
Abrahamus Ortelius z Antwerpii do Łaskawego Czytelnika.
Wierę, iż nie ma, Szacowny Czytelniku, nikogo, kto by nie wiedział, jakim pożytkiem jest znajomość historii, tuszę przeto, iż takoż nikt, kto choćby nikłą miał [z nią] styczność, lubo też nieco tylko przeczytał, nie będzie nieczuły na potrzebę poznania odrobiny geografii dla prawdziwego zrozumienia historii. Nie bez przyczyny wszakże zowią geografię tejże okiem.
Łacińska przedmowa do pierwszego wydania Theatrum orbis terrarum z 1570 roku.
Tłumaczenie Maria Gołębiewska-Bijak
Mapy to moje zainteresowanie co najmniej nieoczywiste. Lekcje geografii ze szkoły wspominam jako jedne z gorszych (a najbardziej się stresowałam właśnie stojąc przy mapie!). Ale kiedy zaczęłam czytać o odkryciach geograficznych, o tym, jak ludzie postrzegali kiedyś świat, polubiłam też mapy. O mojej sympatii pisałam już wielokrotnie – przy okazji przepięknych Słynnych map Brottona, jeszcze piękniejszego Atlasu lądów niebyłych Brooke-Hitchinga czy książce Poza mapą Bonnetta. Mapy to lustro świata, zadziwiające jest to, ile można z nich wyczytać, ile się dowiedzieć. A przede wszystkim zdumiewa mnie to, ile mówią o samych ludziach.

Thomas Reinertsen Berg w swojej książce zawarł całą historię map. Z oczywistych względów historia ta jest skrócona, fragmentaryczna i skupiająca się na momentach wybranych przez autora jako najważniejsze. Berg nie ukrywa, że sporo miejsca poświęca norweskim mapom i norweskiej historii – w końcu stamtąd pochodzi i ta historia jest mu najbliższa. Piszę o całej historii, bo opowieść zaczyna się w starożytności, a kończy dzisiaj. Czytamy o najstarszych mapach świata, o pierwszych wyobrażeniach świata, mapach umarłych, początkach geografii, astronomii, nauki w ogóle, pierwszych dalekich podróżach i mitach o powstaniu świata. O wpływie religii na mapy, o tym, jaki wpływ na kartografię miała I wojna światowa i jak wygląda tworzenie map w erze cyfrowej. To bardzo erudycyjna pozycja, w której przelata się wiele dziedzin. Pojawiają się postaci i miejsca bardzo dobrze nam znane (chociażby Arystoteles, Ptolemeusz czy Biblioteka Aleksandryjska), ale też takie, których pewnie nie znamy, a warto – między innymi Fra Mauro czy Olaus Magnus.

Całość podzielona jest klasycznie, na epoki. Dzięki temu widać bardzo wyraźnie, jak zmieniało się postrzeganie świata przez ludzi, jak rozwój nauki wpływał na człowieka i jak on na to reagował. Dzięki historii map Berg pisze o historii człowieka i pokazuje jego dzieje. Napisanie takiej książki wymagało drobiazgowego researchu i mnóstwa pracy – warto to docenić! Książka jest napakowana informacjami, a przez to zalicza się do kategorii książek-ośmiornic – czyli takich, które trzeba czytać z Google pod ręką. Informacje są przeróżne – dowiemy się, jaka jest najstarsza mapa świata, jaka mapa nosi tytuł pierwszej nowoczesnej mapy drukowanej, co było pierwszym na świecie atlasem geograficznym. Poznamy kartografów – ich pracę, ale też rywalizację między nimi i temat plagiatów i kopii. Jest też o Australii, są rozdziały polarne, są Wikingowie, jest i Atlantyda. Berg zabiera nas w podróż od malunków naskalnych do fotografii lotniczej i map satelitarnych. Od ogarniania tego, co za najbliższym rogiem do wysłania ludzi w kosmos. Dla mnie to książka idealna!

Na koniec słowo o wydaniu – jest piękne! Zakładam, że raczej nikt nie wpadłby na pomysł wydawania książki o mapach bez map w środku, ale i tak warto podkreślić fakt, że ilustracji w tej książce jest bardzo dużo! Sama książka jest dosyć ciężka (dobrej jakości papier), co przekłada się na komfort czytania (nie polecam na leżąco, bo bolą ręce, sprawdzone), ale moim zdaniem warto się pomęczyć z ciężarem, obcując z taką piękną książką. Czytamy o jakiejś mapie i za chwilę mamy jej reprodukcję – to najlepsze co może być w takich pozycjach.
Trudno sobie dzisiaj wyobrazić brak wiedzy o tym, jak wygląda Ziemia, prawda? Wpadamy w panikę, jeśli nam telefon padnie i nie możemy włączyć GPSa albo sprawdzić mapy Google. Uwielbiam czytać o czasach, kiedy człowiek dopiero kształtował swoją wiedzę o świecie i ciężko mu było uwierzyć, że gdzieś tam daleko wcale nie żyją ludzie z dwiema głowami albo inne stwory. Na koniec autor poddał czytelnikowi bardzo ciekawą myśl. Choć dzisiaj nasze mapy są bardzo szczegółowe i dokładne, to wcale nie koniec ich historii. Zawsze można pójść dalej i być może kiedyś powstaną mapy, z których nawet nie umielibyśmy korzystać, tak jak Arystoteles nie umiałby skorzystać z mapy Google. Intrygująca myśl, prawda?
* Thomas Reinertsen Berg i Edward Brooke-Hitching są gośćmi tegorocznego Conrad Festival. Warto się wybrać na spotkanie z nimi, jeśli macie taką możliwość.
♦