
Do tej pory unikałam robienia postów z listami książek na jakieś okazje. Ale dzisiaj szukałam jednej, konkretnej książki i przy okazji przejrzałam halloweenowe listy propozycji książkowych. Wszystkie listy zawierały zacne horrory, thrillery i inne straszne powieści. A ja bym chciała Wam zaproponować coś innego. Halloween to święto rozrywkowe, zabawa w straszenie, bardzo amerykańskie i pełne gadżetów. Nasz 1 listopad jest bardziej refleksyjny, spokojny, osadzony w tematyce śmierci i straty. I o ile szaleństwo halloweenowe jest mi obojętne (choć gadżety fajne), nie uważam, że nasz sposób spędzania tego dnia jest lepszy. W ogóle nie stawiałabym ich po przeciwnej stronie – przecież to tylko dwa oblicza tego samego zjawiska.
Śmierć. Podoba mi się traktowanie śmierci jako części życia. Podoba mi się otwartość na ten temat, traktowanie śmierci normalnie, jako czegoś, co każdy z nas zna i co każdego czeka. Fascynuje mnie podejście ludzi do tego tematu, wszelkie religie, wierzenia, magia, rytuały – które jakkolwiek nazwać, miały jeden cel – oswoić człowieka ze śmiercią, z czymś, czego nie rozumie i pojąć nie może. Dlatego dzisiaj mam dla Was kilka książek, które w różny sposób podejmują zagadnienie śmierci. Wybrałam je bardzo subiektywnie – pod każdą mogę podpisać się bez wahania i bardzo mocno je polecam. Niezależnie od tego, jak spędzacie dzisiejszy wieczór – czy wśród pomarańczowych dyń, na przebieranej imprezie czy wręcz przeciwnie, w kościele, modląc się, zwalniając tempo, te książki będą cenną lekturą dla Was. Lubię takie książki, które czegoś uczą, to już wiecie. Każdy z poniższych tytułów nauczył mnie czegoś, ale główną ich zaletą jest oswojenie tematu śmierci. Uważam, że każdy je powinien przeczytać, a taki wieczór jak dziś, jest idealną okazją.

Na pierwszym miejscu chciałabym Wam koniecznie polecić książkę Bez strachu: Jak umiera człowiek. Recenzja tej książki pojawiła się na blogu zanim zaczęłam pisać regularnie, więc pewnie mało kto z Was ją czytał. A tymczasem to jedna z ważniejszych książek, jakie przeczytałam w swoim życiu. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego. To rozmowa z najlepszym polskim balsamistą, Adamem Ragielem. Brzmi makabrycznie? Może trochę. Podchodziłam do lektury z ostrożnością, ale też z dużą ciekawością. Okazuje się, że człowiek, którego zawodem jest niejako śmierć, potrafi powiedzieć bardzo dużo o życiu. To naprawdę wyjątkowa książka.
Na drugim miejscu chciałabym Wam zasugerować książkę Wojciecha Tochmana Dzisiaj narysujemy śmierć. Wojciech Tochman to jeden z najlepszych polskich reporterów. Bardzo odpowiada mi jego styl i to od niego zaczynałam swoją przegodę z reportażem. Jego książki były pierwszymi, których nie dałam rady przeczytać za jednym razem. Musiałam je odkładać, żeby odpocząć i zebrać siły na ciąg dalszy (a to zdarza się u mnie naprawdę bardzo rzadko). Tochman pisze tutaj o ludobójstwie w Rwandzie. Opowieść o tym, jakie konsekwencje niesie ludobójstwo nie tylko dla sprawców i ofiar, ale przede wszystkim dla nas – świadków. Tochman wikła czytelników w cierpienie swoich bohaterów, a każdy z nich jest ze swą historią konkretny, pojedynczy, wyjątkowy. Stawia nam pytanie: dlaczego mamy płakać za ludźmi zamordowanymi w dalekiej Afryce 15 lat temu? Bardzo mocna rzecz, obok której nie można przejść obojętnie.
Na trzecim miejscu genialny, absolutnie perfekcyjny i zachwycający reportaż Katarzyny Boni Ganbare! Warsztaty umierania. Nie chcę tu powtarzać, więc zapraszam Was do recenzji. Dawno nie czytałam ksiązki, która by opowiadała o śmierci w tak wyjątkowo delikatny i taktowny sposób. Na kształt tej książki na pewno miał wielki wpływ charakter Japończyków i ich podejście do życia, do klęśk żywiołowych, do obcowania ze śmiercią na co dzień i do zaczynania po raz kolejny wszystkiego od nowa. To fantastyczna lekcja życia i książka, którą musicie przeczytać!

Dwie kolejne pozycje traktują śmierć z przymrużeniem oka. Jeśli chcę porozmawiać z moim tatą o czymś poważnie, zawsze otrzymuję odpowiedź Poważnie to się w trumnie leży 😉 Okazuje się, że i to nie zawsze. Umiejętność akceptowania nieuniknionego to sztuka, a jeszcze większa, podchodzenie do niej z humorem. Tak właśnie robie Mary Roach, autorka kilku popularnonaukowych książek, którą uwielbiam. Te książki są idealnym przykładem, jak popularnonaukowa książka powinna wyglądać. Tutaj wspomnę tylko dwie, pasujące do klimatu. Jest Sztywniak: Osobliwe życie nieboszczyków oraz Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego. Sztywniak to książka o czasami dziwacznych, często szokujących, ale niezmiennie fascynujących wyczynach zwłok. Mary Roach zdecydowała się opisać – z niebywałym poczuciem humoru, ale nie przekraczając granic dobrego smaku – pośmiertne przygody naszych ciał, które są wykorzystywane do różnych eksperymentów i badań. Odwiedza krematoria, zakłady pogrzebowe, kostnice i najdziwniejsze laboratoria, by odkryć przed nami najciekawsze formy spędzania ‘wolnego czasu”po śmierci. Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą. Można do nich strzelać, przejechać im po nogach motorówką – to ich nie rusza. (…) To jak mieć na usługach Supermana – byłoby strasznym marnotrawstwem rezygnować z jego potencjału i nie wykorzystywać go do rozwoju ludzkości. A o Duchu przeczytamy: Czy istnieje życie po śmierci? A jeśli tak, to czy ze zmarłymi można nawiązać kontakt? Mary Roach postanowiła w tej sprawie zasięgnąć opinii naukowców i poszukać jasnych odpowiedzi oraz twardych dowodów – bez uprzedzeń i demaskatorskiego nastawienia. Ale też nie traktując swego przedsięwzięcia śmiertelnie poważnie. W tym celu odwiedza między innymi Indie, by zbadać problem reinkarnacji, przemierza nawiedzone domy w Anglii w poszukiwaniu duchów, opisuje próby zobaczenia duszy pod mikroskopem, a nawet sama uczy się, jak zostać medium i komunikować się ze zmarłymi. Z tej przewrotnej, pełnej czarnego humoru książki możemy się dowiedzieć, ile waży dusza, jak wyglądają seanse spirytystyczne, czym jest ektoplazma i czy nasze dusze naprawdę unoszą się pod sufitami sal operacyjnych. Prawdziwie uduchowiona lektura. Książki Mary Roach są fantastyczne i polecam je każdemu!
Kolejną książką, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie była Trupia farma: Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie Billa Bassa. Zrobiła na mnie aż takie wrażenie, bo wydało mi się absolutnie genialne, że ktoś wpadł na taki pomysł, chciał to robić, ba, dla kogo obserwowanie rozkładających się zwłok na trawniku było największą naukową misją. Czytanie o tym, jak autor radził sobie ze sprzeciwami, nauka tego, jak bardzo ważne jest to, co robi, używanie zwłok do rozwoju nauki – ta książka Was sponiewiera, ale mam nadzieję, że pozytywnie! Ja byłam zachywcona i jeśli żyłabym w Stanach, na pewno podarowałabym swoje ciało po śmierci Trupiej Farmie!

Lista nie byłaby kompletna bez czarownic. Opracowań i wartościowych książek na ten temat jest naprawdę wiele, ale ja chciałabym Wam wspomnieć tylko o dwóch. Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie warte są uwagi, bo zebrał je i opracował Julian Tuwim. Tak, ten Julian od Lokomotywy czy Rzepki. Swoją drogą Tuwim to bardzo ciekawa postać była i pamiętanie go jedynie jako twórcy wierszy dla dzieci to pewna niesprawiedliwość. W każdym razie Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie są pięknie wydane i naprawdę warto poświęcić trochę czasu na ich przeczytanie. Nie jest to łatwe ze względu na język, ale warto! Druga pozycja, która musiała się tutaj znaleźć to oczywiście Malleus Maleficarum czyli Młot na czarownice. Traktat na temat magii, spisany przez dominikańskiego inkwizytora Heinricha Kramera, być może we współpracy z innym inkwizytorem z tego zakonu Jacobem Sprengerem. Tekst ten został po raz pierwszy opublikowany w 1487 i stał się znany jako podręcznik łowców czarownic od XV do XVII wieku. Dużo bardziej przerażająca lektura niż jakikolwiek horror.
Chciałabym umieścić tutaj jeszcze Historie cmentarne: 1999-2004 Borisa Akunina. Robię to z pewną nieśmiałością, bo lektura jeszcze przede mną. Jestem tapfhofilem i nie wiem, jak to się stało, że jeszcze nie przeczytałam tej książki. Połączenie esejów na temat najbardziej znanych cmenatrzy z opowiadaniami. Rzecz doskonała i na pewno warto znać! A ja nadrabiam najszybciej jak umiem.

Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o dwóch książakch – Monstruarium Anny Wieczorkiewicz i Monstruarium nowoczesnym Mikołaja Marceli. Nie są one dokładnie o śmierci, ale nawiązują do tych wszystkich niezrozumiałych, nadprzyrodzonych, strasznych i przerażających rzeczy, z którymi człowiek musi sobie radzić. Lektura takich książek jest absolutnie fascynująca, zwłaszcza z perspektywy dzisiejszej wiedzy i rozwoju nauki. Poleca serdecznie!
Na zakończenie książka trochę z przymrużeniem oka – Żywe trupy Prawdziwa historia zombie Adama Węgłowskiego. Mój niedawny zakup, jeszcze nie czytałam, ale opis Prawda o żywych trupach jest dziwniejsza od fikcji skutecznie mnie zachęcił 😉
Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie. Czytanie powieści o strasznych rzeczach jest fajne, ale czasami warto sięgnąć dalej. A jeśli ktoś z Was ma pojęcie o istnieniu książki o złych domach, to proszę, dajcie znać!