Czasami do książki przyciąga mnie nie jej treść, a ilustracje. Później w większości przypadków okazje się, że i treść jest zacna, ale faktem jest, że najpierw zwróciłam uwagę na ilustracje. Tak jest ze wszystkimi książkami, które ilustruje Emilia Dziubak. Od kiedy ją odkryłam, pałam do niej wielką miłością – to, co wychodzi spod jej ręki szalenie mi się podoba! Zresztą sprawdźcie sami – jestem pewna, że też się zakochacie! Warto zajrzeć na stronę ilustratorki, a na blogu znajdziecie rozmowę z Emilią Dziubak.
Horror to najnowsza książka zilustrowana przez Emilię Dziubak. Znalazłaby się w najlepszych książkach 2018 roku, gdybym zdążyła ją przeczytać. Nadrobiłam za to w pierwszych dniach 2019 roku – i cóż, z pewnością to będzie jedna z moich ulubionych książek. Przede wszystkim jest pięknie wydana! Duży format, albumowy, śliski papier, ilustracje na całe strony, piękne obramowania tekstu…Pod każdym względem ta książka to perełka, dopieszczona przez ilustratorkę i wydawców. Można ją oglądać w nieskończoność, mimo że ma jedynie niecałe 100 stron.
Ale to wyjątkowa pozycja z jeszcze jednego powodu. Mimo że jest dla dzieci, co bardziej wrażliwi rodzice pewnie będą się opierać, by ją dziecku przeczytać. Znajdą się pewnie też tacy, którzy się oburzą. Horror to dwadzieścia różnych historii o warzywach i owocach, napisanych przez Madlenę Szeligę. Brzmi niegroźnie? I w sumie takie jest, tyle tylko, że w tych historiach warzywa i owoce mają uczucia, a człowiek jest przedstawiony jako bezlitosny morderca…
Sam pomysł nie jest nowy (wystarczy obejrzeć pierwszą lepszą bajkę), za to forma podania jest niezwykle smaczna (!). W swojej konstrukcji wszystkie opowieści są do siebie podobne – warzywo czy owoc żyje sobie szczęśliwe aż do momentu pojawienia się człowieka. Ten potwór zrywa warzywo czy owoc, zabiera je od rodziny, w jakieś nieznane miejsce. A potem następuje seria tortur – cięcie, krojenie, rozczłonkowanie, utopienie, ugotowanie żywcem i wiele, wiele innych. I choć niektóre warzywa czy owoce potrafią się zemścić na swoim oprawcy, większość ginie szybko i w ciszy.
Warstwa emocjonalna natomiast to już całkiem inna historia. Bardzo mi się podoba przewrotność tych opowieści – w końcu zmuszają nas do spojrzenia na naszą rzeczywistość w zupełnie inny sposób i zadania sobie pytania a co jeśli? Do tego temat, wydawałoby się trudny, bo przecież śmierć, zabijanie, tortury. Książka robi duże wrażenie na dorosłym czytelniku, ale mam wrażenie, że taki czytelnik będzie się doszukiwał drugiego dna. Być może słusznie, bo przecież wiemy, że rośliny uczuć nie mają, ale gdyby zamienić je na zwierzęta, a całą resztę historii zostawić – cóż, to już zmienia postać rzeczy, prawda? Dla dzieci (oczywiście nie tych najmłodszych!) lektura tej książki będzie świetną rozrywką, próbą spojrzenia na rzeczy znane w inny sposób. To może być też doskonała okazja do rozmów o człowieku, o świecie, o sposobach odżywiania, o relacjach między człowiekiem a światem roślin czy zwierząt. No i przecież wszyscy lubimy się trochę bać, czyż nie?
Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie fragment piosenki Disgustipated: And the angel of the lord came unto me, snatching me up from my place of slumber. And took me on high, and higher still until we moved to the spaces betwixt the air itself. And he brought me into a vast farmlands of our own midwest. And as we descended, cries of impending doom rose from the soil. One thousand, nay a million voices full of fear. And terror possesed me then. And I begged, “Angel of the Lord, what are these tortured screams?” And the angel said unto me, “These are the cries of the carrots, the cries of the carrots! You see, Reverend Maynard, tomorrow is harvest day and to them it is the holocaust. Płacz marchewek zapamiętałam sobie już na zawsze. Tak samo będzie z historiami Madleny Szeligi. Jestem pod olbrzymim wrażeniem książki – zaczynając od odwagi, by właśnie takie historie opowiedzieć, przez sposób ich opowiedzenia, aż po oprawę graficzną Emilii Dziubak. To skończone dzieło, w którym tak samo ważna jak treść jest forma fizyczna. Warto mieć na półce!
♦





Jestem wielką fanką Emilii Dziubak 🙂 Zdecydowanie ta książka jest na mojej liście w tym roku 🙂 Tak kocham jej ilustracje ! 🙂 I wcale nie jestem za stara na czytanie książek dla dzieci 🙂
No oczywiście, że nie jesteś! Nigdy się nie jest za starym na książki dla dzieci!
Kiedyś namiętnie oglądałam horrory i czytałam też książki by się trochę nakręcić i pobać. dziś już odeszlam od tej tematyki i nawet takie warzywa mogłyby mnie przerazic 😉 asia
Fakt, zostają w głowie na długo 😀