Kiedy słyszymy słowo podróżować przychodzą nam na myśl długie wyprawy, najczęściej w jakieś egzotyczne kraje. Taka wycieczka zmotywowała mnie do napisania tego tekstu. Ale złapałam się na tym, że przecież to nie jest tak do końca! Tekst o czytaniu w podróży nie może być tylko o czytaniu podczas wypraw życia. To także czytanie podczas przemieszczania się po Polsce, podczas powrotów do domu, na krótkich wypadach. W zasadzie chętnie podciągnęłabym pod hasło czytanie w podróży wszelkie czytanie w środkach jakiejkolwiek komunikacji. Choć definicja podróżowania mówi o przemieszczaniu się w miejsce odległe i tak ją powszechnie rozumiemy, pozwolę sobie jednak napisać kilka słów o tym podróżowaniu na krótsze dystanse. Pierwszy rodzaj podróży uniemożliwia mi czytanie. Ten drugi wręcz je napędza. Z czego wynika różnica?
Czy czytać?
Od zawsze miałam problem z czytaniem w podróży. Czasami sobie myślę, że wynika to ze zbyt dużej ilości książek czytanych na co dzień. Bo moje życie to książki – czytam zawsze i wszędzie. Czasami mam momenty odpoczynku, kiedy wychodzi jakaś nowa gra albo wciągnę się w jakiś serial. Ale zazwyczaj stałym elementem mojego dnia są książki (pomaga to, że pracuję w bibliotece). Dużo światów, miejsc i ludzi poznałam dzięki książkom. Miejsc, których na własne oczy nie zobaczę, ludzi, których nie spotkam, rzeczy, których nie zrobię. Książki to potęga, ale jednocześnie pułapka, bo bardzo łatwo uciec w nie i zapomnieć o prawdziwym życiu. To temat na dłuższą dyskusję, więc na razie to zostawiam, ale to właśnie z tego wynika moje nieczytanie na wyjazdach. Bo wtedy nie chcę poznawać świata przez książkę, chcę go poznawać na własnej skórze, własnymi oczami oglądać i doświadczać wszystkiego jak najpełniej. Nie umiem się skupić na innym świecie opisywanym w książce, tracę zainteresowanie czymś innym, niż miejscem w którym jestem – bo wiem, że jestem w nim tylko przez chwilę. Książkę mogę przeczytać w każdym momencie – doświadczyć czegoś w danym miejscu mogę tylko tu i teraz. To działa zawsze jak jestem w jakimś miejscu po raz pierwszy.
Inaczej zupełnie ma się sprawa z przemieszczaniem się w miejscach mi już znanych. Generalnie lubię te stany bezczynności, kiedy można po prostu jechać przed siebie i patrzeć się w okno. Ale kiedy poruszam się po Polsce, zwłaszcza na trasach, które pokonuję często, wiem, że za oknem nic mnie nie zaskoczy. Znam tę przestrzeń, więc spokojnie mogę czytać, bez obawy, że coś mnie ominie. Tym sposobem lokalne podróże są najlepszym przyjacielem czytelnika – ileż książek ja dzięki nim nadrobiłam!
Jak czytać?
Cóż, dzisiaj sprawa jest prosta. Bez czytnika i Legimi w podróż się nie ruszam. Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy człowiek nie potrafił się zapakować w walizkę, bo książki się nie mieściły? I te trudne decyzje, co wziąć ze sobą do czytania? Dzisiaj mam ten problem jedynie wtedy, kiedy jadę gdzieś i wiem, że będzie okazja do zdjęć. Wtedy biorę w papierze te książki, które chcę sfotografować, a te do czytania jadą ze mną na Inkbooku. O zaletach czytania na czytniku w podróży można pisać bardzo dużo. Możliwość pomieszczenia nieskończonej (no dobra, tak naprawdę skończonej, ale czy ktoś kiedyś dotarł do tej granicy?) ilości książek na lekkim i zajmującym mało miejsca przedmiocie to wspaniała możliwość. Pewność, że książki do czytania nigdy się nie skończą!
Dla mnie dodatkowym plusem jest forma. Nie jestem zbyt radykalna jeśli chodzi o podejście do książki. Stare potrafię zalać kawą i powyrywać z nich kartki, nowe szanuję, ale zdarza mi się je zabrudzić, poplamić i zagiąć strony. Książka to przedmiot, którego zdecydowanie nie należy stawiać na piedestale. Ale w podróży, kiedy warunki do czytania są bardzo różne, kiedy książka przez dużą część czasu tkwi w plecaku obok innych, często bardzo dziwnych przedmiotów (nie polecam wkładania książek razem z bananami lub rzodkiewką), kiedy ściągamy plecak i zakładamy go ponownie niejeden raz, kiedy cały dzień jesteśmy w ruchu – z książką mogą stać się różne, nieprzyjemne rzeczy. Mój Bruce Chatwin zakupiony w Australii przyjechał w jednym kawałku, ale po okładce widać ślady upałów i plecaka. Czytnik w takich przypadkach jest niezastąpiony. Odpowiednie ubranko i właściwa kieszeń w plecaku załatwia praktycznie sprawę.
Nie tylko ilość dostępnych książek jest dużym plusem czytnika. Czytnik sprawia, że bardziej istotna staje się treść książki, niż jej forma. Możemy czytać najgrubsze książki, jakie nam tylko przyjdą do głowy. Bo do walizki może byśmy jeszcze je zmieścili, gdyby nam bardzo zależało, ale czytanie ich w trasie pewnie nie należałoby do zbyt przyjemnych. Uwielbiam tę swobodę jaką daje czytnik – nieważne, czy lecę samolotem, jadę pociągiem, płynę łódką czy wędruję, czy mam duży bagaż czy mały (a tak naprawdę czasami do czytnika wystarczy duża kieszeń), zawsze mam go przy sobie. Do tego jeszcze rzecz, którą chyba doceniam najbardziej – podświetlenie. Możliwość czytania wtedy, kiedy jest ciemno jest kosmiczna i jeśli choć raz ktoś z niej skorzysta, już nigdy z tego nie zrezygnuje!
Ja przez jakiś czas obywałam się bez czytnika po śmierci mojego Kindla. Dzięki współpracy z Inkbook mam do dyspozycji czytnik Explore i już zastanawiam się, jak ja do tej pory bez niego funkcjonowałam. Bardzo się cieszę, że miałam okazję sprawdzić go na moim wyjeździe do Australii. Był ze mną cały czas w plecaku (i to bez ubranka!). Czytałam na lotnisku, czytałam podczas 13-godzinnego lotu, potem drugiego 8-godzinnego. I podczas kilku przelotów wewnętrznych. Dzięki podświetleniu bez problemu czytałam, kiedy było ciemno – w samolotach, autobusie czy w pokoju, kiedy inni już spali. Nie było to tak intensywne czytanie, jak w domu, ale Australia mocno rozpraszała moją uwagę. Explorer wytrzymał cały wyjazd bez ładowania, ściągnięte wcześniej książki na Legimi śmigały, a i wi-fi też łapał ładnie. Wiem, że to będzie mój stały towarzysz podróży, tylko muszę mu zakupić ochronne etui .
Co czytać?
Jeśli jesteście typem osoby, która zabiera na wyjazd czytnik, z pewnością nie będziecie mieć problemu pod tytułem co czytać? Nasza uwaga podczas podróży jest rozproszona, więc warto postawić na lekkie i przyjemne powieści, które zaspokoją głód czytania, ale nie będą wiele wymagały. Takie podróżnicze comfort reading. Można też pomyśleć o książkach, których do tej pory nie przeczytaliśmy, bo nigdy nie mamy na nie czasu. Wyjazd i odcięcie się od naszego codziennego życia i obowiązków może być doskonałą okazją, by to nadrobić.
Ale ja ze swojej strony chciałam Was bardzo gorąco namówić do czytania dwóch typów książek. Pierwszy z nich to książki o miejscach, w których jesteście. To niesamowite uczucie czytać słowa kogoś, kto był w tym miejscu, w którym Wy jesteście dzisiaj. Ścieżki śpiewu Chatwina rozpoczynają się od zdania In Alice Springs – a grid of scorching streets where men in long white socks were forever getting in and out of Land Cruisers – I met a Russian who was mapping the sacred sites of the Aboriginals i przeczytałam je będąc w Alice Springs. Na wyjazd do Czarnobyla zabrałam Swietłanę Aleksijewicz Czarnobylską modlitwę, a w Irlandii kupiłam irlandzkie baśnie i to je podczytywałam. Reportaże pod tym względem są najlepsze – pozwalają zobaczyć dane miejsce czyimiś oczami, dzięki czemu my sami widzimy więcej. Do tego dorzuciłabym jeszcze książki historyczne, geograficzne i podróżnicze o danym miejscu. Z nich też wiele można się dowiedzieć i nauczyć, od konkretnych porad, gdzie pójść i co zobaczyć, po świadomość historyczną, zrozumienie mentalności ludzi czy dostrzeżenie procesów, jakie zachodzą w kraju. Jeśli przyjedziemy gdzieś bez zaplecza składającego się z naszej wiedzy, możemy bardzo wiele stracić. Na Inkbooku działa nie tylko Legimi, ale również aplikacja Amazon Kindle, co mnie osobiście bardzo cieszy! Kiedy miałam wcześniej Kindla, odkryłam, że na stronie Amazona można pobrać wiele darmowych ebooków. Pobierałam je na potęgę, zwłaszcza, że znalazłam wiele dotyczących historii Australii. Możliwość ich czytania/przeglądania podczas podróży po Australii – bezcenna!
Poza tym świetnym pomysłem może być również czytanie tematyczne – ja to zostawiam na kolejną wyprawę do Australii. Można czytać na przykład tylko książki, które dzieją się w konkretnym miejscu, można czytać tylko autorów konkretnego pochodzenia, można zrobić sobie listę klasyków literatury z danego kraju i próbować zapoznać się ze wszystkimi. Można też w drugą stronę – podróżować śladami książek, ale to chyba już temat na osobny wpis.
Bardzo jestem ciekawa, jak i co Wy czytacie w podróży? Czy podróże Was inspirują do lektur albo lektury do podróży? Łączycie te dwie aktywności ze sobą? Może macie jakieś swoje historie o wyjątkowych miejscach i związanych z nimi książkach? No i najważniejsze pytanie – jeździcie z papierowymi książkami czy czytnikami?
♦
Na koniec niespodzianka!
kod: tlustyrabat
Kupując inkBOOK Lumos a kolejno etui YOGA, wpisz kod w koszyku, a otrzymasz 60 zł zniżki na zakupy i nieograniczony dostęp do biblioteki LEGIMI.Akcja trwa do 28.02.2019 roku.
♦
Wpis powstał we współpracy z






dzień dobry 🙂 na dzień dzisiejszy nie toleruję i nie lubię innej formy książki i czytania jak prawdziwa oryginalna forma książki, papier, okładka- namacalnie znana i ukochana forma. Może kiedyś zmienię zdanie- dziś nie wchodzi to w grę. Książka to książka to nie tylko słowa to cała ta oprawa. wszystko inne nie jest dla mnie książką jest klonem podróbką żeby nie napisać że wytworem… nie wiem czym są inne formy, ale nie są to książki. męczy mnie czytanie z czytników, smartfonów itp A jeśli coś mnie męczy gdy czytam to nie jest to książka i nie potrzebuje się męczyć. jeśli nie mam gdzie zapakować książek na podróż nie biorę ich , podróż wynagrodzi mi brak czytania w sposób wyjatkowy. zawsze znajdzie sie natomiast miejsce na upchanie jednej ksiażki. tematyka jaką wybieram jest płynna i zależy od wielu czynników. Nigdy nie mów nigdy… może kiedyś zmienię zdanie dziś mówię Nie 😉 miłego dnia pozdrawiam asia
Bardzo jestem ciekawa, czy kiedyś Ci się to zmieni 🙂
Tęsknię za czytnikiem sttasznie, ale cóż, obecnie zostaje mi iść do biblioteko i poszukać na półce najcieńszej książki. Moim chwytem na podróże jest też branie ze sobą książek i czasopism i zostawianie ich u celu podróży – gdy jadę w góry czytam tylko w pociągu i zostawiam książkę na pierwszym noclegu. Schroniska mają swoje własne kolekcje książek i na kolejnych noclegach jest zawsze co poczytać, więc nie ma problemu. Czasami zostawiam książki u znajomych. I też się już nauczyłam, żeby brać książki lekkie do pociągu – zawsze jest hałas, niewygody, nie warto marnować dobrych książek na takie warunki. I najlepiej coś podróżniczego, moze coś z dzieciństwa, to daje klimacik 😀
O, to bardzo świetny pomysł jest! Ja gazet już ostatnio w ogóle nie czytam, ale podoba mi się posiadanie w domu takiej “podróżnej” półki – książek, które są do czytania w podróży i które zostają w docelowych miejscach. Chyba się zainspiruję <3
Moje rozkminy nad pakowaniem walizek na wakacje zawsze opierały się na tym samym problemie: dlaczego ciuchy zajmują tak dużo miejsca???????? no czemu?? aż w końcu dostałam czytnik, po dwóch latach zmieniłam na drugi, i tak sobie już żyjemy dobrych pięć lat. teraz nie wyobrażam sobie podróży pociągiem, czy czasem samochodem.
Zgadzam się w zupełności w kwestii czytania w podróży i tej odległej, i tej codziennej. Kiedy jadę w jakieś miejsce, w którym będę po raz pierwszy to również chcę chłonąć wszystko, co za oknem, a nie zatapiać nos w książce. Pamiętam, że nawet jazda autostradą przez egipską pustynię wydawała mi się fascynująca, że wolałam przez wiele godzin patrzeć przez okno niż czytać 🙂 Nie korzystam z komunikacji miejskiej, więc nie czytam w drodze do i z pracy, ale gdybym jeździła tramwajem czy autobusem na pewno czytałabym w tym czasie 🙂
Już pisałam o swoim podejściu do czytników, ale może kiedyś coś zaskoczy i wreszcie się przekonam 🙂