Zanim zacznę #kosmicznylipiec i zasypię Was popularnonaukowymi książkami, opowiem o pewnej powieści. John Grisham jest dość zaskakującym gościem u mnie na blogu, zwłaszcza, że słynie z thrillerów prawniczych i kryminałów. Tych pierwszych w ogóle nie czytam, kryminały owszem, ale akurat Grishama chyba nic nie znam. Ale ja się nie przywiązuje za bardzo ani do gatunku, ani do autora – jeśli jest temat, który mi się podoba, czytam bez względu na wszystko. A w tej książce Grisham idealnie trafił – Wyspa Camino to książka o książkach, co więcej, o rzadkich książkach, cennych rękopisach, świecie bibliofilskim na najwyższym poziomie, o którym przeciętny czytelnik może jedynie pomarzyć. A książki o książkach to kategoria, której nie odpuszczam – przy okazji przypomnę Wam dwa wpisy. Jeden z nich przedstawia książki o książkach. Nie są to powieści, ale warto się z nimi zapoznać. Drugi jest inspiracją da wydawców – książki o książkach po angielsku, które czekają na polskie wydania. Wierzę, że kiedyś doczekam się wszystkich – a nadzieję mieć mogę, bo już jedna z nich jest po polsku. Opowiem o niej w następnym wpisie!
Nigdy nie miałam zapędów bibliofilskich. Być może dlatego, że zawsze zdawałam sobie sprawę z tego, że to zabawa dla ludzi bogatych, a może dlatego, że w zdecydowanej większości wystarczy mi czytanie, a nie posiadanie. Ale muszę przyznać, że z fascynacją i podziwem patrzę na kolekcjonerów, bibliofilów, którzy tworzą swoje biblioteki bardzo uważnie, wyszukują rzadkie książki, pierwsze wydania, polują na nie i walczą z innymi kolekcjonerami. To fascynujący świat, o którym tak naprawdę wiemy bardzo niewiele. Chętnie przeczytałabym jakąś książkę non fiction na ten temat! Na razie pozostają powieści, a John Grisham zrobił świetną robotę! Korzystając z tego, że w Virtualo jest wersja audio, zgrałam na telefon i chodziłam wszędzie słuchając fascynującej historii o rękopisach Fitzgeralda.
Są przechowywane w bibliotece uniwersytetu Princeton z wszelkimi zabezpieczeniami, ale grupie złodziei udaje się je wydostać. Nasza główna bohaterka zostaje zwerbowana, by sprawdzić, czy osoba podejrzana o ich posiadanie, rzeczywiście je ma. A podejrzany jest Bruce Cable, właściciel kultowej księgarni na wyspie. To w tym miejscu toczy się literackie życie wyspy, autorzy chętnie przyjeżdżają, bo Bruce umie odpowiednio wszystko zorganizować, a przede wszystkim dlatego, że szczerze kocha pisarzy (zwłaszcza pisarki) i czerpie ogromną radość z możliwości ich poznawania i pomagania. Bruce jest również kolekcjonerem pierwszych wydań, a sposób w jaki o nich opowiada powoduje, że czytelnik ma ochotę od razu iść i kupić jakieś pierwsze wydanie i rozpocząć swoją własną kolekcję.
Książka czytana jest przez Rocha Siemianowskiego, słucha się go wyjątkowo przyjemnie. Historia wciąga, ale myślę, że dużo większą przyjemność będą czerpać z niej wielbiciele książek niż fani np. literatury sensacyjnej. Bo sensacji jest tutaj tak umiarkowanie, natomiast świata książkowego mnóstwo! Grisham porusza wiele problemów i zagadnień związanych z literackim życiem w pełnej rozpiętości – od wartości rękopisów i ich znaczenia, przez spotkania autorskie, życie pisarzy i ich spojrzenie na świat, aż do rozważań co tak naprawdę najbardziej się sprzedaje i co warto pisać. Nie wspominając o świecie rzadkich książek i rękopisów i ich kolekcjonerów. To fascynujący świat, w którym książki zdecydowanie nie są tylko przedmiotami.
Wyspa Camino to nie jest książka, która zmieni Wasze życie (no, chyba że naprawdę staniecie się po niej poszukiwaczami rzadkich wydań). Jest lekka, przyjemna, idealna na momenty w życiu, kiedy chcemy odpocząć czy zrelaksować się. Dodatkową wartością jest możliwość zajrzenia w świat pisarzy od tej drugiej strony. I posiada też cechę, którą cenię najbardziej jeśli chodzi o powieści – zachęca i inspiruje do sięgnięcia dalej, w tym przypadku przedstawia czytelnikowi Fitzgeralda i opowiada o jego rękopisach, które naprawdę są przechowywane w Princeton. Gdyby nie ta powieść, pewnie bym się tego nie dowiedziała, a już na pewno bym nie zajrzała na ich stronę, by je zobaczyć. Może ktoś po Grishamie poczuje motywację, by sięgnąć po Wielkiego Gatsby’ego? Kto wie?
♦
Zachęcam Was do zajrzenia na stronę biblioteki Uniwersytetu Princeton i obejrzenia rękopisów Fitzgeralda
♦


