
Zastanawiałam się, czy pisać o niej, ale jednak nie potrafię sobie tego odmówić. Głównym założeniem bloga jest to, że piszę o książkach, które mi się podobają. Czasami zdarzają się wpadki (ale przez dwa lata pisania były ich może ze trzy), a im dłużej opowiadam Wam o książkach, tym częściej mam ochotę pisać Wam, dlaczego dana książka do mnie nie trafiła. Często tego nie wiem, a Wasze komentarze sprawiają, że mogę spojrzeć na książkę z innej strony.
Tak samo było z Całym życiem (chyba mam coś do książek o życiu – Małe życie też mnie nie zachwyciło). Książka była bardzo reklamowana (w fajny sposób, to się chwali), ale ostatecznie sięgnęłam po nią przez pomyłkę. Na bibliotecznej sygnaturce było napisane, że jest to książka australijska, więc od razu ją wzięłam, jedynie z lekkim zaskoczeniem, że o tym nie wiedziałam. Szybko okazało się, że jest aus ale od Austrii 😉 Książka zebrała mnóstwo pozytywnych recenzji, zachwytów i pochwał. Przeczytałam ją szybko, to lektura na godzinę, może dwie.
I co myślę? Z jednej strony uważam, że to dobra historia, ale cały czas mam wrażenie, że czytałam już podobne i że były lepsze. W założeniu powieść opiewa prostotę życia. Egger, nasz główny bohater jest prostym człowiekiem, cieszącym się z małych rzeczy, płynący przez życie raczej z prądem. Trochę czuję się nieswojo, że książka która opisuje tak podstawowe rzeczy, jak radość z życia i dostrzeganie małego codziennego szczęścia jest obwoływana odkryciem i uznawana za arcydzieło. A przecież to powinno być normalne. Żyjemy w takich czasach, że historia człowieka, który całe życie przeżył z dala od ludzi i był z tego zadowolony porusza nas i jest dla nas czymś innym. Na tych niewielu stronach mamy zapis całego życia Eggera – od narodzin aż po śmierć. Pod tym względem powieść mi się podoba – jako pomysł. Bo to dosyć odważny pomysł spróbować zawrzeć na niecałych 200 stronach czyjeś życie, nawet tak proste jak to Eggera.

Ale mam wrażenie, że nie do końca autorowi to wyszło. Przez cały czas czytania, czułam, że coś jest nie tak. Czy nie trzeba się w tym miejscu zastanowić, czego pochwałą jest ta książka? Bo Egger to człowiek, który płynie z prądem, o nic nie pyta, niczego nie szuka, nad niczym się nie zastanawia. Bierze to, co jest i co mu wpadnie w ręce, a jak czegoś nie ma, to nie ma. To ktoś, kto pozostaje zawsze w tym samym miejscu, nie ma pragnień, marzeń, do niczego nie dąży. I ja nie jestem przekonana, czy to jest takie dobre. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że opis może jest zbyt rygorystyczny – dałoby się znaleźć w nim te wszystkie elementy, ale musiałabym się mocno naszukać. Po prostu jego bierność mnie irytowała. Prostota, a zamykanie sobie różnych możliwości i wykorzystywanie szans to dwie różne rzeczy. Zgoda na rzeczywistość a potrzeba prostego życia tak samo. Najpiękniejszą opowieścią o prostocie życia jaką znam jest Forrest Gump. Te dwie historie są tak bardzo do siebie podobne, a bohaterowie tak inni i różni! W Foreście padły słowa i całe zdania, które mogą być mottem życiowym, które zostają z czytelnikiem (ale przede wszystkim z widzem, bo akurat w tym przypadku film jest po prostu lepszy) na zawsze. A Całe życie? Owszem, to piękna bajka, ale mam wrażenie, że za bardzo wystylizowana i przemyślana. I to chyba sprawia, że książka mnie nie porwała. Widać, co autor chciał uzyskać, a to przeszkadza w prawdziwym zaprzyjaźnieniu się z bohaterem.
Cały czas myślę nad tym, jak mogłabym ją podsumować. To nie jest zła książka, ale zapomniałam o niej jeszcze zanim skończyłam ją czytać. Czegoś mi zabrakło. Pamiętam mocną irytację w którymś momencie, kiedy autor włożył w usta jakieś zdanie, złotą myśl, filozoficzną refleksję, który ni w ząb nie pasowała do bohatera. Nie podoba mi się, kiedy w tekście widzę działania autora, jego myślenie, co może się spodobać, co chwyci czytelnika. I choć pomysł dobry – coś jednak między nami nie chwyciło.
♦
Ha, czytałam do tej pory chyba same pozytywne recenzje tej książki i tak troszkę coś mi nie pasowało, nie chciałam uwierzyć, że to aż tak idealna książka… Tym samym mocno mnie ucieszyła Twoja recenzja. 😀 Możliwe, że po książkę i tak sięgnę (ale tylko gdy zobaczę ją w bibliotece), możliwe, że będę nawet jedną z tych osób, które coś w niej odnajdą, ale jakoś Twoja recenzja, mówiąca sporo o wadach powieści, zawróciła świat na jego właściwe tory. 🙂
Dzięki za tak świetny komentarz! 🙂 Nawet bym nie marzyła o tym, że moje recenzje mogą mieć wpływ na losy świata! 😉 A książkę przeczytaj – ja też ją przytargałam z biblioteki 🙂
Wydaje mi się, że o to właśnie tutaj chodziło. To znaczy to nie miała być pochwała jego życia. Miało to być po prostu życie. Opisane bez ozdobników. Eggar spełnił jedno ze swoich marzeń, a potem samo życie sprawiło, że stał się bierny. Takich historii jest mnóstwo, takich ludzi masa i postaci, które mogłyby w podobny sposób opisać swoje ‘cale zycie’. A książka siła rzeczy zmusiła cię do zastanowienia czy chciałabyś przeżyć swoje życie “obok”. I takie było jej zadanie – wzbudzić refleksje. Dla mnie w tym właśnie kryje się jej świetność 😉
Być może 🙂 To całkiem rozsądne co piszesz 🙂 Mimo to nie przekonuje mnie nawet jako opis “po prostu życia”. Za dużo dla mnie tu kreacji autora i silenia się na jakiś metaforyczny ton. Ale to odczucie bardzo indywidualne – ja np. uwielbiam Wielką rybę, a są ludzie, którzy nie trawią tej książki 🙂
Ja akurat Wielkiej ryby nie czytałam. Rozumiem, że polecasz? 😉 ale znam to -wynudziłam się jak mops przy Cieniu wiatru a dla wielu ludzi to jest arcydzieło 😉
Czemu przeżycie całego życia z dala od ludzi powinno być normalne?
Zgadzam się zaś zdecydowanie, że słabo wypadają fragmenty, gdy autor za bardzo pokazuje się w tekście – o ile nie jest to pomysł i metoda od samego początku. Takie zgrzyty bywają irytujące.
Zła kolejność zdań 😀 Normalna powinna być prostota życia, cieszenie się z codzienności, dostrzeganie małych rzeczy 😉
Tak, to prosta opowieść. Taka, jak wiele życiowych historii ludzi z pokolenia Eggera. A jednak mnie urzekła… Czytając ją, biegłam myślami ku kochanemu Dziadkowi, który był właśnie takim skromnym, niesamowicie wręcz wytrwałym i cierpliwym człowiekiem. Rodzinną oazą spokoju i łagodności. Zmogła go dopiero śmiertelna choroba. bardzo mi Go brakuje, choć od chwili, gdy odszedł minęło już prawie 20 lat…
Takie książki chyba najlepiej czytać właśnie przez pryzmat osobistych historii. Stają się wtedy czymś więcej, niż tylko kolejną książką czy opowieścią. I to jest piękne :*