Czy rzeka żyje

Robert Macfarlane || przełożył Sławomir Królak

Świat potrzebuje rozpaczliwie obdarzonych mocami opowiadaczy, którzy dopomogą nam nadać sens niewyobrażalnym zdarzeniom, do jakich dochodzi na naszych oczach. A starcy przebywający w wieczności będą budzić w umysłach pisarzy przyszłości pomysły na to, jak na powrót można by tchnąć życie w prawa stwórczych istot w piaskach pustyni i na morzu; jak można by przywrócić życie wodom, górom i niebu, równinom i nizinnym łąkom, buszom, lasom, grzmotom i wiatrom, drzewom i zwierzętom.

Alexis Wright

Czy macie takich autorów, po których książki sięgacie w ciemno? Jestem przekonana, że tak. Ja też mam takich wielu, a jednym z nich jest Robert Macfarlane. Poznałam go w 2018 roku, kiedy Wydawnictwo Poznańskie wydało jego Szlaki. Czytając tekst o niej zobaczycie, pod jakim wrażeniem byłam (i tak naprawdę jestem do tej pory). Rzadko trafiam na tak bardzo erudycyjne opowieści i to jeszcze napisane w taki sposób, że nie można się od nich oderwać. Kocham każde zdanie, które ten autor napisze, bo każde prowadzi do kolejnych odkryć. Spojrzenie Roberta na otaczający go świat jest wyjątkowe – ciepłe i czułe, świadome, pełne szacunku i chęci dowiadywania się więcej. Już samo to jest mi bliskie. Odkrywa przede mną rzeczy, na jakie sama nigdy bym nie wpadła – czy to w książce o chodzeniu, czy w tej o górach, tej o podziemiach czy o dzikich miejsach. Polecam Wam wszystkie do przeczytania – to takie książki, które zmieniają czytelnika!

Nic więc dziwnego, że kiedy tylko pojawiła się nowa książka tego autora rzuciłam wszystko i poleciałam czytać, zwłaszcza, że temat też bardzo ciekawy. Tym razem na warsztat autor wziął rzeki. We współczesnym świecie kryzysu klimatycznego, kiedy mówi się tak dużo o wysychaniu naszej planety (a tak niewielu chce słuchać) to książka to kropla w morzu – ale jaka ważna! I jak pięknie napisana! Znajdziemy tu wszystko, za co kocha się tego autora. Erudycję i bardzo szerokie ujęcie tematu, mnóstwo ciekawostek, faktów, danych podanych w sposób najlepszej opowieści i gawędy. To czułe spojrzenie na świat i przyrodę, o którym sami często zapominamy na co dzień. Ciekawe i intrygujące postacie, które spotyka na swojej drodze i którymi się z nami dzieli – tutaj spotkamy na przykład mykolożkę, które wyczuwa grzyby na odległość, strażnika lasu i historyka świętych źródeł i zdrojów. Jak bardzo jest to niesamowite? Zawsze w takich momentach myślę sobie o tym, w jaki sposób zostaje się historykiem świętych źródeł? I że ja też bym chciała znaleźć coś tak bardzo niszowego, co by mnie zainteresowało mnie na tyle, żebym została specjalistką w tym temacie. 

Można by to nazwać „problemem Solaris”. To pytanie o to, jak, u licha, nawiązać wiarygodny kontakt z rzeką, podobnie jak w powieści SF Solaris Stanisława Lema z 1961 roku opowiadającej o planecie, której ocean zachowuje się w sposób udaremniający wszelkie mechanistyczne próby sprowadzenia wody do czystej materii.

No właśnie. Obecność Lema w tej opowieści mnie zaskoczyła. I za to kocham tego autora, bo to książka o rzekach, ale tak naprawdę odniesień do przeróżnych rzeczy jest tam mnóstwo. Czytanie takiego tekstu jest wspaniałym doświadczeniem. Jest Lem i Ursula Le Guin, jest Leonardo Da Vinci i Hieronim Bosh, mamy tamilskich uczonych, starożytne legendy i Epos o Gilgameszu. A do tego jeszcze całe zaplecze przyrodnicze – mrówki, owady, najgłośniejsze zwierzęta świata, największe lasy, rzeki podziemnie i kamienie głodowe. Autor zabiera nas w trzy krajobrazy – do lasu mglistego w Ekwadorze, nazywanego po hiszpańsku Los Cedros, do indyjskiego miasta Cennaj i do Kanady, na tereny ludu Innu, przez które płynie rzeka Mutehekau, znana również pod imieniem Magpie. Trzy miejsca na naszej planecie, tak bardzo odmienne od siebie, a jednak mające też trochę wspólnego. Macfarlane pokazuje jak współczesne pragnienie rządzenia rzekami niszczy je, a tym samym niszczy wszystko wokół. Pokazuje zależności, skutki i przyczyny, a co ważniejsze – pokazuje znaczenie rzek i ich wagę. Bez wody jesteśmy nikim, nie jesteśmy w stanie przetrwać. To zadziwiające, że nie mamy szacunku do tej jednej rzeczy, najważniejszej, bez której nie potrafimy żyć. Wydaje się to co najmniej zaskakujące i po prostu głupie. A jednak…

Już sam początek tej opowieści daje nam mocne, nowe spojrzenie – bo przyglądamy się światu, życiu z perspektywy rzeki. Myśleliście kiedyś o tym? I czy jesteście w stanie odpowiedzieć na tytułowe pytanie – czy rzeka żyje? Zastanówcie się… Robert Macfarlane zawsze buduje swoje książki w podobny sposób – jedzie w opisywane miejsca, opowiada nam o swoich przygodach i o poznanych ludziach, o tych, którzy są specjalistami w danym temacie, o przewodnikach, o ludziach, którzy robią różnicę. Warto ich wszystkich poznać! A z drugiej strony jest ta erudycyjna opowieść pełna faktów i informacji, często zaskakujących i nowych. Fantastyczne połączenie.

Czy rzeka żyje? to już kolejna książka tego autora, którą poznałam i mam wrażenie, że tak jest ze wszystkich najbardziej… uduchowiona. Może to źle zabrzmi, nie chciałabym was od niej odstraszyć, ale tak sobie myślę, że to przez rzeki. Badając ten temat, człowiek zbliża się do cudów natury, które trudno sobie wyobrazić, to raz. A dwa – historia człowieka i historia wody są ze sobą nierozerwalnie związane – a im więcej o tym się wie, tym bardziej temat staje się fascynujący. A kiedy stoimy wobec czegoś zdecydowanie większego od siebie – włącza się mistyka, choćby trochę i malutko.

Zachęcam was do czytania Roberta Macfarlane’a – te książki są wspaniałe!

 

Пройдіть beton реєстрація і відкрийте доступ до ігор, бонусів і персональних пропозицій. Реєстрація займає мінімум часу і відкриває повний функціонал сайту.