Zespół stresu pourazowego, zaburzenie stresowe pourazowe, PTSD (ang. posttraumatic stress disorder) – rodzaj zaburzenia lękowego będący efektem przeżycia traumatycznego wydarzenia
Chapter 4.2. W: David Satcher et al.: Mental Health: A Report of the Surgeon General
Książka Laurie Halse Anderson Bezlitosne ostrze pamięci zaciekawiła mnie przede wszystkim tematem. Zespół stresu pourazowego to trudny temat, kojarzony bardziej z książkami o wojnie, ewentualnie wspomnieniami żołnierzy czy reporterów. To straszne, choć fascynujące zagadnienie radzenia sobie człowieka z traumą wojny, z tymi wszystkimi okropnymi rzeczami, które widział czy robił. Świat na wojnie nie jest tym samym światem po jej skończeniu, a emocje, wspomnienia, lęki pozostają w człowieku o wiele dłużej, niż mogłoby to wynikać z prostych, logicznych założeń. Zespół stresu pourazowego to bardzo skomplikowane zagadnienie. Jak bardzo, świadczy o tym chociażby sytuacja państwa Jagielskich. On – światowej sławy reporter, ona – żona, która musi się leczyć właśnie z PTSD. Nie on, który jeździ na wojny, który opisuje wszystko jako bezpośredni świadek, który ryzykuje swoim życiem. A właśnie ona – żona, która czeka na męża w domu. Jeśli ciekawi was ten temat, koniecznie sięgnijcie po książki Grażyny Jagielskiej.
Mnie ten temat bardzo interesuje, więc tym chętniej sięgnęłam po książkę Anderson. Naszą główną bohaterką jest Hayley Rose, nastolatka, która dzieli ludzi na dwie kategorie – zombie i odmieńców. Byłaby normalną nastolatką, gdyby nie fakt, że jej ojciec jest weteranem wojennym. Weteranem, który nie do końca umie sobie poradzić z życiem po wojnie i który nie chce się do tego przyznać. Dobre dni przeplatają się z tymi gorszymi, role w rodzinie są odwrócone, to córka opiekuje się ojcem, a każdy kolejny dzień przynosi coraz trudniejsze wyzwania.
Książka jest zaskakująco dobra. Dlaczego zaskakująca napiszę za chwilę. Bezlitosne ostrze pamięci jest lekkie, mimo wagi tematu. Napisane z poczuciem humoru, które idealnie równoważy świat nastolatki i świat weterana. Hayley to dziewczyna, która jest nauczona, jak przetrwać, jak zająć się sobą i ojcem, jak ukrywać prawdę, żeby nikt sie nie zorientował, że coś jest nie tak. Jest samodzielna i samowystarczalna. Oczywiście do czasu, bo przecież będzie musiał przyjść kiedyś taki moment, w którym nasz bohaterka będzie musiała zacząć polegać na kimś innym. I to jest właśnie bardzo dobre w tej książce. Pokazuje nam, że warto być silnym i dawać sobie radę, ale pokazuje również, że czasami większą odwagą i siłą wykazujemy się, gdy prosimy o pomoc. Wartość tej książki jest schowana w drobnych rzeczach, niuansach, takich, jak na przykład zwrócenie uwagi na różnicę między zapominaniem a niepamiętaniem. To mądra książka, która pod płaszczykiem opowieści o nastolatce i jej przygodach, przemyca treści trudne, ale ważne. Można ją odczytać dosłownie, ale też i metaforycznie, i w tym tkwi jej siła. No i czy wspominałam o świetnym poczuciu humoru?
Wcześniej napisałam, że jest to książka zaskakująco dobra. Zaskakująca dlatego, że pomimo interesującego mnie tematu, okładka wzbudziła moje duże wątpliwości. Już dawno nie widziałam książki, która miałaby tak niedobrą okładkę. Temat jest ciekawy. Książka jest dobra. Wartościowa. Ale okładka sugeruje, że jest to powieścidło, i to takie niższych lotów. Wydawnictwo Lucky powinno zadbać bardziej o oprawę graficzną swoich książek. Mam wrażenie, że książka byłaby wówczas zupełnie inaczej odbierana.
♦
Za książkę dziękuję Regałowi Nowości


Co do okładki masz rację, choć mi nie kojarzy się ona z powieścidłem, a raczej z literaturą wojenną, jakimś reportażem, czy czymś takim. Niemniej jednak nie sięgnęłabym po nią. A tymczasem widzę, że jednak warto się skusić. Lucky zainwestuje w grafika, jak zacznie zarabiać na dobrych książkach, które zdarza im się wydawać 🙂
Pozdrawiam!
Mam nadzieję 😀 Ta książka naprawdę zasługuje na ładniejszą okładkę 🙂