Celem tej książki jest edukacja. Plus pewna dawka kosmicznego oświecenia.
Tłumacz Jacek Bieroń
Może wpisy o książkach nie mają jakiś szałowych zasięgów i milionowych wyświetleń, ale kiedy dopytujecie się, kiedy pojawi się recenzja konkretnej książki, to wiem, że trzeba pisać! Zwłaszcza kiedy pytacie, czy wszystko w porządku, bo do tej pory nie napisałam o książce Neila deGrasse Tysona! Zatem szybko melduję, że tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku, a opóźnienie wynika z tego, że to nie jest taka lekka i przyjemna książka, do jakich Neil nas przyzwyczaił. Ale po kolei.
Witamy we Wszechświecie. Podróż astrofizyczna to książka popularnonaukowa, przedstawiająca Wszechświat oczami astrofizyków. Autorów jest trzech – Neila deGrasse Tysona nie muszę Wam już chyba przedstawiać, Michael A. Strauss i J. Richard Gott są astrofizykami na uniwersytecie Princeton. W świecie astrofizyków są znani, ja jako zwykły człowiek wcześniej o nich nie słyszałam. Ale to nic dziwnego – ja kocham fizykę, ale tylko w popularnonaukowym wydaniu. Szkoła skutecznie mnie zniechęciła do fizyki jako takiej. A przecież tutaj chodzi o astrofizykę – coś jeszcze większego i trudniejszego od samej fizyki. Dla mnie wszyscy astrofizycy są superbohaterami i z podziwem patrzę na ich pracę, mimo że zazwyczaj nic nie rozumiem. Tym bardziej zachwycam się takimi astrofizykami, którzy potrafią wyjaśnić te szalenie trudne zagadnienia w sposób przystępny i jasny, tak, że mam chociaż mniej więcej jakieś pojęcie, o co w tym wszystkim chodzi.
Witamy we Wszechświecie nie jest książką łatwą, lekką, zabawną, taką, którą można przeczytać jednym okiem przed snem. Nie zachwyca na pierwszy rzut oka, nie uwodzi czytelnika, ale też nie obiecuje niczego, czym nie jest. Jako czytelnicy jesteśmy już trochę przyzwyczajeni do tego, że książki popularnonaukowe są łatwe, przyjemne i zabawne. Bo w taki sposób najłatwiej przedstawić naukę w wydaniu popularnym. Nie zawsze jednak tak musi być i dobrze o tym wiedzieć i być przygotowanym. Kiedy trafimy na taką książkę jak Witamy we Wszechświecie, możemy w pierwszym odruchu poczuć rozczarowanie, a to z kolei może spowodować, że ją odłożymy i już nigdy do niej nie wrócimy. A tego chciałabym uniknąć. Bo to książka, którą zdecydowanie warto mieć w domu, po którą warto sięgać, czytać, uczyć się z niej. To książka na dłuższe czytanie – jest wymagająca, więc nie da się jej przeczytać w jeden wieczór, nawet w dwa czy w tydzień. Są w niej fragmenty, które połyka się szybko, są takie, które spowalniają czytanie i mogą sprawiać trudność. Najlepiej czyta się ją powoli, jeden rozdział na dzień, żeby móc na spokojnie przyswoić wszystkie informacje w nich zawarte. Jej trudność sprawia, że w moich oczach staje się jeszcze bardziej fascynująca. Bo wiecie, czuć wtedy, że naprawdę mam dostęp do wiedzy astrofizyków, że nie jest to żadna ściema, że nikt nie traktuje mnie protekcjonalnie. Podczas lektury miałam wrażenie, jakbym była na ich wykładach, czułam się mądrzejsza, niż w rzeczywistości jestem. A to bardzo fajne uczucie!
Treść podzielona jest na trzy główne części – pierwsza, napisana głównie przez Neila dotyczy gwiazd, planet i życia, drugą o galaktykach napisał Strauss, a trzecią o Einsteinie Gott. Każda z nich ma po kilka rozdziałów – w nich poznajemy historię Wszechświata, konkretne zagadnienia astrofizyki, ale również teraźniejszość nauk astrofizycznych. Dowiemy się z niej kosmicznie ciekawych rzeczy np. tego, że kiedy kończysz 31 lat 7 miesięcy 9 godzin 4 minuty i 20 sekund mija twoja miliardów sekunda. O liczbie która nie ma jeszcze nazwy, dlaczego koniec kosmosu nie będzie wybuchem a piskiem, za jaki czas Ziemia wyparuje i kiedy ustanowiono znaki zodiaku. Poznamy też naukowe fakty – historię astronomii, jak gwiazdy emitują promieniowanie i energię, dlaczego Pluton nie jest planetą, jak wygląda poszukiwanie życia we wszechświecie, czym są galaktyki, jak wyglądał świat po wielkim wybuchu, o czym jest tak naprawdę szczególną teoria względności, o co chodzi z czarnymi dziurami, czy podróże w czasie są możliwe i jaki kształt ma Wszechświat. A to tylko część spraw poruszonych w tej książce!
Jak ja się cieszę, że takie książki są teraz popularne! Wprawdzie to nie jest książka, od której powinniście zaczynać swoją przygodę z literaturą popularnonaukową, ale jeśli ten gatunek nie jest już wam obcy – czytajcie śmiało. W żadnym wypadku nie jest to też podręcznik do fizyki, który miałby kompletnie wyjaśnić Wszechświat czy wszystkie teorie, jakie w chwili obecnej istnieją. Ale jako książka, która uzupełni wiedzę i rozwinie horyzonty sprawdzi się doskonale. Znowu dzięki niej zrozumiałam ciut więcej, a takie książki zawsze i wszędzie będę polecać.
♦


