napisany po polsku tekst niż docenić doskonałe tłumaczenie z języka, którego nie znamy) to czasami zdarza się ta pierwsza. Nie wiem, czy można do nich zaliczyć moją przygodę z Carterem, ale faktem jest, że dopóki czytałam polskie przekłady Mikołaja Kluzy i Katarzyny Procner-Chlebowskiej byłam nim zachwycona. Dwie ostatnie części przeczytałam po angielsku i muszę przyznać, że byłam rozczarowana. Czy to autor stracił swoją dobrą passę w pisaniu? A może to tłumacze nadali jego książkom to coś, co spowodowało, że mnie zachwyciły?

Przemyślcie tę kwestię i następnym razem, jak będziecie czytać jakieś tłumaczenie, pamiętajcie o jego autorze.