Igor Štiks || Tłumaczenie Dorota Jovanka Ćirlić
Jeżeli śledzicie już od jakiegoś czasu to, co czytam, wiecie, że możecie się po mnie spodziewać bardzo różnych rzeczy. Unikam zamknięcia się tylko w jednej szufladzie czytelniczej – to by było tak bardzo nudne! I jestem wdzięczna ludziom z wydawnictw za podsuwanie mi pewnych tropów, tytułów, pomysłów. Ja zazwyczaj wiem, na co mam ochotę, co powinno mi się spodobać, a co raczej nie, ale zdarza się, że entuzjazm osoby z wydawnictwa jest zaraźliwy i daję się przekonać. I w większości przypadków nie żałuję, wręcz przeciwnie – ślę dziękczynne maila za możliwość przeczytania i napisania o danej książce. Bo jestem dzięki niej wewnętrznie i czytelniczo bogatsza, a wiem, że sama prawdopodobnie bym po nią nie sięgnęła (albo by przeleżała na stosiku “do przeczytania” następne 10 lat).
Ten przydługi wstęp ma na celu przedstawienie wam książki W Igora Štiksa. Powieść, która nie przykuła mojej uwagi, bo jest thrillerem politycznym. I po raz kolejny literatura udowodniła, że nie ma co przywiązywać się do etykiet – bawiłam się podczas lektury doskonale, to był bardzo wartościowy czytelniczo czas, dowiedziałam się mnóstwo rzeczy, zarwałam pół nocy, żeby dokończyć, zaskoczyłam się i co więcej – poznałam kolejną nieoczywistą książkę. Autor urodził się w Bośni i Hercegowinie, jako nastolatek przeniósł się do Chorwacji z powodu wybuchu wojny. Jak przeczytamy na skrzydełku książki “Proza Štiksa jest intelektualna, pełna historycznych paraleli i pytań o kondycję człowieka wciągniętego w tryby wielkiej polityki. Doświadczenia uchodźstwa i życie rozpadającym się w państwie mocno ukształtowały jego późniejszą wrażliwość artystyczną”. Nie umiem sobie przypomnieć, czy czytałam wcześniej jakąkolwiek bośniacką książkę. Wydaje mi się, że nie. I pytanie – czy to jest autor bośniacki? Czy jednak chorwacki? Czy jednocześnie i taki i taki?
W jest ucztą. Zaczynając od tytułu, którego do końca nie znamy (czy to jedna litera w, czy może dwie v? A może jeszcze coś innego? Co to oznacza?), przechodząc przez wartości wynikające z fabuły aż po zakończenie, które jest jednym z najlepszym, jakie ostatnio poznałam. Zabawa z czytelnikiem zaczyna się od pierwszych stron. Autor odgrywa rolę w swojej własnej powieści, jest narratorem, a przez to często można się łapać na zastanawianiu, co jest prawdą w tej historii, a co tylko wyobrażeniem. Wykorzystuje swoje doświadczenia uchodźcze i może właśnie dzięki temu konstrukcja głównego bohatera jest tak spójna i tak prawdziwa. Dwóch bohaterów noszących to samo imię i nazwisko, kolejny, który odgrywa ważną rolę, jeszcze inny, sotjący po drugiej stronie barykady, ale nie mniej ważny. Nie do końca wiadomo, o co chodzi, więc zajmuje czytelnikowi chwilę, by się połapać. Początek nie był łatwy, zwłaszcza dla kogoś, komu świat Europy Środkowo-Wschodniej nie jest dobrze znany. I piszę to z pełną świadomością – może powinnam wiedzieć więcej, ale ta część świata, mimo że tak bliska, nigdy jakoś mocno mnie nie pociągała.
Do tego mamy przepiękną historię dziecięcej przyjaźni, takiej na całe życie, bo rozpoczętej w trudnym momencie. Dwie sieroty wojenne, próbujące znaleźć dla siebie miejsce w świecie. Od razu wiemy, że będzie się działo, bo już na samym początku dostajemy historie zamachów, terrorystów, bojowników o wolność – wiemy, że nasi chłopcy są buntownikami od samego początku – inaczej sobie tylko ten bunt wyobrażają i to w końcu skieruje ich na różne ścieżki. Ważnym (jeśli nie najważniejszym, ale to już każdy czytelnik sobie sam zdecyduje) jest warstwa historyczna. Oczywiście, nasi bohaterowie są wplątani w fikcyjne wydarzenia, ale całość wyobrażonego świata jest osadzona w rzeczywistości nam znanej z historii – maj 1968 roku w Paryżu, włoskie Czerwony Brygady… To coś, co niesie największy ciężar emocjonalny dla mnie – połączenie człowieka i idei. Młodych ludzi i haseł, którymi będą się kierować w przyszłości. Wiary w coś tak mocnej, że każdy czyn staje się dozwolony i usprawiedliwiony. Autor w bardzo elegancki sposób opowiada o ruchach lewicowych w Europie, o wielkiej polityce, ale w centrum stawia człowieka i jego pragnienia, emocje, wiarę, jego przekonania i czyny. Warto sobie doczytać coś więcej, uzupełnić wiedzę, poszerzyć kontekst – opowieść Štiksa nabierze wtedy jeszcze innego wymiaru.
To wszystko jest opakowane w bardzo piękną warstwę sensacyjną. Jeśli szukacie tajemnic, pościgów, dynamicznych akcji, strzelanin, zamachów i wybuchów – to też jest to książka dla was! Sprytnie to autor sobie poukładał i wymyślił. Dorzucił jeszcze wątek romantyczny, nadając trochę lekkości i równowagi dla cięższych, politycznych tematów. I wiecie, co jeszcze fajnie zrobił? Wplótł we wszystko literaturę! Pokazał, jak słowa są ważne, jak mogą nas kształtować, jak nam towarzyszą w życiu i na różnych jego etapach. Znajdziemy tu Alberta Camus Mit Syzyfa, jest Archipelag Gułag Sołżenicyna i jest przepiękne nawiązanie do Baśni 1001 i jednej nocy. Zderzenie dwóch światów – rewolucji i literatury, przemocy i wrażliwości. A może nawet nie zderzenie, tylko poplątanie i przenikanie – nic nie jest tutaj czarno białe, nikt nie ma racji i nikt się nie myli. Jak w życiu, prawda?
No i to zakończenie. Tak jak wcześniej wspomniałam, dawno mnie tak nic nie zaskoczyło i dawno żaden autor tak mnie nie podszedł.Wspaniale być tak zaskakiwanym! Nic wam więcej nie napiszę, bo mam nadzieję, że zachęciłam was do lektury – nawet jeśli na co dzień nie czytacie podobnych rzeczy, warto sięgnąć! Dużo wam ta książka da. A gdyby tak zignorować warstę historyczno – polityczną, to było jedna z najlepiej poprowadzonych tajemnic w książce, jaką ostatnio poznałam.



