Ta książka wywołała we mnie dwie refleksje. Po pierwsze po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię i doceniam wznowienia! To dzięki nim przeczytałam takie książki, do których przymierzałam się od dłuższego czasu, albo takie o których istnieniu nawet nie wiedziałam, a zdecydowanie warto było je przeczytać. Kolejnym takim tytułem jest właśnie Pożegnanie z Afryką, powieść, o której chyba każdy choćby słyszał. Druga refleksja nachodzi mnie zawsze wtedy, kiedy czytam (dopiero) jakąś książkę, którą wydawałoby się, zna już każdy. To często tytuły z kanonów literatur, klasyki, które po prostu się zna. Czasami śmieję się sama z siebie, że uważam się za osobę oczytaną, a mam takie braki. Cóż, nie można w końcu przeczytać wszystkiego, prawda?
Pożegnania z Afryką pewnie jeszcze długo bym nie przeczytała (albo i w ogóle), gdyby nie Wydawnictwo Poznańskie. To czwarta książka w serii, każdą przeczytałam i każda zachwyciła mnie na swój sposób. Ta również, choć przyznam szczerze, że też mnie zaskoczyła. Wiedziałam wcześniej, że Karen Blixen opisała w niej swoje własne życie, ale nie wiem dlaczego założyłam, że zrobiła to w formie zbeletryzowanej powieści. Zresztą najczęściej jest określana jako autobiograficzna powieść. A przecież to są pamiętniki, wspomnienia czyli literatura faktu. I o ile łatki gatunkowe zwykle nie robią na mnie wrażenia, wiem, że po fakt sięgnę szybciej niż po powieść.

Karen Blixen była postacią niezwykle ciekawą. Pożegnanie z Afryką są jej wspomnieniami z pobytu w Kenii, gdzie początkowo razem z mężem, a potem już sama prowadziła plantację kawy. Mieszkała w Afryce 17 lat, zdążyła więc poznać bardzo dobrze tamten świat. Kiedy o niej czytam, uderza mnie rozmach jej życia. Urodzona w Danii, wyszła za mąż za barona, wyjechała z nim do Afryki. Mąż ją zdradzał, a związek z nim był raczej paktem niż emocjonalną relacją. Spotkała też swoją wielką miłość, Denysa Fincha Hattona, który dla nas już zawsze będzie miał twarz Roberta Redforda. Wszystko mogło się ułożyć dobrze, ale artyści rzadko mogą liczyć na happy end. Plantacja kawy zbankrutowała, Denys zginął w wypadku, a ona, zarażona przez męża chorobą weneryczną, wróciła do Europy. Dzisiaj możemy się zastanawiać, czy czytalibyśmy jej wspomnienia, gdyby została w Afryce? Może tak, bo pierwszą książkę zaczęła pisać właśnie tam. A może nie, może to dopiero tęsknota była największą motywacją, by przelać swe emocje na papier?

Pożegnanie z Afryką jest piękną, literacką opowieścią o Afryce. Czuć i widać w tym tekście miłość do tego kontynentu i do ludzi tam mieszkających. Mimo że nie zawsze było łatwo i przyjemnie, autorka mierzyła się z wieloma problemami, to piękno Afryki wszystko jej wynagradzało. Tam było jej miejsce na ziemi, a po powrocie do Europy sama to często podkreślała. Uwielbiam czytać takie literackie wyznania miłości. Chociaż do Afryki mnie nigdy nie ciągnęło (swoje serce zostawiłam na innym kontynencie), z wielką fascynacją czytałam relację Karen Blixen. Urządzenie się w Afryce, opisywanie mieszkających w okolicy plemion, zasady funkcjonowania, elementy ich kultury i wierzeń, przeplatane ze zwykłą, afrykańską codziennością. Historia Afryki i pojedynczych, konkretnych ludzi – mieszkańców lub gości. Opowieści o zwierzętach, przyrodzie, safari. Spojrzenie na to, jak postrzegano kwestię rasy i co się działo na farmie, kiedy wybuchła wojna. Wszystko w formie wspomnień w osobnych rozdziałach. To nie jest jedna spójna opowieść, to raczej zbiór wielu opowieści, a każda jedna ciekawsza od drugiej.
Chciałabym cofnąć czas i przeczytać książkę, zanim obejrzałam film. Wiedzieć, że Pożegnanie z Afryką to nie historia romansu, a jeśli już, to nie z Robertem Redfordem, a raczej z Afryką. Film skupia się na jej związku autorki z Denysem, a osoby sięgające po książkę pod wpływem filmu mogą poczuć rozczarowanie. Oczekiwali dobrego romansu, a tam zamiast miłości, rozdział o systemie liczbowym Suahili. Dla mnie Pożegnanie z Afryką to trochę opowieść o ucieczce, a o Karen już zawsze będę myśleć z podziwem i trochę z zazdrością.
♦


[…] u Diany z bloga Bardziej lubię książki – Pożegnanie z Afryką, […]