Żeby móc marzyć i mieć wielkie marzenia, trzeba najpierw znaleźć źródło inspiracji, coś lub kogoś, kto rozpali w nas iskierkę i rozkocha do szaleństwa w dziedzinie, która z nierealnej fantazji przerodzi się na długo, może nawet na całe życie, w naszą rzeczywistość (…)
Moją specjalizacją stał się alpinizm zimowy, co zawdzięczam wyłącznie wielkiej i wyjątkowej szkole himalaizmu zimowego – to szkoła polska. Kukuczka, Wielicki i Berbeka – każdy z nich dokonał trzech pierwszych zimowych wejść na różne ośmiotysięczniki. To oni byli moimi prawdziwymi mistrzami i od nich czerpałem inspirację. Dlatego polskie wydanie mojej książki o zimowym wspinaniu traktuję jako prawdziwy zaszczyt. Mam nadzieję, że stanie się ona inspiracją i bodźcem dla młodych przyszłych kontynuatorów tej tradycji i tych zdolności, które opanowaliście do mistrzostwa.
Simone Moro – z wstępu do polskiego wydania
Alpinizm to temat wyjątkowy, bo wyjątkowi są ludzie go uprawiający. Widowiskowy, zapierający dech w piersiach, ale jednocześnie nieprzewidywalny, niebezpieczny i ryzykowny. To temat rzeka, ale warto wspomnieć o tym, że Polacy mają w jego historii bardzo zaszczytne miejsce. To my jesteśmy liderami zimowych wejść na szczyty świata, to Polacy “wymyślili” zimowy himalaizm i udowodnili, że da się w tej porze roku wchodzić na wierzchołki najwyższych gór. Czytanie książek z tego tematu jest zawsze fascynujące. O ile rozumiem potrzebę przygody, aktywnego życia, zdobywania i osiągania coraz więcej, to za każdym razem, gdy czytam o codzienności wspinania się na góry przy ogromnie minusowej temperaturze, o tych wszystkich niedogodnościach, o zagrożeniach; kiedy sobie wyobrażę, że tak naprawdę polega to na odmrażaniu sobie wszystkiego, brodzeniu po pas w śniegu i unikaniu śmierci po to, żeby postać na szczycie często tylko chwilkę, to myślę sobie, że to jest zupełnie niezrozumiałe i że to musi być prawdziwa miłość.
Podziwiam ich, chyba najbardziej ze wszystkich grup sportowców i odkrywców. Trochę zazdroszczę takiego uczucia, bo to musi być niesamowite odnaleźć swoje miejsce w życiu. Ja w góry nigdy się nie wybiorę, to nie dla mnie, ale tym bardziej mój podziw jest większy, gdy siedzę i czytam o ich wyprawach w domu, pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty…

Simone Moro to włoski wspinacz, alpinista i himalaista. Z wykształcenia jest bibliotekarzem, za co ma plus dziesięć do fajności ode mnie. To niesamowita postać światowego alpinizmu, nie tylko ze względu na brawurowe wejścia, ale również ze względu na podejście do wspinaczki i środowiska alpinistów (tego podczas wspinania, ale również tego , które istnieje po zejściu z gór). O tym, jakim człowiekiem jest Simone Moro świadczy to, że podczas swojej wyprawy w 2001 roku zrezygnował ze zdobycia Lhotse, żeby uratować innego wspinacza, Toma Mooresa. “Zew lodu” jest jego drugą książką.
Książką jest wyjątkowa, bo tworzona w ekstremalnych warunkach – podczas zimowej wyprawy na Nanga Parbat (8126 m n.p.m.) W przerwach pomiędzy wspinaniem, Moro spisał wspomnienia ze swoich wcześniejszych wypraw. Opowiada nam o początkach swojego zimowego wspinania (Cerro Miradar i Aconcagua), o wejściu na Mount Everest i zejściu z niego w 48 godzin, o pierwszych zimowych wejściach na ośmiotysięczniki – Sziszapangmę (2005), Makalu (2009) i Gaszerbrum II (2011). Ale nie jest to książka tylko o sukcesach i o zdobywaniu szczytów. Czytamy również o porażkach, o sytuacjach, kiedy trzeba było zawrócić raptem kilkaset metrów przed szczytem. To opowieść o podejmowaniu decyzji i odpowiedzialnym ponoszeniu ich konsekwencji. To opowieść o wielkiej miłości, ale również o stracie i sposobach radzenia sobie z nią.
Alpinizm jest niemalże perfekcyjną ekspresją wolności. To nie tylko sport, ale również, a może przede wszystkim, forma ucieczki, odkrywania samego siebie, eksploracji, przygody i kontemplacji
Simone Moro pisał tę książkę podczas swojej kolejnej wyprawy w górach. To bardzo ważny obraz – skulony Moro, siedzący nad swoim laptopem w namiocie gdzieś kilka tysięcy metrów nad poziomem morza, wspominający swoje zwycięstwa i porażki podczas kolejnej próby spełnienia marzenia. Książka przekazuje jego emocje, zaraża jego pasją i miłością do gór. Pozwala zobaczyć, co dzieje się w głowie wspinacza wysokogórskiego, możemy zajrzeć “od kuchni” do obozów, poznać organizację, zmierzyć się z problemami. Bardzo dużym plusem są kolorowe ilustracje umieszczone na końcu książki. Jeżeli chodzi o temat wspinaczek wysokogórskich uważam, że dopóki nie zobaczymy na własne oczy (na zdjęciu, a nie na żywo) , jak to wszystko wygląda, nie będziemy w stanie sobie tego wyobrazić. Ani potęgi i majestatu gór, ani wyglądu wspinaczy, ani drogi, jaką muszą pokonać. Zdjęcia są perfekcyjnym dopełnieniem tekstu i pozwalają jeszcze bardziej wczuć się w ten górski świat.

Na koniec jak zawsze radość z rozwoju technologii. Czy to nie jest niesamowite, że dzisiaj możemy zobaczyć to, co ktoś robi tysiące kilometrów dalej? To krótki film, nagrany na tej samej wyprawie na Nanga Parbat, podczas której Moro pisał tę książkę.

[…] Gnała go potrzeba ucieczki od świata, a nie miłość do gór. Simone Moro w swojej książce Zew lodu pisał również, że „alpinizm jest niemalże perfekcyjną ekspresją wolności. To nie […]
[…] nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Zapraszam Was do przeczytania mojej wcześniejszej recenzji Zew lodu, w której znajdziecie więcej informacji o […]