Czy może być mniej odpowiednia lektura na czas podróży po Australii? Pewnie nie, ale ta książka jest tak fascynująca, że z przyjemnością przeczytałam ją po raz drugi. Jestem dumna z tego, że mogę patronować takim książkom, które są ważne, wartościowe i bardzo przystępnie napisane (na Instagramie możecie zdobyć egzemplarz dla siebie). Mówi się dzisiaj bardzo dużo o ociepleniu klimatu, o tym, jak niszczymy naszą planetę, o ograniczeniu plastiku. Nawet osoby, które do tej pory nie miały zielonego pojęcia na ten temat, dzisiaj już wiedzą, żeby nie brać torebek foliowych ze sklepów. Świadomość społeczeństwa w ostatnich latach bardzo wzrosła, choć to tylko kropla w morzu. Ale jest nadzieja! Tę nadzieję podtrzymują również takie publikacje, pisane przez naukowców i dziennikarzy naukowych. Książki, które opowiadają o ważnych rzeczach, o procesach zachodzących na naszej planecie, ich przyczynach, a co ważniejsze – o ich skutkach. Chyba nie muszę pisać, jak ważne jest to, żeby mieć ich świadomość?
Nieznane życie lodowców. Jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety to książka, którą czyta się jednym tchem. Bjørn Vassnes wie, jak napisać tekst, by przykuć uwagę. Narrację rozpoczyna od osobistej historii, by potem przeplatać ją z naukowymi faktami. A czy można nie wierzyć autorowi, który wychował się wśród lodu i o nim właśnie pisze? To również sprawia, że lód staje się czymś więcej niż tylko zamarzniętą wodą – od razu uświadamiamy sobie jego znaczenia, a nasza wiedza (i znaczenie lodu) rośnie z każdym kolejnym rozdziałem.
Zapewne większość z nas nigdy się nie zastanawiała nad znaczeniem lodowców. Nawet jeśli wiemy, że Antarktyda się topi, i jeśli wiemy, że to niedobrze, często nie jesteśmy wskazać i nazwać konkretnych przyczyn i skutków. Bo kto spodziewa się, że od lodowców zależy to, co dzisiaj je na obiad? Vassnes robi to za nas – punktuje, nazywa, tworzy łańcuchy przyczynowo-skutkowe. Po lekturze tej książki będziemy wiedzieli, że zmniejszenie ilości śniegu gdzieś na drugim końcu świata powinno być tak samo istotne dla nas, jak problemy, które dotykają nas bezpośrednio. Dowiemy się, jak topnienie śniegu wpływa na ludzi, których częścią tożsamości jest mróz? W ogóle uświadomimy sobie, że są tacy ludzie. Poznamy podstawy nauki o lodowcach, dowiemy się, że lodowce można hodować, jakie są współcześnie trendy w nauce i że istnieje coś takiego jak albedo, czyli efekt białości. Przy okazji lodowców liźniemy nieco wiedzy o północnych regionach, o reniferach i kulturze Saamów. Odkryjemy, że picie mleka migdałowego wcale nie pomaga środowisku, bo wyprodukowanie jednego litra mleka wymaga zużycia 60 tysięcy litrów wody. Ale najważniejszym wnioskiem, jaki podsunie nam autor książki jest to, że rolnictwo powstało pośrednio przez zmiany klimatu i wydarzenia w kriosferze. Właściwie cała ludzka cywilizacja powstała z powodu zmian w kriosferze. Jego argumenty są bardzo logiczne i trudno im się oprzeć. Kiedy czytamy o tym, że owszem klimat wpływa na zwierzęta, ale zwierzęta również wpływają na klimat – jakaś szufladka otwiera się nam w głowie, kropki się ze sobą łączą i nagle widzimy całościowy obraz planety.
Ta książka tworzy perspektywę i zmienia spojrzenie. Już dawno po żadnej książce nie miałam tak głębokiego przeświadczenia, że powinnością każdego człowieka jest patrzenie szerzej, a nie tylko na czubek własnego nosa. Dbać o swój dom – ale nie tylko ten fizyczny czy lokalny. Ostatecznie to cała planeta jest naszym domem, a zbyt często o tym zapominamy. Tu naprawdę wszystko jest ze sobą połączone i jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało – skutki naszych dzisiejszych decyzji będą odczuwać kolejne pokolenia.
Ale autor aż tak bardzo nie krzyczy na ludzkość. Wskazuje błędy i zaniedbania, pokazuje, co można zrobić, żeby było lepiej, ale też podkreśla moc natury. Tak, jesteśmy w stanie ją zniszczyć, ale ona już niejeden raz nas zaskoczyła i może to zrobić ponownie. Zaczęłam się też zastanawiać nad swoją chęcią pojechania na Antarktydę. Z jednej strony tak jak Mikołaj Golachowski mówił, turyści są przeszkoleni, nauczeni i pilnowani, żeby nie zrobić czegoś, czego nie powinni. Z drugiej jednak – ilość turystów wszędzie się zwiększa i dla wielu miejsc zaczyna to stanowić duży problem. Nie chciałabym, że tak stało się również z Antarktydą – a jedyną rzeczą, którą ja mogę zrobić, jest nie pojechanie tam. I co teraz?
♦



Jeśli chodzi o świadomość ludzi to chyba nie jestem taką optymistką. Nie zliczę ile razy widziałam w sklepie jak ludzie pakują do foliówek np. banany, albo granaty albo inne warzywa czy owoce, które z powodzeniem mogą leżeć luzem w koszyku albo trafić do materiałowej torby. Słyszałam też różne opinie w stylu: “phi, a jakie tam globalne ocieplenie jak u nas jest tak zimno”. Żeby nie było, ja też nie mam całościowego obrazu na sytuację i nie potrafię wskazać, w jakim stopniu topnienie lodowców wpłynie na moje życie. Dlatego chętnie sięgnę po tę publikację 🙂
Wiem, też mam ochotę krzyczeć na ludzi w sklepach. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że dzisiaj i tak jest lepiej – ten trend dojdzie też do Polski w końcu mam nadzieję 🙂 A mogliśmy być pionierami dbania o naszą planetę z pakowaniem wszystko w szary papier i z siatkami wielokrotnego użytku 🙂
Obyś miała rację, a mój pesymizm nie był uzasadniony 🙂 Racja, wtedy byliśmy super ekologiczni, przynajmniej pod tym jednym względem 😛
dzięki za opis tej książki. nastąpiło ocieplenie klimatu widoczne już w naszej Polsce. Coraz mniej śniegu zimą to jeden z objawów o czym pisałam też u siebie na blogu. dzieje się źle, pory roku zaczynają się zacierać A ich odrębność i wyrazistość ktora byla jeszcze widoczna kilka lat temu -blednie… uwielbiam śnieg… w Australii miałabym problem 😉 asia
W Australii też jest śnieg! Musiałabyś zamieszkać w odpowiedniej części 😀
Dokładnie taka jest 🙂 Też uwielbiam takie książki!
[…] http://bardziejlubieksiazki.pl/ksiazki/literatura-popularnonaukowa/nieznane-zycie-lodowcow/ […]